Demokracja i komisarz

Demokracja i komisarz

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zbyt często interpretujemy władzę ludu, czyli demokrację, jako rządy większości
Mianowanie komisarza w stołecznej gminie Centrum ma mnóstwo wad, ale jedną zdecydowaną zaletę. Każdej ze spierających się stron będzie trudniej udawać, że niczego nie wie. Zacznę od rzeczy podstawowej: za często interpretujemy władzę ludu, czyli demokrację, jako rządy większości. Jest to stałe nadwartościowanie parlamentaryzmu kosztem konstytucjonalizmu. Prawo powstaje w żmudnym procesie i nieraz jednym głosem przechodzi. Ale nie oznacza to jeszcze, że prawem w demokracji jest to, co w danej chwili uzyska większość wśród wybrańców ludu.
W samorządzie warszawskim już trzeci raz mamy do czynienia z tą samą sytuacją. Prezydent przed wyborami forsuje ustawę o samorządowym ustroju stolicy, którą po wyborach krytykuje i twierdzi, że uniemożliwia mu ona lepsze rządy. Tak było z prezydentem Wyganowskim i Święcickim, i sytuacja powtórzyła się po raz trzeci! Nad obecnym konfliktem słychać chichot historii. Prezydent Piskorski odwoływał się wprost i na wyrost do komisarycznego prezydenta Starzyńskiego. I właśnie w gminie Centrum, odpowiadającej obszarowo przedwojennej Warszawie, pojawił się zarządca komisaryczny Andrzej Herman.
Samorządowcy nowej koalicji SLD-UW, utrudniając komisarzowi pracę, głoszą anarchizm, nie zaś rządy prawa. To sąd dopiero powie, czy premier miał prawo tak właśnie przeciąć warszawskie spory. To komisarz ma udowodnić, że potrafi przeciąć warszawskie spory. To komisarz ma udowodnić, że potrafi przeciąć kombinację blokad decyzyjnych i korupcji, które nadają burzliwemu rozwojowi miasta tak chaotyczne formy.
Jeśli okaże się, że premier nie miał prawa mianować komisarza i po prostu bronił AWS-owskiej mniejszości przed nową większością SLD-UW, będzie musiał odpowiedzieć politycznie za ten błąd. Jeśli okaże się, że komisarz niczego nie zmienił, a tylko zastąpił samorząd stołecznej gminy Centrum w jego niesprawności, będzie to jego klęską i nas wszystkich.
Skuteczność, konsekwencja, uczciwość nie są kategoriami politycznymi. Dzięki temu demokracja odradza się głównie za sprawą obywateli. Niestety, zapominają oni o tej prawdzie, gdy sami stają się politykami. Oto prawdziwy konflikt interesów między demokracją a samorządem. Nie tylko w Warszawie.
Więcej możesz przeczytać w 22/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0