MENU

Wydarzenia: Polska

Tegoroczna uroczystość wręczenia statuetek Fryderyka, przyznawanych przez polski przemysł fonograficzny, należała do najgorszych w swej historii. Jeśli ceremonia ta odzwierciedla stan naszego show-businessu, śmiało można stwierdzić, że w gorszej kondycji są tylko rodzimy futbol i polityka. Występujący podczas gali artyści sprawiali wrażenie zbolałych i cierpiących, a wykonywane przez nich utwory przypominały raczej stypę. Uroczystość uświadomiła wszystkim, że nasze gwiazdy nie potrafią świecić. Uraczyły zaledwie ponurą siermiężnością. Nie zawiódł tylko Kazik, który po raz kolejny nie pojawił się na ceremonii. A trochę szkoda, bo wszyscy jesteśmy ciekawi, co myśli o Fryderyku przyznanym mu w kategorii "Album Roku - Piosenka Poetycka"! Fakt, że poza Kazikiem jeszcze kilku artystów nie pofatygowało się odebrać nagrody, zdecydowanie obniża i tak już podważany prestiż Fryderyków. Natomiast ci, którzy przyszli na scenę po statuetkę, nie potrafili się z niej cieszyć - może Fryderyki nie są dla nich zbyt dużym wyróżnieniem? Ujawniła się też największa bolączka naszej fonografii ostatnich lat - brakuje nowych twarzy. Czyżby sukces Golec uOrkiestry dowodził, że nie należy się wiązać z dużym koncernem, lecz z małymi niezależnymi wytwórniami?


Za obraz Jacka Malczewskiego "Polonia" zapłacono 1 600 000 zł na aukcji dzieł z kolekcji Ewy i Wojciecha Fibaków w warszawskim hotelu Sheraton. Pod młotek poszedł też jeden z najpiękniejszych obrazów Olgi Boznańskiej "W atelier" (1 250 000 zł), a także olej autorstwa Piotra Michałowskiego "Kawalerzysta na koniu", który w roku 1990 wyceniono na rekordową wówczas sumę 75 tys. USD (tym razem na 780 tys. zł). Wojciech Fibak wyjaśnił, iż zdecydował się sprzedać obrazy, które nie korespondują z jego zbiorami. Po raz pierwszy w Polsce na aukcji zaprezentowano zabytkowe samochody. (EJ)


Wydarzenie: Świat

Zmarł John Gielgud - jeden z największych aktorów brytyjskich. Sławę przyniósł mu repertuar szekspirowski. Był obok Laurence’a Oliviera gwiazdą teatru Old Vic. W 1953 r. królowa brytyjska przyznała mu tytuł szlachecki. W Polsce znany jest przede wszystkim z "Dyrygenta" Andrzeja Wajdy. Urodził się w Londynie w 1904 r. Dziadkowie po mieczu to Polacy. Po powstaniu listopadowym hrabiowska rodzina Gielgudów straciła rodowy zamek Gielguda n. Niem-nem. W aktorstwie Gielguda najważniejszy był dźwięczny głos. Olivier powiedział kiedyś, że on śpiewa swoje role. Sir John uosabiał cechy angielskiego dżentelmena, dlatego często wcielał się w role wykwintnych arystokratów i oficerów armii brytyjskiej. Przez wiele lat zabiegał o ekranizację Szekspirowskiej "Burzy". W 1991 r. życzenie to spełnił Peter Greenaway. Zapytany, dlaczego mu tak na tym zależało, odpowiedział: "Bo szykowałem się na śmierć". Gielgud ma być pochowany w Westminster Abbey - obok legend angielskiego teatru Davida Garricka i Henry’ego Irvinga. (AZ)
Okładka tygodnika WPROST: 23/2000
Więcej możesz przeczytać w 23/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0