Tyle serca poszło w cyrk

Tyle serca poszło w cyrk

Dodano:   /  Zmieniono: 
Istniał kiedyś dziwny świat, w którym zdarzali się ludzie wierzący, że wystarczy zmienić przywódcę Związku Radzieckiego z ponurego wąsacza na jowialnego łysego i już będziemy wszyscy żyć bezpiecznie
Obejrzałem ostatnio sporo archiwalnych materiałów filmowych, dotyczących stosunków francusko-radzieckich. Po tym oglądaniu pozostał podziw dla umiejętności, z jaką Rosjanie potrafili budować na użytek zewnętrzny wizerunek kraju, który w rzeczywistości w ogóle nie istniał. Pozostało też wrażenie ulgi, że - na szczęście - taki wizerunek w wymiarze historycznym jest rzeczą ulotną, chwilową, nieomal anegdotyczną, a naprawdę o losach każdego kraju, choćby największego, decydują twarde, przyziemne konkrety.
Istniał kiedyś dawny, dziwny świat, w którym zdarzali się ludzie wierzący, że wystarczy zmienić przywódcę Związku Radzieckiego z ponurego wąsacza na jowialnego łysego i już będziemy wszyscy żyć bezpiecznie. W Moskwie zdawano sobie sprawę, że nawet dla ludzi nie podzielających jej orientacji politycznych wizerunek kremlowskiego szefa ma duże, symboliczne znaczenie. Kiedy więc Nikita Chruszczow wybrał się z wizytą do Francji - gdzie w dodatku była silna partia komunistyczna - zabawił tam cały tydzień i oprócz Paryża odwiedził siedem innych miast. Wszędzie sympatycznie się uśmiechał, ściskał ręce Francuzów i odwiedzał ich nawet w mieszkaniach. Skutki propagandowe były zgodne z zamierzonymi, ale Związku Radzieckiego w końcu to i tak nie uratowało.
Jednym z rzadkich, lecz za to niewątpliwych osiągnięć państwa radzieckiego był dobry cyrk. Nie należy się dziwić, że rozwój cyrku był otoczony w ZSRR wielką troską władz. W końcu stanowił on artystycznie przetworzony obraz tego, co władze te robiły na co dzień. Cyrk to sztuka tworzenia iluzji, używania siły i zręczności dla wzbudzenia podziwu i respektu; sztuka wymuszania pokory na nawet najbardziej niepokornych stworzeniach - a wszystko to okraszone występami klownów. Nic zatem - powtórzmy - dziwnego w tym, że już w 1919 r. ukazał się dekret Rady Komisarzy Ludowych, podpisany przez samego Lenina, zawierający specjalny artykuł poświęcony cyrkowi i nakazujący "polepszenie jego jakości artystycznej". W tym samym czasie w prasie ukazał się artykuł komisarza do spraw kultury Łunaczarskiego; czytamy w nim, że "cyrk radziecki powinien ukazywać fizyczne piękno człowieka i znaczenie satyrycznych występów klownów". W odczuciu Łunaczarskiego, "cyrk jest pełnym prawdy spektaklem siły i zręczności". Aby zaspokoić jego porzeby, tworzy się ogromną machinę - Centralną Organizację Cyrków Radzieckich. Skoncentrowano w niej 6 tys. artystów, 120 cyr-ków, trzy szkoły cyrkowe i dwa warsztaty twórcze. Władza radziecka miała na ogół pomysły raczej chybione, ale cyrk - jak wspomnieliśmy - udało się jej rozwinąć wspaniale. W latach sześćdziesiątych radzieckie cyrki robiły furorę na całym świecie, i to nie tylko dzięki artystom. Swój wkład do budowania obrazu radzieckiej potęgi wnosiły także zwierzęta.
Na zwierzęta cyrkowe można patrzeć dwojako: albo z wesołością, zaciekawieniem i podziwem, albo ze smutkiem, zatroskaniem i współczuciem. Oba spojrzenia mają swoje uzasadnienie. Człowiek jest zwierzęciem rozrywkowym i chętnie wierzy, że innym zwierzętom sprawiają przyjemność takie same rozrywki jak jemu. Bardzo by się cieszył, zobaczywszy słonia grającego w tenisa, krokodyla tańczącego walca lub żabę malującą pejzaże. Prawdą też jest, że wyuczenie zwierząt takich lub podobnych numerów wymaga często od treserów dużej wiedzy, wytrwałości i cierpliwości. Obserwacja takiego spektaklu wzbudza zatem nierzadko uznanie nie tylko dla sprawności zwierząt, ale także dla profesjonalizmu człowieka. Jednego i drugiego mogli doznać francuscy telewidzowie, kiedy pokazywano im misia z radzieckiego cyrku. Skala jego umiejętności wydawała się niemal nieograniczona: akrobacje, jazda na motorze, żonglerka, otwieranie drzwi, wsiadanie do samochodu, branie prysznica, picie z butelki... Wróćmy jednak do najbardziej eksponowanych za granicą radzieckich ludzi.
Igor Mojsiejew był zrazu tylko jednym z wielu tancerzy słynnego zespołu Teatru Bolszoj w Moskwie, a następnie wspinał się po kolejnych szczeblach klasycznej kariery w balecie, by w końcu zostać choreografem. Wszystko pozostałoby w tej karierze klasyczne, gdyby w 1936 r. Ministerstwo Kultury nie powierzyło mu kierownictwa organizowanego w Moskwie festiwalu tańców ludowych. Mojsiejew być może nie był zachwycony tą perspektywą i traktował ją jako wypełnienie polecenia partyjnego, ale kiedy zobaczył tłum przybyłych z całego ZSRR amatorów rozentuzjazmowanych tańcem, w olśniewających strojach - pomyślał sobie, że oto ma przed oczami najbardziej imponujące zasoby tancerzy na świecie. Postanowił zatrzymać w Moskwie najzdolniejszych z tego tłumu i uczynić z nich stały zespół. Projekt się powiódł, a balet Mojsiejewa odnosił potem zasłużone triumfy na scenach całego świata.
Aż ogarnia człowieka marzenie, żeby takie właśnie chciało być zawsze rzeczywiste oblicze Rosji - tryskające zachwycającą fachowością, pięknem i uśmiechem. A swoją drogą - gdzie się podziały te wspaniałe cyrki, zespoły taneczne i baletowe? Zaczyna się za nimi robić tęskno.
Więcej możesz przeczytać w 23/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0