Syndrom bezradności

Syndrom bezradności

Dodano:   /  Zmieniono: 
Od końca lat 80. migracja między województwami zmalała o połowę
W ciągu roku zaledwie 450 tys. Polaków (czyli 1,1 proc.) zmienia miejsce zamieszkania. Jeżeli ta liczba się nie zwiększy, raz w życiu przeprowadzi się trzy czwarte rodaków. Tymczasem Amerykanie czynią to przeciętnie trzy, cztery razy. Z jakich regionów wyjeżdża najwięcej ludzi? Z Górnego Śląska, województwa świętokrzyskiego, warmińsko-mazurskiego i podlaskiego.

Od 1989 r. liczba osób opuszczających miasta Górnego Śląska prawie o 90 tys. przewyższyła liczbę nowych przybyszów. Prof. Marek Szczepański, dyrektor Instytutu Socjologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, przeprowadził badania wśród górników, którzy skorzystali z pakietu socjalnego i wzięli jednorazowe odprawy. Okazało się, że 17 proc. zdecydowało się na emigrację. Kolejne 8 proc. rozważa taką możliwość. Trzy czwarte badanych nie zamierza opuszczać tego regionu. Podobne wyniki osiągnął dr Konrad Tausch, badając zatrudnionych w Bytomskiej Spółce Węglowej.
Zdecydowanych na wyjazd ze Śląska można podzielić na trzy grupy. Pierwszą stanowią osoby wyjeżdżające do rodzin w innych regionach kraju. Wracają tam, skąd przybyli. Do drugiej należą ci, którzy od początku traktowali pracę w kopalni jako jeden z etapów życia, a zarobione pieniądze inwestowali w budowę własnego domu w innej części kraju. Otrzymanie odprawy górniczej jedynie przyspieszyło decyzję o przeprowadzce. Trzecią grupę stanowią ludzie, którzy jeszcze się wahają. Myślą o wyjeździe, ponieważ mają dosyć życia w zatrutym i zdewastowanym środowisku. Górny Śląsk opuszczają najczęściej ci, którzy przybyli tu w latach 70. i 80. w poszukiwaniu pracy. Oprócz mieszkania, najczęściej w blokowisku, nic nie trzyma ich na Śląsku.
Dokąd emigrują? Najczęściej na wieś lub do małych miast. Wielu nie wyjeżdża daleko. W rezultacie wsie województwa śląskiego mają najwyższe dodatnie saldo migracji w Polsce. Sporym zainteresowaniem cieszy się Borne-Sulinowo w Zachodniopomorskiem. Organizowane są nawet "wycieczki krajoznawcze", by migrujący mogli się zapoznać z warunkami życia w najmłodszym polskim mieście, powstałym na terenach zajmowanych jeszcze kilka lat temu przez Armię Czerwoną.
- Nie łudźmy się, że emigracja rozwiąże problem górników i kopalń. Nawet dziesięć takich miejscowości jak Borne-Sulinowo czy pomysły pracy w kopalniach na Alasce nie załatwią sprawy. Trzeba ją rozwiązać na miejscu - ostrzega prof. Szczepański. Kłopot polega na tym, że 80 proc. pracowników odchodzących z kopalń ma najwyżej zasadnicze wykształcenie. Odprawa nie rozwiązuje problemu. Doświadczenie Niemiec wskazuje, że górnicy, którzy wzięli odprawy, dopiero po trzech latach rejestrowali się w urzędach zatrudnienia. Od rozpoczęcia reformy górnictwa w Polsce minęły dwa. Czy zatem za rok ruszy lawina? Z badań prof. Szczepańskiego wynika, że 40 proc. górników przeznaczyło odprawy wyłącznie na konsumpcję. To potencjalni bezrobotni.
- Powinniśmy kłaść nacisk na zwiększenie mobilności zawodowej, znacznie ważniejszej od mobilności przestrzennej. Najistotniejsza jest dzisiaj umiejętność przekwalifikowania się - mówi dr Maciej Grabowski, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Zamiast bezrobotnych miejsce zamieszkania zmieniają głównie osoby lepiej wykwalifikowane, mające pracę, decydujące się na przeprowadzkę, ponieważ otrzymały atrakcyjniejszą ofertę. Najbardziej mobilni są ludzie młodzi, wykształceni. I oni też są najbardziej poszukiwani na rynku pracy.
- Największy problem stwarzają osoby, które nie potrafią się wyrwać z kręgu biedy. Pracownicy dawnych pegeerów nie migrują nie tylko dlatego, że nie mają pieniędzy, ale także dlatego, że większość z nich stała się ofiarami syndromu bezradności - tłumaczy prof. Andrzej Sakson z Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Maciej Grabowski przypomina, że to zwalniani z pegeerów, zamiast zmienić zawód i szukać nowego miejsca pracy, przeznaczyli pieniądze z odpraw na zakup kolorowych telewizorów i anten satelitarnych.
Mobilność odgrywa pozytywną rolę wówczas, gdy emigrantów zastępują imigranci. Niewielką pociechą jest zatem fakt, że największy odpływ ludności notuje się we wsiach województw warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, zachodniopomorskiego i podlaskiego. Rocznie na każdy tysiąc mieszkańców 16-20 osób opuszcza swe gospodarstwa. Migracja jest często wynikiem desperacji, a nie otrzymania konkretnej propozycji zatrudnienia. Ludzie wyjeżdżają ze wsi do małych miast, gdzie rynek pracy jest mało elastyczny i bardzo konserwatywny. Z sondaży przeprowadzonych przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że w małych miastach na jedną ofertę pracy przypada kilkanaście razy więcej bezrobotnych niż w wielkich aglomeracjach.
Migracja w Polsce jest zbyt mała, by mogła zmniejszyć różnice w zamożności regionów. Co więcej, odpływ ludzi najbardziej przedsiębiorczych z terenów najbiedniejszych będzie pogłębiał marazm. Profesor Sakson przewiduje, że dysproporcje będą się powiększały. Czy zatem mapa biedy się nie zmieni? - Oddziaływanie sił rynkowych sprawi, że duże aglomeracje będą się rozwijały znacznie szybciej niż Polska B. Mimo że polityka regionalna będzie próbować łagodzić zjawisko nierównomiernego rozwoju, jest ono nieuniknione - dodaje dr Grabowski. Jedynie co trzeci ankietowany półtora roku temu przez CBOS byłby skłonny zmienić miejsce zamieszkania, gdyby otrzymał propozycję lepiej płatnej pracy. Czyżby znaczyło to, że tylko tylu Polaków przystosowało się do wyzwań współczesnego rynku pracy?

Więcej możesz przeczytać w 25/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0