Leksykon Bratkowskiego

Leksykon Bratkowskiego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Administracja
Parkinson udowodnił, że biurokracja rozrasta się w administracji samoczynnie, bez względu na zakres zadań. Urządza w niej swych ludzi nasza klasa polityczna - kosztem podatników. Te zbędne etaty w administracji centralnej i na niższych szczeblach pochłaniają dziś - poza kontrolą publiczną - olbrzymią część budżetu, ok. 25 mld zł rocznie, przy braku środków na ważne cele społeczne. Biurokracja rodzi deficyty budżetowe, inflację i korupcję. Dzięki rewolucji w łączności świat likwiduje dziś szczeble pośrednie; mnożąc je - wzorem biurokracji niemieckiej - tylko udajemy bogaty kraj. Biurokraci to najwierniejsi wyborcy polityków. Mimo wszystko nas, obywateli, którzy ją utrzymujemy, jest więcej. Warto się z tym liczyć.

Bankowość (nieobecna)
Drobny kredyt jest dla wielkich banków interesem za drogim. Jest to natomiast interes dla organizacji samopomocy kredytowej drobnych przedsiębiorców i chłopów, z kredytem tylko dla członków, którzy się wzajem znają (znając wzajem i swą wiarygodność kredytową - stąd niskie koszty własne). Wzór? Niemieckie "banki ludowe" i kasy Raiffeisena czy dawniej w Polsce "spółki zarobkowe" Wielkopolski (te z "Najdłuższej wojny nowoczesnej Europy") i kasy Stefczyka. W RFN to dziś 20 proc. ogółu zasobów kapitałowych kraju (trzy słynne wielkie banki mają ich 25 proc.). Małe banki handlowe, jakie wymyślono w Polsce, w gospodarce współczesnej nie mają szans.

Czytelnictwo
Nie będzie pełnej demokracji i postępu bez taniej, masowo dostępnej książki, bez bibliotek i bez czytających, rozwijających się umysłowo obywateli. Prawa obywatelskie przysługują także głupim, ale głupi rzadko umieją z nich korzystać. Niechby z Polską kojarzył się ruch na rzecz powszechnego dostępu do Internetu i ruch na rzecz książki - w dowcipnie pomyślanym systemie edukacji permanentnej.

Długoterminowy kredyt hipoteczny
Boom mieszkaniowy możemy zrobić sami - właśnie dzięki systemowi kredytu hipotecznego. Do 1939 r. polska wersja tego systemu działała najsprawniej na świecie. Towarzystwa Kredytowe Miejskie (wzorowane na Towarzystwie Kredytowym Ziemskim) emitowały papiery wartościowe o stałym oprocentowaniu, kontrolowane przez komitety nabywców - były to papiery bardziej poszukiwane na giełdach niż papiery banków hipotecznych. To one budowały Warszawę i Łódź przed I wojną światową. Służę dokumentacją i dokumentami.

Energia, woda, ciepło, gaz, telefony
Możemy w ciągu paru lat obniżyć koszt życia codziennego każdego obywatela o 100-200 zł miesięcznie, a zarazem poradzić sobie z monopolami - bez wtórnej, ukrytej nacjonalizacji na rzecz biurokracji. Oddajmy lokalne przedsiębiorstwa zaopatrzenia w energię elektryczną, wodę, ciepło (ciepłą wodę) i gaz oraz lokalne sieci telefoniczne spółkom, spółdzielniom lub towarzystwom mieszkańców (członkostwo związane byłoby z podłączeniem do sieci). Niech sami kontrolują - poprzez wybrane rady nadzorcze - gospodarkę tych przedsiębiorstw i ceny. By potem wraz z innymi przejąć od państwa własność sieci ogólnokrajowych. To jedyny sposób na rozdawnictwo posad wśród partyjnych kolesiów i korupcję przy sprzedaży monopoli. W Finlandii ogólnokrajową sieć telefoniczną tworzyła spółka operatorów lokalnych. W chłopskich spółdzielniach telefonicznych pod Rzeszowem za rozmowy lokalne nie płaci się nic poza abonamentem, a starcza i na konserwację, i na spłatę kredytu, i na różne bezpłatne usługi dla abonentów. Szybka i pełna telefonizacja z dostępem do Internetu jest wręcz warunkiem rozwoju kraju, podczas gdy niewydolność telemonopolu stała się przysłowiowa, a operatorzy sieci komórkowych zdzierają podobnie jak on. Pamiętajmy: monopole najwięcej zarabiają, okradając najuboższych. Prywatyzujmy więc - w obronie kieszeni ludzi o najmniejszych dochodach. Słabsi ekonomicznie i życiowo "rzeczywiście zasłużyli na więcej", ale nie na prezenty od klasy politycznej, lecz na to, co mogą sami razem dla siebie zrobić.

