Brama Europy

Brama Europy

Polska granica wschodnia będzie przygotowana na to, by 1 stycznia 2003 r. stać się granicą Unii Europejskiej - twierdzą zgodnie nasze służby graniczne i celne
To odpowiedź na stanowisko Francji, która niedawno zagroziła opóźnieniem rozszerzenia unii, twierdząc, że Polska, Czechy i Węgry nie będą w stanie na czas wprowadzić ustaleń umowy z Schengen o ruchu granicznym. Jest prawdą, że aż 55 proc. szmuglowanych towarów Straż Graniczna i służby celne przechwytują na wschodniej granicy. Ale faktem jest również to, że wartość przemytu przez tę granicę tylko w ciągu ostatnich czterech lat zmniejszyła się ponadtrzykrotnie. Co więcej, w Polsce przebywa dziesięciokrotnie mniej nielegalnych imigrantów niż we Francji. Nasza granica wschodnia jest więc szczelniejsza niż południowa, morska granica Francji czy jej granica z Hiszpanią. - Postawa francuskich władz dziwi nas. Tamtejsi pogranicznicy gościli u nas kilkakrotnie i nie stawiali podobnych zarzutów. Co więcej, zazdrościli nam nawet sprzętu, którym dysponujemy - mówi mjr Zbigniew Kleban, komendant Granicznej Placówki Kontrolnej w Bezledach na granicy z Rosją. W ciągu ostatnich miesięcy polskie służby graniczne nabyły sprzęt wart kilka milionów euro. Zakupy planowane na najbliższe półtora roku sprawią, że pod względem technicznym nie będziemy odbiegać od unijnych standardów. Granica wschodnia nie będzie więc na pewno słabym ogniwem unii.

Francuskie "nie"
Francja obejmie prezydencję w Unii Europejskiej 1 lipca. Nie chcąc wzbudzać nadmiernych oczekiwań krajów kandydackich w okresie przewodzenia unii, Paryż już teraz usztywnił swoje stanowisko w kwestii rozszerzenia wspólnoty. Między innymi dlatego Francuzi zarzucili Polsce, Czechom i Węgrom, że granice tych państw są nieszczelne: przekraczają je nielegalni imigranci i przestępcy, natomiast zwykli turyści mają trudności ze sprawnym ich przejściem. Do tego dochodzić ma jeszcze szerząca się korupcja - tymczasem od kilku lat spada liczba funkcjonariuszy Straży Granicznej i celników, którym udowodniono tego typu wykroczenia. W 1999 r. z tego powodu wyrzucono z pracy jedynie pięciu funkcjonariuszy (na 13 tys. zatrudnionych), w tym roku - dwóch. Podobnie jest z celnikami: w ubiegłym roku do prokuratury skierowano wnioski o ukaranie 30 osób w związku z podejrzeniami o korupcję (na 14, 5 tys. funkcjonariuszy).
Jeszcze kilka lat temu często pojawiały się informacje o masowych próbach niezgodnego z prawem przekraczania wschodniej granicy Polski. Nielegalnych imigrantów udawało się schwytać dopiero wówczas, gdy próbowali przejść granicę z Niemcami. W 1997 r. zatrzymywano helikoptery z przybyszami z Azji. Fama o dziurawej polskiej granicy wschodniej dopingowała imigrantów do najbardziej karkołomnych prób przedarcia się do naszego kraju. Znajdowano ich w podwójnym dnie podłogi tira wypełnionego kukurydzą, za sekretną ścianą ciężarówki z transportem wytłaczanek do jaj. Jeden ukrył się pod maską samochodu dostawczego - omdlałego ściągano go później z gorącego silnika.
Obecnie takie desperackie próby przedostania się do Polski można policzyć na palcach. - W tym roku łapaliśmy tylko pojedynczych nielegalnych imigrantów, którzy próbowali przekroczyć zieloną granicę - mówi mjr Franciszek Jaroński, rzecznik prasowy komendanta Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej. Oddział ten strzeże całego odcinka polsko-rosyjskiej granicy lądowej. Na przejściach nie widać już także ogromnych beczek na przemycany spirytus, które jeszcze niedawno przyłapani na gorącym uczynku przybysze ze Wschodu karnie napełniali własnym towarem. Rozwiązano też problem "pociągów-przemytników", którymi w skrytkach w dachu wwożono do Polski ogromną ilość spirytusu. Obecnie tuż za granicą wszyscy pasażerowie składów kursujących między przygranicznymi miejscowościami muszą - pod czujnym okiem Straży Granicznej - szybko przesiadać się do innego pociągu.

