Kaskaderzy sukcesu

Kaskaderzy sukcesu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zasiadają w radach nadzorczych i... w oldsmobilach z 1912 r. Nie tracą nic z prestiżu, przebierając się z garniturów w szorty, dresy albo skórzane spodnie i kamizelki, przypinając się do paralotni, startując w maratonach
Powtarzają współpracownikom, że praca jest ważna, ale nie powinna pochłaniać nas całkowicie. Twierdzą, że menedżer, który nie ma pasji nie związanej ze swoją profesją, jest słaby, nijaki. - Szefowie dużych firm, korporacji i menedżerowie wysokiego szczebla mają osobowość kaskaderów. Żyją w napięciu. Uprawianie ekstremalnych sportów i pozazawodowe pasje są dla nich katalizatorami. Dostarczają adrenaliny, ale są też odskocznią od zwykłej aktywności. Hobby jest dla wielu z nich często jedyną okazją do skorzystania z zarobionych pieniędzy; na co dzień nie mają czasu ich wydawać - tłumaczy Jacek Santorski, psychoterapeuta.

Przez cały rok ważne decyzje, spotkania, negocjacje; jeśli odbywam podróże, to tylko w interesach. A dwa tygodnie spędzam na ranczo w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracuję jako kowboj. Pędzę bydło i ujeżdżam konie jak na westernie. Bez żadnej łączności z Warszawą. To dwutygodniowe szaleństwo pozwala mi wytrzymać kolejny rok, przezwyciężyć stresy, odzyskać równowagę - mówi Maciej Majewski, członek zarządu Deloitte & Touche.
Marek Łukaszewski nie potrafi powiedzieć, czy jest bardziej alpinistą, czy menedżerem. Zdobywa górskie szczyty od ponad dwudziestu lat. Zaczynał, jak wielu jego kolegów, jeszcze na studiach. Wspinał się w Himalajach, Pamirze, Hindukuszu, Alpach i Andach. Na wyprawy wybierał się z nieżyjącym Jerzym Kukuczką i innymi sławnymi polskimi alpinistami. Dziś jest prezesem Górnośląskiego Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.
- Alpinizm nie jest pasją, lecz stylem życia - twierdzi. I stara się adaptować zasady obowiązujące w górach do biznesu. - W górach trzeba umieć odróżniać wyzwania trudne od niemożliwych. Te pierwsze należy podjąć. Z niemożliwych natomiast zrezygnować. Podobnie jest w interesach. Trudne wyzwania dostarczają adrenaliny, chęci do życia. Na niemożliwe nie warto tracić czasu - uważa.
- W górach nauczyłem się, że cel można osiągnąć tylko wówczas, gdy się współpracuje z innymi. Dziś nie nazywam ludzi, z którymi pracuję, podwładnymi. To są moi partnerzy; wspólnie z nimi dążę do osiągnięcia celu. Oni zależą ode mnie, a ja od nich - dodaje. Wiele lat temu miał poważny wypadek na wysokości 6,5 tys. m n.p.m. Uratowała go determinacja kolegów, którzy narażając własne życie, znieśli go do położonej niżej bazy. Pamięta o tym podczas narad, negocjacji i spotkań w interesach. - Pomaga mi też świadomość, że wielu kolegów alpinistów, którzy są dziś prezesami banków i szefami dużych firm, postępuje w interesach według tych samych zasad co ja - mówi Łukaszewski.
Miłość do motocykli łączy z prowadzeniem firmy Marcin Wencel. Jest jednocześnie członkiem Klubu Kapitału Polskiego i polskim Harleyowcem Roku 1997. Stworzonym przez siebie przedsiębiorstwem, polską filią Zanussi, kieruje od 17 lat. - Staram się tak organizować pracę i dobierać współpracowników, by interesy nie zabierały mi całego czasu. Mam pewność, że gdy wybiorę się w podróż z kolegami na harleyach davidsonach, firma będzie funkcjonowała jak należy - mówi. Ogromną hondę goldwing kupił na emigracji w Austrii. Tym samym modelem jeździł po powrocie do Polski w latach 80., wzbudzając sensację. Potem spełnił swoje odwieczne marzenie: przesiadł się na harleya davidsona. - I teraz nie ma nic przyjemniejszego od jazdy tym motocyklem - śmieje się. - W drodze czuję się wolny, zapominam o wszystkich kłopotach, myślę tylko o przygodach, które czekają mnie i moich kolegów. Upajam się tym.
