Jak wskoczyć w biegu?

Jak wskoczyć w biegu?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Chęć uniknięcia konfliktu z wielką Rosją będzie skłaniać do określenia granic Zachodu bliżej Berlina. Na Odrze czy na Bugu? - to pytanie dla nas zasadnicze, a w naszym interesie jest, aby być częścią Zachodu
1. Są chwile, w których politycy polscy zasługują na szczere współczucie i wdzięczność za to, że usiłują rozwiązać poważne problemy dotyczące nas wszystkich. Takim problemem jest Europa. Kiedy odzyskaliśmy niezależność w 1989 r., nawet najbardziej rozgarniętym zagadnienie Europy nie rysowało się dość jasno. Trzeba było kończyć Pakt Warszawski, Rosjanie snuli plany jakiejś modernizacji RWPG, w której wychowała się część późniejszej postkomunistycznej kadry, nie wiadomo było, co najpierw: Unia Europejska, która dopiero co powstawała, czy NATO, czy jedno z dwojga, czy coś nowego - jak OBWE. Pytań było mnóstwo, a nasze przemieszczenie się w przestrzeni geopolitycznej było o tyle trudne, że zmieniała się sama przestrzeń. Równie dobrze jak to, co się stało ostatecznie, mogło dojść do ukształtowania się amerykańsko-rosyjskiego (z amerykańską przewagą) sojuszu globalnego, tak jak kiedyś rozwinął się sojusz amerykańsko-brytyjski i przejął spadek po Wspólnocie Narodów. W takim partnerstwie USA-Rosja na obszarze dawnych wpływów sowieckich mielibyśmy pewnie pozycję taką jak w Pakcie Warszawskim. Stało się inaczej, Rosjanie nie wykorzystali szansy, a my i tak znaleźliśmy się w NATO. Wprawdzie na zasadzie kompanijnego frajera, ale po tej stronie płotu, co się w sumie opłaca.

2. Pozostał problem Europy. Ten problem olbrzymieje. Ulubione powiedzonko o doganianiu rozpędzonego pociągu europejskiego jest mylącym uproszczeniem. Sytuacja wygląda tak, że na prowincjonalnej sennej stacyjce z napisem "Polska" stoi grupka polityków, którzy czasem przeszkadzając sobie, usiłują zatrzymać pociągi przejeżdżające mimo z tak wielką szybkością, że nie tylko nie widać, czy jest w nich jeszcze miejsce, ale nawet dokąd właściwie jadą. W dodatku grupka polityków jest obrzucana wyzwiskami przez część znajdujących się na peronie podróżnych, a ktoś stara się podciąć machającym nogi.

3. Joschka Fischer znowu zmienił rozkład jazdy. Zaproponował coś, co swym radykalizmem mogło zaskoczyć tych, którzy integrację europejską przedstawiają jako prosty proces dodawania narodowych gąb przy wspólnym stole. Zgodnie z tym pomysłem konstytucja europejska określi, jakie sprawy są w kompetencji narodowej, a jakie w kompetencji europejskiej, powstanie europejski rząd, europejski parlament i europejski prezydent (albo może raczej kanclerz). Nasi politycy mają co najmniej podwójny problem. Po pierwsze - co powiedzieć krajowym eurosceptykom, po drugie - jak przedstawić swoje stanowisko samym Europejczykom tak, aby zyskać ich przychylność dla idei włączenia Polski. W jednej i drugiej sprawie najlepsza wydaje się odwaga. Krajowych sceptyków bym się nie bał, bo albo i tak ich nic do Europy nie przekona, albo potrzebny jest im efekt końcowy, jakim jest zwiększenie dobrobytu, które poprzez wejście do unii można uzyskać. Wobec sceptyków z zagranicy zgadzać się trzeba na wszelkie warunki, które się nam w rezultacie opłacają. Jeśli poparcie przyszłościowego projektu Fischera może pomóc w zyskaniu poparcia liderów unijnych, jakimi są Francuzi i Niemcy, to na pewno nie ma co się wahać. Wątpię, żeby ktoś Polskę skreślił akurat dlatego, że wzmacnia ona tendencje integracyjne wewnątrz unii. Cena jest dość oczywista. Polska jest gotowa z całym zapałem poprzeć program integracyjny, jeśli będzie jego uczestnikiem.

4. Pomysł z Gnieznem nie był tak śmieszny, jak się wydawało. Unia Europejska nie nawiązuje wprawdzie do dziedzictwa Ottonów, ale jest świadomą próbą naprawy historii. Zacząć od jedności jeszcze raz na przekór temu wszystkiemu, co się później stało. Sojusz francusko-niemiecki ma być powrotem do europejskiej monarchii Karola Wielkiego ze stolicą w Akwizgranie, monarchii, w której Frankowie i Niemcy mieli wspólne miejsce. Wielka Brytania jest tej Europy peryferią. Ta próba rozpoczęcia po tysiącu lat historii Europy na nowo jest naprawdę imponującym wyzwaniem. Jeśli powtórka, to trudno się dziwić, że jest to także dla Polaków powtórka z wejścia do Europy. Europa to nie jest pojęcie geograficzne, ale kulturowe. Kultura ducha i kultura ciała. Wiedza i dobrobyt. Nawet jeśli ta historyczna kultura europejska jest związana z zachodnim chrześcijaństwem, to przecież dzisiaj Zachód to nie tylko katolicyzm, a katolicyzm to nie tylko Europa. Europa to specyficzny zespół wartości ukształtowanych przez stulecia w interakcji między wiarą przodków i różnymi na nią reakcjami. Nie łudźmy się, to nie jest Europa cała, to jest Europa zachodnia, pomimo obecności Grecji czy może kiedyś Rumunii. Ta zachodniość w ostateczności może się samookreślić przeciwko Rosji jako Europa nierosyjska, ale chęć uniknięcia konfliktu z wielką Rosją będzie skłaniać do określenia granic Zachodu bliżej Berlina. Na Odrze czy na Bugu? - to pytanie dla nas zasadnicze, a w naszym interesie jest jak zawsze, aby być częścią Zachodu. Bo nie mamy ropy jak Norwegia, która może się od Europy odwrócić.

5. Wprawdzie "Nasz Dziennik" uznaje mnie za "kosmopolitę wynaturzonego", chciałbym jednak dodać kilka słów o ojczyźnie, patriotyzmie i narodowej kulturze. Nie sądzę, żeby były one zagrożone, nawet gdyby plan Fischera miał szanse realizacji. Tożsamość francuska i tożsamość niemiecka to mocne tożsamości, przetrzymały Karola Wielkiego i mają się świetnie w ramach jednoczącej się Europy. Nie jest więc tak, że integracja europejska zagraża w ogóle kulturom narodowym. Pytanie, czy Polska to wytrzyma, jest wyrazem lęku o naród zlepiony na nowo w całość po rozbiorach; lęku kogoś słabego, kto był bity przez historię, kto swoje ocalenie traktuje jako cudowne zrządzenie losu. Spójrzmy jednak na nowsze doświadczenie. Polacy zachowali tę tożsamość podczas II wojny światowej i w ramach przymusowego glajchszaltu sowieckiego po wojnie. Co więcej, okazało się, że swoją tożsamość zachowali także inni, dla których historia była jeszcze mniej łaskawa. Trzeba więcej wiary w swój naród, ale jeśli jej brak, to po co w ogóle z nim się wiązać. W końcu Fischer proponuje dziś taką Europę, jakiej kiedyś chciał Mickiewicz.
Więcej możesz przeczytać w 22/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0