Nie mamy się czego wstydzić
Sytuację na wschodniej granicy Polski udało się poprawić dzięki znacznym inwestycjom. Środki na ten cel pochodzą z budżetu państwa oraz z funduszy Unii Europejskiej. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy Straż Graniczna nabyła między innymi 136 terenowych land-roverów, radiowy sprzęt UKF (za 800 tys. euro), systemy obserwacji dzienno-nocnej (za niemal 4 mln euro), elektroniczne czytniki paszportów, przeszło 100 czterokołowych motocykli Honda, 5 samolotów Wilga i dwa okręty dla Morskiego Oddziału Straży Granicznej. - Dzięki czterokołowym motocyklom nasi funkcjonariusze są w stanie dotrzeć praktycznie wszędzie, nawet w najtrudniejszym terenie. Są one wykorzystywane od wiosny do jesieni. Zimą zastępują je - równie skutecznie - skutery śnieżne - mówi mjr Przemysław Schielke, zastępca komendanta Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej w Kętrzynie. Placówka ta zajmuje się sprawami logistycznymi. Cały czas stawiane są również strażnice; chodzi o to, by odległość pomiędzy nimi nie przekraczała 25 km. W tym roku na wschodniej granicy do użytku oddana zostanie kolejna, a pięć innych będzie budowanych.
- Oczywiście, sprzętu nigdy nie będzie za dużo, ale ten, którym już teraz dysponujemy, pozwala nam sprawnie funkcjonować. Przejście w Bezledach wizytowali goście z Wielkiej Brytanii, Holandii i Francji. Porównania nie wypadają źle - naprawdę nie mamy się czego wstydzić - twierdzi Zbigniew Kleban. Francuscy pogranicznicy najbardziej zazdrościli naszym funkcjonariuszom nowoczesnych bramek, dzięki którym wykrywa się przemycane materiały radioaktywne. - Kiedyś bramka zadziałała, gdy przejeżdżał przez nią rosyjski autokar. Okazało się, że jednym z pasażerów był człowiek, który kilka lat wcześniej służył na atomowej łodzi podwodnej - opowiada Zbigniew Kleban. Nowoczesny sprzęt posiadają też służby celne. Oprócz bramek do prześwietlania ciężarówek zakupiono dla nich także nowoczesny sprzęt endoskopowy (można nim prześwietlić nawet najbardziej niedostępne miejsca w samochodzie).
Przejście w Bezledach jest największe na granicy polsko-rosyjskiej. Wbrew krążącym legendom nie ma na nim ogromnych kolejek. Jeżeli się jednak ustawiają, są powodowane przez Rosjan. - Kilka dni temu po rosyjskiej stronie wprowadzono nowe zasady odprawy celnej, wedle których z każdego przejeżdżającego przez granicę samochodu trzeba wyładować co najmniej 10 proc. towaru. To prowadzi do utrudnień przy przekraczaniu granicy. Na to nie mamy jednak wpływu, niezależnie od tego, czy jesteśmy w unii, czy nie - mówi mjr Franciszek Jaroński.

