Show

Nie ma koalicji. Ale mam gorszą wiadomość, nie ma też w Polsce przywódców
Zostali wyłącznie showmani. Nosiciele ładnych garniturów, krawatów dobrze dobranych do kamer i wirtuozi pustego słowa. Wybitni aktorzy sceny politycznej zaskoczeni, że ktoś płacze, ktoś wychodzi z teatru, kiedy oni tylko tak ładnie wypowiadają zdanie.
Showmani kochają mocne słowa: "naród", "odpowiedzialność" i "rację stanu". Skąd oni je biorą i tak zgrabnie sklejają? No cóż, nie na darmo są showmanami. To nie zwykli aktorzy, którym ktoś tak napisał strofy, żeby zachować umiar i dobry smak. To nie przywódcy rozumiejący związki przyczynowo-skutkowe, że piękny speach o reformach podatkowych będzie tylko oszustwem, jeżeli się te reformy popsuje. Polityczni showmani ślepo wierzą w techniki słowne, gry i manewry. Złamane obietnice zakrywają jeszcze bardziej kwiecistymi obietnicami. Wierzą, że wszystko można zagrać. Tak jak do końca wierzyli, że rozpadlinę koalicyjną da się po prostu zagadać nowymi super-technikami.
Pomyśleć, że był taki czas, kiedy zachłystywaliśmy się socjo-techniką amerykańskich polityków, zręcznie operujących słowem, wizerunkiem i kolorami włosów czy oczu. Dziś nie mamy sobie już nic do wyrzucenia. Technikę mamy. Mamy spektakl godny najdramatyczniejszych rozgrywek zachodnich polityków. Brakuje nam tylko wizji, dla której czynimy cały ten wysiłek. Bill Clinton, mistrz ceremonii politycznej, wie, po co kręcił, zatrudniał najlepszych na świecie fachowców od urabiania image’u - wystarczy spojrzeć dziś na Amerykę. Aznar wie, po co rozbijał stary tradycyjny trzon swojej konserwatywnej partii - wystarczy spojrzeć dziś na Hiszpanię. A po co miałaby się rozbić koalicja (vide: "Akcja unii")? Jakiej wizji politycy AWS bronili, łamiąc porozumienia i psując reformy. Jaką wizję mieli politycy UW, godząc się na przekazanie dawnym PRL-owskim doktrynerom kontroli nad lokalnymi rozgłośniami radia publicznego? Showmani o wizji mówią niechętnie, wypowiadają tylko sakramentalne: "tego chcą nasi wyborcy".
Czego chcą wasi wyborcy? Czy wasi wyborcy chcą dyktatury rozpalonych dwudziestolatków w stolicy? Czy może chcą dziury budżetowej powstałej po zerowej stawce VAT dla rolników? Chcą więcej oszustw podatkowych? Więcej inflacji? Czy może większej mizerii w szkołach i szpitalach?
Ładnie byśmy dziś wyglądali, gdyby Ronald Rea-gan swego czasu zrezygnował z sankcji nałożonych na Rosję, "bo jego wyborcy", bo amerykańscy farmerzy chcieli sprzedawać więcej zboża na Wschód. Ładnie byśmy dziś wyglądali, gdyby John Kennedy posłuchał swoich wyborców i w imię uspokojenia nowojorskiej giełdy zrezygnował z powietrznej pomocy dla zachodniego Berlina. I wreszcie ładnie byśmy dziś wyglądali, gdyby Leszek Balcerowicz poszedł za głosem większości i łagodniej wprowadzał swoje pierwsze reformy.
Przywódcy tym różnią się od showmanów, że mają dalekosiężną wizję kraju, w jakim chcą żyć ich wyborcy. Znają drogę, która do niej prowadzi i czasem uciekają się do showmańskich chwytów po to, żeby wzmocnić swoje zaufanie, żeby w trudnych chwilach przekonać elektorat do wytrwania. Wytrwania w imię jasno określonego celu, a nie samoprzetrwania. Prawdziwy przywódca nie musi się uciekać do procesów sądowych z gazetami, żeby nie mówiono o jego przyjaźni ze szpiegami (vide: "Wakacje z..."). Przywódca nie musi na każdym kroku powtarzać, że jest twardy i wygłaszać dumnie brzmiących sentencji do ministrów UW - niech wybierają między interesem partyjnym a narodowym... Przepraszam, ale między czym a czym mają wybierać? Cóż to jest ten interes narodowy na przekór wizji dobrobytu? Bo jeżeli jest nim tylko wizja straszenia inną wizją - rządów SLD - to tym razem showmani przerośli nawet swój własny show.
Okładka tygodnika WPROST: 23/2000
Więcej możesz przeczytać w 23/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0