Know-how

Know-how

Dodano:   /  Zmieniono: 

Mit złej macochy

 Najnowsze badania wykonane przez szwedzkich naukowców wykazały, że przybrani rodzice wcale nie traktują gorzej swoich dzieci niż rodzice biologiczni. Zaprzecza to rezultatom przeprowadzonych ponad dziesięć lat temu kanadyjskich badań, z których wynikało, że często dziecko jest w domu źle traktowane wówczas, gdy ma ojczyma lub macochę. Psychologowie z McMaster University w Hamilton wykazali, że w rodzinie z niebiologicznym rodzicem istnieje 70-krotnie większe ryzyko zabicia dziecka. Badania te oparto na danych dotyczących prawie 150 dzieci zamordowanych w Kanadzie w latach 1974-1983. Tymczasem naukowcy z uniwersytetu w Sztokholmie przeanalizowali dane o dzieciach zamordowanych przez opiekunów w Szwecji w latach 1975-1995. Rodziny, z których pochodziły dzieci, podzielono na cztery grupy: rodziny z dwojgiem biologicznych rodziców, z samotnym biologicznym rodzicem, z biologicznym i niebiologicznym rodzicem oraz rodziny z dwojgiem przybranych rodziców. Okazało się, że bezpieczeństwo dzieci w rodzinach pełnych nie zależy od biologicznych relacji między nimi a rodzicami. Naukowcy przyjęli to ze zdziwieniem, ponieważ wyniki te mocno odbiegały od poprzednich oraz podważały często pojawiający się w bajkach mit o złej macosze lub groźnym ojczymie. Życie z jednym rodzicem stanowi natomiast pewne zagrożenie, ryzyko śmierci dziecka wychowywanego przez jednego opiekuna jest czterokrotnie większe niż dziecka z rodziny pełnej. Należy jednak zaznaczyć, że wielu tych samotnych rodziców miało problemy natury psychicznej lub nadużywało narkotyków. W Kanadzie 29 proc. zabójców dzieci stanowili rodzice przybrani, natomiast w Szwecji - tylko 7 proc. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że w porównaniu z Kanadą w Szwecji jest czterokrotnie wyższy odsetek dzieci wychowujących się w rodzinach przybranych. Szwedzi notują niski odsetek nie chcianych ciąż (legalizacja aborcji). Naukowcy są zdania, że należy dokładniej przeanalizować przyczyny różnic między obu krajami.

Oliwkowa skóra

Japońscy naukowcy odkryli, że smarowanie się oliwą z oliwek po opalaniu może chronić przed rakiem skóry. Pod wpływem promieniowania ultrafioletowego wytwarzają się wolne rodniki, które niszczą DNA w komórkach skóry i mogą wywoływać ich nieprawidłowy wzrost, często prowadzący do raka. Przeciwutleniacze, takie jak witamina E, usuwają wolne rodniki, i uważa się, że chronią przed szkodliwym wpływem promieniowania ultrafioletowego. Dlatego badacze z Akademii Medycznej w Kobe postanowili sprawdzić, czy oliwa z oliwek, która jest bogatym źródłem przeciw-utleniaczy, daje ochronę przed promieniami UV. W tym celu myszom pozbawionym sierści zaaplikowano tygodniowo trzy sesje naświetlania lampą słoneczną. Pięć minut po każdej sesji ich skórę smarowano zwykłą oliwą z oliwek lub oliwą z oliwek z pierwszego tłoczenia (extra virgin). Po 18 tygodniach, u myszy z grupy kontrolnej zaczęły się pojawiać guzy skóry, a u myszy smarowanych zwykłą oliwą wystąpiły trochę później. U myszy smarowanych oliwą z oliwek z pierwszego tłoczenia żadne oznaki raka nie pojawiły się jeszcze przez kolejnych sześć tygodni. Co więcej, guzy, które w końcu wystąpiły, były mniejsze i rzadsze, a uszkodzenia DNA komórek skóry nie były tak rozległe. Naukowcy przypominają, że oliwa z oliwek nie jest kremem do opalania i że stosowanie jej tylko po opalaniu może chronić skórę przed uszkodzeniami powodowanymi przez promienie UV.

Wirus w przechowalni

Naukowcy z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie odkryli wirusa grypy B u fok. Od dawna wiadomo było, że wirus grypy A, który jest odpowiedzialny za większość poważnych epidemii, zaraża również wiele gatunków ssaków. Nigdy dotychczas nie zaobserwowano jednak, by wirus grypy B atakował zwierzęta. Dlatego wykrycie go podczas rutynowych badań dwunastu chorych młodych fok (u jednej stwierdzono obecność wirusa grypy B, u innej - jego antyciał) było zaskoczeniem. Była to niemal ta sama mutacja, która powodowała infekcje u ludzi w 1995 r. Wirus prawdopodobnie zaatakował foki w tym właśnie roku i od tego czasu się nie zmutował (podczas gdy u ludzi podlega on ciągłym zmianom). Aby zweryfikować tę teorię, przebadano ponad 900 próbek krwi rutynowo pobieranej od fok w Holenderskim Centrum Rehabilitacji i Badań nad Fokami w Pieterburen. W żadnej z próbek sprzed 1995 r. nie znaleziono antyciał grypy, ale zaobserwowano je w ośmiu z niemal 400 próbek pobranych po 1995 r. Na podstawie tych danych naukowcy stwierdzili, że wirus nie rozprzestrzenia się tak łatwo wśród fok jak wśród ludzi. Badania pokazują, że ssaki te mogą się zarazić wirusem, który dotychczas powodował choroby jedynie u ludzi. Co ciekawe, środowisko tych zwierząt stanowi prawdopodobnie swoistą przechowalnię dla wirusa, który może się ponownie uaktywnić i zaatakować ludzi.

Więcej możesz przeczytać w 22/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Opracował:
 0