W sieci
Nie wszystkie problemy na polskiej granicy wschodniej zostały rozwiązane. Najważniejszą sprawą jest stworzenie nowoczesnych sieci informatycznych, dzięki którym służby celne uzyskają szybki dostęp do polskich i międzynarodowych baz danych o ludziach i towarach przejeżdżających przez granicę. W ten sposób nasze jednostki graniczne będą mogły się włączyć do Systemu Informacyjnego Schengen, a budowa w całej Polsce (przede wszystkim we wschodniej części kraju) "systemu cyfrowej łączności trankingowej" zapewni też komunikację ze wszystkimi służbami administracji państwowej. Dziś poszczególne graniczne punkty kontrolne i strażnice nie mają nawet połączenia z Komendą Główną Straży Granicznej. Mogą korzystać jedynie z bezpośredniego połączenia sieciowego z miejscową policją. Rozbudowy wymagają też przejścia graniczne. Trzeba jednak powiedzieć, że stosowne działania już podjęto.
Wciąż nie wywiązaliśmy się natomiast z podstawowego obowiązku, jakim jest przyjęcie przez Polskę wszystkich przepisów prawnych wynikających z układu w Schengen. Chodzi przede wszystkim o dokumenty dotyczące wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych, które były przedmiotem unijnego screeningu. W Sejmie na uchwalenie czeka rządowy projekt nowelizacji ustawy o Straży Granicznej. Najważniejsze planowane zmiany polegają na rozszerzeniu uprawnień funkcjonariuszy SG do stosowania technik operacyjnych i korzystania z funduszu operacyjnego, uprawnieniu ich do prowadzenia własnych dochodzeń, rozszerzeniu prawa do legitymowania i identyfikowania osób i pojazdów oraz na budowie nowego, motywacyjnego systemu płac.

Pod pełną kontrolą
- Kierownictwo Głównego Urzędu Ceł absolutnie nie zgadza się z zarzutami Francuzów. Urzędnicy Unii Europejskiej, którzy wizytowali naszą granicę wschodnią, mają na ten temat zupełnie odmienne opinie. Na pewno do końca 2002 r. będzie ona spełniała wszelkie wymogi stawiane zewnętrznej granicy unii - mówi Krystyna Urbańska, rzecznik prasowa GUC. Pretensje Francuzów dziwią tym bardziej, że cały proces dostosowywania naszej wschodniej granicy do wymogów europejskich jest uzgodniony z unią, kontrolowany przez jej specjalistów i - w dużej mierze - finansowany z pieniędzy UE. W Krajowym Programie Operacyjnym PHARE (PHARE COP), przeznaczonym dla krajów kandydujących do członkostwa, wydzielono specjalny sektor dotyczący polskiej granicy wschodniej. Dzięki PHARE oddziały straży na wschodniej granicy otrzymały nowe samochody terenowe, sprzęt termowizyjny i informatyczny. Polscy pogranicznicy korzystają też z pomocy finansowej w ramach programu współpracy przygranicznej Polska-Niemcy (PHARE CBC).
- To dość zabawne, że akurat Francuzi stawiają takie zarzuty, zważywszy na stan zabezpieczenia ich granicy. Dostrzegają źdźbło w cudzym oku, nie widząc belki we własnym - twierdzi Ryszard Czarnecki, poseł AWS-ZChN, członek sejmowej Komisji Integracji Europejskiej. - Dowiadujemy się o sprzecznych stanowiskach w Unii Europejskiej. Moim zdaniem, to tylko szum informacyjny i szukanie pretekstów do odłożenia naszego wejścia w struktury unii, nie zaś autentyczna troska i chęć niesienia pomocy Polsce w rozwiązywaniu problemów. Gdy kilka lat temu nasza wschodnia granica wyglądała znacznie gorzej, Francuzi nie protestowali. Teraz nie potrafią dostrzec postępów - dodaje Janusz Lewandowski, członek Komisji Integracji Europejskiej.
Francuskiej krytyki nie poparli przedstawiciele innych państw unii. Specjaliści monitorujący postępy w dostosowywaniu naszej wschodniej granicy do europejskich standardów nie szczędzą nam pochwał. Wszystko wskazuje więc na to, że zachowanie Paryża jest tylko elementem gry politycznej, która ma zapewnić Francji wynegocjowanie korzystnych dla niej warunków rozszerzania wspólnoty.
Okładka tygodnika WPROST: 23/2000
Więcej możesz przeczytać w 23/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0