Na motocyklu zwiedził całą Europę. Był na zjazdach harleyowców w Hiszpanii, Finlandii, Portugalii, Belgii, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Austrii i Szwajcarii. W tym roku chce przemierzyć legendarną autostradę Route 66 w Stanach Zjednoczonych.
- Interesy to nie wszystko. Trzeba kochać coś jeszcze - mówi. I dodaje: - Czterogodzinne czyszczenie motocykla pomaga przezwyciężyć najgorsze stresy.
- Praktykowanie sztuki tai chi pomaga się skoncentrować i znaleźć spokój i dystans do otaczającego mnie świata - mówi Jacek Cegłowski, prezes zarządu sieci sklepów World Sport. - Ta starochińska sztuka medytacji przestała być moim hobby, stała się stylem życia. Pozwala przezwyciężyć zmęczenie wywołane 10-12 godzinami pracy.
- Biologii nie da się oszukać: kto pracuje przez całą dobę, długo nie popracuje. Umiejętność odreagowania stresów jest największym darem - potwierdza Dariusz Kucz, dyrektor zarządzający Wrigley Polska, który wkrótce obejmie posadę dyrektora generalnego firmy w Wielkiej Brytanii i Irlandii. W zgodzie z tymi zasadami stara się kultywować pasje naukowe, którym oddawał się jeszcze na studiach i podczas pracy na uczelni. Inni menedżerowie dawno by o nich zapomnieli. - Zawsze interesowałem się kulturowymi uwarunkowaniami zarządzania. Badałem, jaki wpływ na prowadzenie interesów ma kultura i zwyczaje różnych narodów - mówi. Dziś wykorzystuje do poszukiwań i badań swoją pozycję, podróże, spotkania z przedstawicielami innych nacji. Obserwacje zapisuje w specjalnych notatnikach. - Chciałbym, by moje zbiory przybrały w przyszłości formę książki - mówi.
Podczas niedawnego pobytu na Białorusi, po zakończeniu trudnych negocjacji, został zaproszony przez partnerów na wystawną kolację. Toasty wznoszono wódką. - Białorusini nie mówili prostego "na zdrowie". Ich wypowiedzi trwały po kilka minut, pełne były anegdot, improwizowanych wierszy, prawdziwych perełek literackich. Wszyscy zebrani natychmiast się rozluźnili, nawet nie próbowali powstrzymywać śmiechu - wspomina Kucz. Od tamtej pory dla współpracowników stał się "kolekcjonerem toastów" i zwyczajów świata.
- Gdy zacząłem pracować w Polsce, długo szukałem chóru, w którym mógłbym śpiewać. Dziś zdarza mi się kończyć wcześniej spotkania lub odwoływać te mniej ważne, by zdążyć na próbę. Śpiewanie w chórze pomaga mi się zdyscyplinować i daje niezbędną do pracy energię. Jest odskocznią od spotkań i dwunastu-czternastu godzinach pracy dziennie - mówi Mick Kuczkiewicz, szef grupy doradczej Hay Management Consultants.
- Stare samochody i samoloty są dla mnie ucieczką od stresu w chwili, gdy staje się on nie do wytrzymania - przyznaje Piotr Gawron, rzecznik Telekomunikacji Polskiej SA. Kilka lat temu w poszukiwaniu części do opla ascony z 1976 r. trafił do Muzeum Motoryzacji w Otrębusach. - Oszalałem na punkcie oldtimerów, szukam oryginalnych błotników, śrubek, szyb, pokręteł i innych części do aut - mówi Gawron. Dziś jeździ fiatem 508 z 1939 r., uczestniczy nim w rajdach oldtimerów. Skleja też modele starych samolotów, które zdobią cały jego gabinet.
Szybowce, paralotnie i śmigłowce są pasją Grzegorza Bobrownickiego-Libchena, szefa marketingu Handlobanku. Kiedyś chciał latać, ale w latach 80. jedyną szansą na zostanie pilotem była kariera wojskowa. Zrezygnował z marzeń, zaczął się uczyć zarządzania, marketingu. Po pracy lata na paralotni, jest pilotem szybowców, czasami siada też za sterami śmigłowca. Należy do aeroklubów w Radomiu i Poznaniu.
