Pomysł na jutro

Pomysł na jutro

W naszej sytuacji potrzebny jest stabilny rząd, nie kontestowany przez własne zaplecze parlamentarne
"Solidarni, nasz jest ten dzień, a jutro jest nieznane"
Jerzy Narbut, z hymnu "Solidarności"

"Socjalizm nierówności wszelkie prędko utrze: szlachtę powiesi jutro, nieszlachtę pojutrze"
Aleksander Fredro


Miewam niekiedy trudności ze znalezieniem stosownego cytatu, ale czasem trudno mi wybrać lepszy z kilku dobrych. Dziś właśnie tak się zdarzyło.
W czasie dramatycznego posiedzenia władz UW Bronisław Geremek pytał o "pomysł na dzień następny". Od jakiegoś czasu jestem bliższy sytuacji widza niż reżysera w polskim spektaklu politycznym i to zapewne sprawia, że od codziennych politycznych manewrów bardziej mnie interesują właśnie takie pytania. Decyzja o wycofaniu ministrów była zapewne nieuchronna, ale też jej skutki trudne są do przewidzenia. Nikt nie może sprawdzić, czy strunę dało się napiąć jeszcze bardziej i czy bez gwarancji jej nieodwracalnego zerwania należało jeszcze trochę próbować. Wielu sądzi, że koalicja doszła do swego kresu. Że teraz mogłaby się już jedynie zadowolić buksowaniem w miejscu, a nawet psuciem tego, co przez trzydzieści miesięcy żmudnych sporów, kompromisów i dość częstych rozczarowań udało się zrobić.
Pesymiści będą się czuli upewnieni w swym braku nadziei, choćby prędką wypowiedzią jednego z czołowych posłów AWS, który zaledwie kilka godzin po decyzji UW publicznie rozważał alternatywę w postaci rządu AWS-PSL-ROP-KPN-Polska Racja Stanu (?)-Porozumienie Polskie i dla okrasy Mniejszość Niemiecka. Wyjąwszy dwóch ostatnich posłów, którzy jakoś mi słabo pasują do tej recepty, taki kształt nowej koalicji (nie wdając się już nawet w rozważania nad gotowością choćby SKL do podobnej kombinacji) oznaczałby, że musiałaby ona gruntownie zakwestionować nieomal wszystko, co zostało dotychczas uczynione. Czasem aż trudno zrozumieć, dlaczego do kompletu nie dobrano związkowych posłów SLD i naszych współczesnych chorążych PPS. Rozważania owego innowacyjnego posła AWS nie zostały do tej pory przez nikogo zdezawuowane, a przecież sam ten pomysł wystarczyłby do zupełnie solidnego kryzysu koalicyjnego.
Optymiści będą się próbowali karmić imponderabiliami i wskazywać, że wszystkim wystarczy rozumu, by nie przekreślić kalendarza, który stoi przed Polską choćby w związku z przygotowaniami do członkostwa w Unii Europejskiej, by nie zaprzepaścić pozycji naszego kraju na gospodarczej mapie Europy i świata, by nie pójść w ślad tych ekssatelitów ZSRR, którzy tak długo wybierali łatwy populizm, aż odebrali sobie szansę na prędką modernizację.
Tadeusz Syryjczyk ujął problem dosadnie: dopóki AWS nie zobaczy unijnych ministrów na zewnątrz resortowych gabinetów, dopóty nie uwierzy w determinację swego dotychczasowego współkoalicjanta, bo przecież sama by tego nie zrobiła. Donald Tusk zauważył, że przedstawiona w ubiegłym tygodniu kandydatura Bogusława Grabowskiego jako nowego premiera postawiłaby unijnych liberałów w pozycji umiarkowanych socjaldemokratów, choć oznaczałoby to przecież, że jeśli trudno było niektórym posłom AWS ścierpieć Leszka Balcerowicza, jakim cudem mieliby zaakceptować kogoś jeszcze bardziej radykalnego... A przecież to właśnie najgorętsi przeciwnicy tego kursu sprawiali, że koalicja od długiego już czasu cierpi na brak efektywnej większości parlamentarnej i przegrywa rządowe projekty.
Jak widać, problem jest poważny. Tym bardziej że wiadomości z brukselskiego frontu nie są najlepsze. Komisarz Verheugen uznał się za zbyt słabego, by zlikwidować niechęć niektórych rządów członkowskich do wyznaczenia naszego kalendarza akcesyjnego. Jestem najdalszy od mierzenia naszych postępów negocjacyjnych statystyką otwartych i zamkniętych rozdziałów, ale - jak to w polityce - także ten czynnik wyznacza naszą pozycję. Zwłaszcza w takiej sytuacji potrzebny jest stabilny rząd, nie kontestowany przez własne zaplecze parlamentarne, zdolny nie tyle utrzymać dotychczasowe tempo prac, ile raczej je przyspieszyć. Tu już nie chodzi o żadną gminę Centrum. Chodzi o Polskę.
Okładka tygodnika WPROST: 23/2000
Więcej możesz przeczytać w 23/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0