Fundusze ubezpieczeń zdrowotnych
Ubezpieczenia społeczne powinniśmy oprzeć na doświadczeniach zarówno dawnej Polski, jak i - współcześnie - Stanów Zjednoczonych (w zakresie funduszy emerytalnych), Niemiec i Belgii (w zakresie ubezpieczeń zdrowotnych). Ubezpieczenia zdrowotne trzeba oprzeć na zasadach ubezpieczeń wzajemnych, kasy chorych oddając pod kontrolę reprezentacjom ubezpieczonych (pracowników) i ubezpieczycieli (pracodawców) - to one winny powoływać szefów kas i nadzorować ich pracę, zbierając składki bezpośrednio, a nie przez dodatkową biurokrację; same zadbają, by wszyscy płacili, ile trzeba i w terminie. Opłaty za usługi lekarskie i leki powinni uiszczać ze swych kont lub kieszeni (do refundacji) pacjenci, a nie biurokracja w trybie nie kontrolowanych przepływów. Sto lat temu sam system ubezpieczeń zdrowotnych sprawił, że ze składek budowano szpitale i sanatoria. Dziś sama biurokracja służby zdrowia pochłania prawie 15 proc. budżetowych środków na ochronę zdrowia. Musimy mieć jasność, czy ubezpieczenia społeczne służyć mają obywatelom czy biurokracji.

Gmina
Od czasów Wiosny Ludów wiadomo, że to "wolna gmina jest podstawą wolnego państwa". Tylko w gminie możliwy jest pełny samorząd, czyli demokracja bezpośrednia (w wielkich miastach - samorządy pomocnicze, ograniczone terytorialnie do małych dzielnic, umożliwiające dzięki temu integrację mieszkańców). Powyżej tego szczebla możliwa jest tylko demokracja przedstawicielska, dlatego powiaty powinny być związkami gmin i to na ich koszt (to jedyna zapora przeciw samorządnej biurokracji). I niech każdy samorząd lokalny, jak w Ameryce, sam decyduje o swym ustroju - w konstytucyjnych ramach. Ludzie, którzy go sami zaprojektują, nie wedle jednej sztancy, nie będą stronili od ról gospodarzy kraju, od wyborów, od codziennego wykonywania swych praw i obowiązków. Polska demokracja będzie ich demokracją, nie polityków.

Handel
Wcale nie mamy "za dużo" sklepów. I to drobnemu handlowi detalicznemu, tej żywej tkance miasta, należy się obrona i pomoc w samoorganizacji. Sklepy "pod bokiem" zawsze będą miały klientów w krajach o rosnącym odsetku ludzi starszych, niezdolnych dźwigać dużych ciężarów; tym bardziej w kraju małych mieszkań, małych lodówek i nieprzejezdnych ulic. Japonia w imię wolności handlu chroni drobnych sklepikarzy przed wielkimi monopolami, chroniąc tym samym i rynek pracy. A nam brakuje również małych, tanich hotelików i pensjonatów oraz małych, tanich restauracyjek - z pracą dla około miliona rodzin. Martwe ulice bez sklepów są oskarżeniem abstrakcyjnych ideałów Corbusiera.

Inna prywatyzacja
W ślad za propozycjami Piusa XI i programem własności pracowniczej Reagana sprywatyzujmy w ciągu pół roku resztę średnich i małych przedsiębiorstw państwowych, kredytując je menedżerom jako głównym właścicielom w spółkach komandytowych i pracownikom jako komandytariuszom (szczegóły doświadczeń w moim przeglądzie tychże pt. "Jak robić interesy razem"). Niech potem zamiast urzędników, narażonych na podejrzenia o korupcję, same przedsiębiorstwa szukają sobie partnerów kapitałowych. Na marginesie: własność warto przybliżać do przedsiębiorstwa i w wielkich korporacjach, tych feudalnych, ponadnarodowych państwach gospodarki rynkowej, których coraz niższej efektywności nikt nie bada.

Jednomandatowe okręgi wyborcze
Od lat anglosaskie doświadczenie przekonuje Europę kontynentalną, że tylko one zapewniają odpowiedzialność parlamentarzystów przed wyborcami, zapobiegając i korupcji, i biurokratyzacji władzy. Ale partie Europy kontynentalnej wolą, by rzeczywistymi wyborcami były ich kierownictwa, ustalające listy kandydatów. Stąd w Sejmie posłowie, na których prawie nikt nie głosował.

