Gospodarka i kryzys

Gospodarka i kryzys

Zdumiewająco pozytywna reakcja giełdy i złotego na początek kryzysu koalicyjnego nie oznacza, że tak będzie cały czas
Piszę ten komentarz w pełni kryzysu koalicyjnego, gdy nie wiadomo, jak długo będzie on trwał i czym się zakończy. Kryzysy polityczne nigdy nie są obojętne dla biegu życia gospodarczego, aczkolwiek ich skutki nie muszą się objawiać natychmiast. Zwykle najszybciej reaguje rynek pieniężny i giełda, a wyraża się to spadkami kursu pieniądza i akcji. Tak było też u nas podczas wszystkich przesileń, do jakich dochodziło w koalicji. Szczególnie silne były reakcje złotego i giełdy na zapowiedzi odejścia z rządu Leszka Balcerowicza. Można było też zaobserwować, że wraz z upływem czasu odpowiedzi obu rynków na wstrząsy polityczne stawały się coraz silniejsze, jakby nie działał efekt przyzwyczajenia czy znużenia zapowiedziami wychodzenia z rządu, sprzyjający osłabianiu reakcji. Istotnie, efekt ten był neutralizowany przez drugie - obok konfliktów politycznych - wydarzenie destabilizujące, a mianowicie rosnący deficyt w bieżącym bilansie obrotów gospodarczych z zagranicą. Można było się obawiać - i takie obawy były - że obecny najpoważniejszy kryzys może doprowadzić do dramatycznych wydarzeń, zwłaszcza gdy chodzi o kurs złotego.
28 maja zapadła decyzja Rady Krajowej UW o wyjściu ministrów unijnych z rządu, w poniedziałek zaś złoty ani drgnął, a w dniach następnych silnie się umocnił, zaś giełda poszybowała w górę. Było to dużym zaskoczeniem, chyba dla wszystkich. Oczywiście trzeba się z tego cieszyć, bo obecny kryzys polityczny nabrałby wymiaru o wiele bardziej groźnego, gdyby przyczynił się do kryzysu złotego. Nie byłoby jednak dobrze, gdybyśmy przy okazji ulegli złudzeniom i zaczęli wyciągać wnioski pośpieszne, dyktowane życzeniami. Takim wnioskiem jest na pewno opinia, że oto gospodarka nasza osiągnęła już taką siłę i stabilność, że niepokoje polityczne spływają po niej jak woda po gęsi, a Balcerowicz może sobie składać dymisje i niewiele z tego wyniknie złego. Reakcja obu rynków na obecny kryzys nie jest całkiem typowa. Sądzę, że inwestorzy nie uwierzyli w ostateczny charakter decyzji Rady Krajowej UW i dymisji jej ministrów. Reakcję osłabiło też pojawienie się, w momencie najbardziej niebezpiecznym, nazwiska Bogusława Grabowskiego jako następcy Jerzego Buzka. O tym, jakim premierem byłby Grabowski, niewiele można powiedzieć, ale jest on znany inwestorom jako dobry ekonomista oraz zwolennik szybkiego równoważenia budżetu i zdecydowanego zmniejszania inflacji. Wiadomo więc było, że jako premier prowadziłby politykę budżetową zbliżoną do Balcerowicza lub jeszcze bardziej restrykcyjną. Wreszcie - i to najważniejsze - pojawiły się nieoficjalne, lecz wiarygodne informacje o wyraźnej poprawie wskaźnika deficytu w bilansie obrotów bieżących, a także innych wskaźników gospodarczych. Zdumiewająco pozytywna reakcja giełdy i złotego na początek kryzysu koalicyjnego nie oznacza, że tak będzie cały czas. Wiele zależy od tego, czy oraz jak szybko i skutecznie koalicjanci zażegnają kryzys. To nakłada na obie strony wielką odpowiedzialność, ponieważ będący poza strefą kryzysu NBP i wyjątkowo stabilnie pracujący w tych okolicznościach rząd nie wystarczą, by zapewnić stabilizację na obu wspomnianych rynkach.
Ustabilizowanie sytuacji politycznej jest też ważne z innego jeszcze względu dotyczącego gospodarki. Pisałem w tych komentarzach wielokrotnie, że nasze firmy napotykają coraz większą konkurencję ze strony firm zagranicznych, głównie unijnych i to na naszym rynku. Równocześnie znikły nadzwyczajne okoliczności, które stymulowały wysoki wzrost gospodarczy w minionych latach i narosły problemy związane z opóźnieniem restrukturyzacji kilku ważnych sektorów gospodarki. Wszystko to sprawia, że nie stoimy u progu ulgowych, lecz u progu trudnych lat w gospodarce i to jest dziś już oczywiste także dla komentatorów do niedawna optymistycznych. Przyszłoroczny budżet powinien być budżetem wyraźnie bardziej zrównoważonym niż tegoroczny i to mimo że będzie to rok wyborczy. W przeciwnym razie ryzykujemy rzeczywiście poważne wstrząsy monetarne. Aby to osiągnąć, potrzebne jest polityczne uspokojenie i sprzyjająca konstrukcja rządowo-parlamentarna.
Okładka tygodnika WPROST: 24/2000
Więcej możesz przeczytać w 24/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0