- Pracy poświęcam mnóstwo czasu, ale myślenie o niej w powietrzu grozi wypadkiem. Nie mam więc wyjścia. Latając, nie myślę o obowiązkach. I to jest wspaniałe - mówi. Na paralotniarza czyha mnóstwo zagrożeń, między innymi złożenie się paralotni czy zasysające wszystko wokół chmury burzowe, wewnątrz których temperatura spada do kilkudziesięciu stopni poniżej zera.
- Latanie wymaga maksymalnej koncentracji i skupienia. Emocje towarzyszące przebywaniu w powietrzu są ogromne, ale zupełnie inne niż na przykład podczas negocjacji i spotkań w interesach. Te biznesowe stresują, lotnicze pomagają rozładować stres - mówi. Swoim szefom powiedział, że jego hobby jest bezpieczne. - Ufają, że nic mi się nie stanie, i ufają, że podejmuję właściwe decyzje w pracy - mówi Bobrownicki-Libchen.
Niewyobrażalna dla polskich współpracowników jest też pasja Neila Selby'ego, Brytyjczyka, szefa agencji reklamowej D'Arcy, Masius, Benton & Bowles. Każdy weekend poświęca na wycieczkę rowerową po Puszczy Kampinoskiej. Wraz z żoną i dwojgiem dzieci podróżuje jednym rowerem, tandemem specjalnie skonstruowanym na jego zamówienie w Wielkiej Brytanii. - Nasza cotygodniowa rodzinna wycieczka trwa siedem-osiem godzin. Przez pierwsze dwie milczę, zawzięcie pedałując. Muszę się wyciszyć, zapomnieć o codziennym stresie, zmęczyć fizycznie. Potem zaczynam rozmawiać o wszystkim z dziećmi i żoną. Ostatnie dwie godziny to radosne wspólne śpiewanie i nauka nowych piosenek. Naturalnie podczas jazdy - śmieje się. Śpiewającą rodzinę Selbych znają mieszkańcy Dziekanowa Polskiego, Adamówka, Izabelina, Sierakowa i innych puszczańskich miejscowości. Większość nie wie, że Brytyjczyk jest szefem ponadstuosobowego zespołu, człowiekiem zamożnym. - Czasami Polacy zapraszają nas na herbatę, sok i ciastka. Uczą piosenek i traktują jak "swoich". Jazda na tandemie, wielogodzinny pobyt z rodziną i życzliwość Polaków pomagają mi ciężko pracować przez cały następny tydzień. Mam wówczas mnóstwo energii, którą staram się zaszczepić moim współpracownikom - mówi Selby.
- Kończy się epoka odreagowywania stresów alkoholem przez ludzi zajmujących eksponowane stanowiska. Dziś większość stawia na rekreację. A to, co jeszcze parę lat temu uznawane było za dziwactwo, staje się normą. Zaczynamy przyjmować standardy obowiązujące na całym świecie - twierdzi Wiesław Uchański, szef wydawnictwa Iskry, który kilkadziesiąt kilometrów dziennie przemierza rowerem. - Jazda na rowerze jest pasją, pozwala mi też być sam na sam z sobą. Na rowerze zapominam o kłopotach, wyciszam się, czuję bliskość przyrody - opowiada. O sobie mówi, że jest także "zbieraczem". - Kolekcjonuję sakwojaże, laski, naparstki, obrazy i inne bibeloty. Poszerzanie zbiorów jest ogromnie ekscytujące. Zaspokaja moje potrzeby, których nie mam możliwości zrealizować jako szef wydawnictwa - wyjaśnia.
Menedżerowie i szefowie - prawdziwi pasjonaci - starają się zainteresować swoim hobby znajomych, współpracowników i podwładnych. Według psychologów, paradoksalnie, pomaga im to w zdobywaniu autorytetu wśród podwładnych. Już kilku pracowników Handlobanku prosi Grzegorza Bobrownickiego-Libchena, by wziął ich z sobą do aeroklubu i pokazał, że rzeczywiście lata. Zbigniew Niemczycki, biznesmen i wielki miłośnik lotnictwa, wymyślił Międzynarodowy Piknik Lotniczy w Góraszce, na którym od kilku lat bawią się tysiące mieszkańców Warszawy oraz jego przyjaciele, biznesmeni i politycy. Pracownicy Neila Selby'ego nie kryją się z tym, że starają się naśladować swojego szefa.
- W poniedziałki szef jest jak nowo narodzony. Opowiada wszystkim o swoich wycieczkach, widać, że hobby działa na niego znakomicie - przekonuje jeden z jego współpracowników. W tym szaleństwie jest metoda?

Więcej możesz przeczytać w 22/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0