Komunalne kasy oszczędności
Ponad dwie trzecie naszych współobywateli nie odkłada nawet złotówki, bo wielkich banków nie mogą interesować wkłady w wysokości 10-20 zł miesięcznie. W RFN komunalne kasy oszczędności (mieliśmy je przed wojną) zaczynały po wojnie znowu od fenigów, wkrótce doszły do 50 proc. ogółu zasobów kapitałowych Niemiec (tyle mają i dziś); emitują ponad połowę kart kredytowych RFN. A tylko one, KKO, mogą uruchomić lokalny obrót bezgotówkowy, dający społeczności lokalnej olbrzymie rezerwy kredytowe.

Ludowe uniwersytety
Miast zamykać szkoły, twórzmy uniwersytety powszechne. Z dostępem do Internetu i telewizji edukacyjnej. Niech uczą sposobów praktycznego rozwiązywania problemów, które wspólnie trzeba rozwiązywać. Niech kształcą obywateli w różnych dziedzinach wiedzy poszukiwanej lub potrzebnej, a wszystkich - w zakresie wiedzy o demokracji i jej doświadczeniach. Tej wiedzy obywatelskiej do zdobycia i przekazania jest mnóstwo. Obywatel, za którego posiądzie ją ktoś inny, będzie tylko poddanym demokracji, miast jej suwerenem.

Media publiczne
Należy odebrać je politykom. W przeciwnym razie będą się ścigały z mediami komercyjnymi w reklamie przemocy i zbrodni. Ktoś musi pokazywać przygody i drogi do sukcesów ludzi, którym coś udaje się w najrozmaitszych dziedzinach życia - od działaczy społecznych po mistrzów żeglarstwa. Nie ma demokracji bez czynnych obywateli, a jest mnóstwo bardzo praktycznej demokracji w zasięgu ręki, do wykonywania przez każdego z nas. Trzeba tylko pokazywać, jak to robić. Politycy tylko media partaczą (co widać).

Nadbudowy
Mamy do zbudowania w Polsce kilkaset tysięcy stosunkowo tanich mieszkań, nadbudowując - jak Amerykanie - trwałe i mocne budynki. Warunek: decydować musi właściciel domu, a nie lokatorzy, zadowoleni, że oni sami już mieszkają. Uwaga: Ameryka opodatkowuje w wielkich miastach przestrzeń nad budynkami nadającymi się do nadbudowy.

Obrona terytorialna
Obok doskonale uzbrojonego, kadrowego wojska zawodowego Polsce trzeba "narodu pod bronią", zdolnego zmobilizować w ciągu 24 godzin parę milionów snajperów i operatorów rusznic przeciwpancernych tudzież rakiet typu Stinger oraz paręset tysięcy młodych komandosów, trenujących na co dzień "w domu", w demokratycznie zarządzanych lokalnych formacjach OT - jak w Finlandii. Tam organizacja OT zajmuje się masową kulturą fizyczną i jej urządzeniami; bronić się może bowiem skutecznie tylko naród wysportowany.

Podatki
Prawdziwa ich reforma to system podatkowy oparty na dawnych wzorach Anglii (i wedle postulatów dawnych wielkich polskich skarbowców): podatki ściągałyby same gminy poprzez swoje urzędy skarbowe pod kontrolą rządowych izb skarbowych. Oddawałyby "do góry" tyle, ile trzeba na utrzymanie wyższych instancji administracji, a ich lokalnym agendom (sądom, policji itp.) - tyle, ile mają w zatwierdzonych preliminarzach. Dziś 10-15 proc. budżetu państwa tracimy tylko na transfer środków "do góry", "u góry" i "w dół".

Rząd prezydencki
"Polskiej" tradycji ustroju władz najwyższych państwa nie otwiera wcale tzw. konstytucja marcowa z 1921 r., która skopiowała - ze strachu przed Piłsudskim - chory od 50 lat ustrój Francji. Polska tradycja to Konstytucja 3 maja, czyli monteskiuszowski rozdział władzy ustawodawczej i wykonawczej - jak w USA. Rząd prezydencki, powoływany na cztery lub pięć lat, zamiast obecnych trzech, bardzo drogich równoległych rządów (Kancelarii Prezydenta, Kancelarii Premiera i Rady Ministrów) byłby tańszy i sprawniejszy, a parlament mógłby nad nim sprawować kontrolę.

Skarb państwa
Przejrzystość państwa zapewniłby wyodrębniony jako instytucja Skarb Państwa - z dorocznym inwentarzem i badaniem bilansu przez NIK, oddzielony od administracji i polityków, oddany w zarząd profesjonałom, bez posad dla znajomków polityków. Dziś nikt nie zna nawet pełnej listy własności państwa, a namnożyło się mnóstwo organizmów gospodarczych, agencji i funduszy, żyjących kosztem własności publicznej poza wszelką kontrolą. To miliardy złotych.

Teraz wieś
Zamiast na różne sposoby dofinansowywać wieś, przywróćmy jej (czyli pokażmy, jak zrobić) własne organizacje hurtu (dawną spółdzielczość zaopatrzenia i zbytu - jak "Rolniki" Wawrzyniaka), żeby nie traciła na rzecz pośredników. Zróbmy autentyczne kółka rolnicze - do dyskusji nad rozwojem i rynkami oraz do samokształcenia. Załóżmy własne organizacje kredytowe (kasy Stefczyka), spółdzielnie telefoniczne (jak w Chmielniku Rzeszowskim), spółki wodne, m.in. budujące małe elektrownie wodne. Zorganizujmy spółki w celu budowy dróg metodą stabilizacji gruntów, by zapewnić "dojezdność" wsi. Powołajmy spółki parcelacyjne, by przejmowały grunty państwowe. Stwórzmy organizację długoterminowego kredytu hipotecznego - jak dawne Towarzystwo Kredytowe Ziemskie, kiedyś wynalezione dla wielkiej własności, dziś wzór do spożytkowania nawet przez małe, ale dochodowe gospodarstwa.

Ubezpieczenia
Podstawowym sensem ubezpieczeń jest minimalizacja strat po stronie ubezpieczonych. Dlatego zaczęło się od ubezpieczeń wzajemnych, które zachowują własność składek dla ubezpieczonych i prowadzą działalność zapobiegawczą (taniej jest zapobiegać, niż płacić odszkodowania). W Polsce, państwie o najdłuższej w świecie ciągłości takich ubezpieczeń, Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych zatrzymywał na rozwój kraju olbrzymie środki (dając i kredyt na rachunek polisy). A przy wzmożonej przestępczości w młodej gospodarce rynkowej komercyjne spółki ubezpieczeń bez gwarancji państwowych mają mało szans na przetrwanie. Już nie mówię o zyskach. Na marginesie: niech wywożą zyski firmy, które w Polsce inwestują, przywożą technologię, nowoczesną organizację, kapitał, znajomość obcych rynków, umiejętność sprzedaży. Wywóz zysków z ubezpieczeń to bzdura.

Woda
Wytłumaczmy ekologom, że polska szkoła regulacji nie polega na cembrowaniu brzegów ani na prostowaniu biegu rzek, lecz pomaganiu w samoregulacji - bez śladu ingerencji człowieka. Żyjąc w kraju o najkorzystniejszym w Europie układzie rzek (podstawowych korytarzy ekologicznych gatunku homo sapiens), musimy je odzyskać jako szlaki najtańszego transportu towarów masowych, źródło "czystej" energii elektrycznej i podstawę zbiorników wody (w obliczu trwałego przesuszenia). To samo z małą retencją: w 1938 r., mimo sporego zacofania technicznego, mieliśmy 6685 małych zakładów wodnych, czyli małych elektrowni wodnych, więc i małych spiętrzeń, które podtrzymywały poziom wód gruntowych w okolicy. Dziś mamy kilkaset, choć miejsc jest na kilkanaście tysięcy. Całe połacie kraju (na przykład Wielkopolska) są tak suche, że hasa po nich fauna stepowa, zaś państwowa energetyka nadal niszczy małe prywatne elektrownie wodne.

ZUS
Jako instytucja ubezpieczeń emerytalnych nie musi utrzymywać dzisiejszych emerytów ze składek ludzi pracujących obecnie (to nie Zachód z jego bardzo wysokimi emeryturami). Byle zwrócić ZUS ukradzione przez PRL dochodowe nieruchomości, równowartość zagarniętych przez PRL udziałów w dochodowych przedsiębiorstwach, oprocentowaną wartość zagarnianych przez PRL nadwyżek wpłat nad wypłatami, lokowanych w majątku PRL i PZPR. Nowe ubezpieczenia emerytalne powinny proponować ubezpieczającym się różne formy lokowania składek - od giełdowych funduszy emerytalnych (przestrzegających jednak norm świata cywilizowanego, jeśli chodzi o koszt usług), poprzez pracownicze fundusze emerytalne w wielkich firmach oraz instytucjach, po indywidualne konta emerytalne w spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych. To też nie są żadne innowacje. To działa.
Więcej możesz przeczytać w 22/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.