Pakt bałtycki

Pakt bałtycki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Litwa, Łotwa i Estonia czekają na drugą turę rozszerzenia NATO
Przynajmniej w jednej kwestii elity polityczne Litwy, Łotwy i Estonii są zgodne. Celem strategicznym polityki zagranicznej tych państw jest przystąpienie do Paktu Północnoatlantyckiego. Nie bacząc na dobiegające co pewien czas z Moskwy pomruki niezadowolenia, politycy odrodzonych państw bałtyckich nie przestają pukać do bram natowskiego systemu bezpieczeństwa.
- Litwa chce należeć do grona państw demokratycznych. NATO jest organizacją, która zapewnia poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Dlatego pragniemy być członkiem sojuszu - mówi Ceslovas Stankevicius, minister obrony Republiki Litewskiej. Podobne argumenty wysuwają inni politycy tego regionu. "NATO jest jedyną strukturą zapewniającą Europie bezpieczeństwo i demokrację" - powtarzał wielokrotnie minister spraw zagranicznych Estonii Toomas-Hendrik Ilves. Trudno się dziwić, że elity polityczne narodów tak ciężko doświadczonych przez sowiecki totalitaryzm właśnie w Pakcie Północnoatlantyckim szukają gwarancji bezpieczeństwa dla swych odrodzonych państwowości.
Posowieckie państwa pracują nad przystosowaniem młodych armii do wymagań NATO. Paradoksalnie, fakt, że Litwa, Łotwa i Estonia budują je właściwie od podstaw, jest ułatwieniem. - Sytuacja ta daje nam możliwość tworzenia systemu obronnego z myślą o współdziałaniu z NATO - wyjaśnia Stankevicius.
Tworzenie armii jest dla odrodzonych państw bałtyckich i tak szalenie trudne. Proces transformacji jest kosztowny. Mimo to wydatki na obronność systematycznie wzrastają. Na przykład Estonia w 1992 r. przeznaczyła na wojsko 0,71 proc. PKB (w tym roku - 1,60 proc., a w 2002 r. ma to już być 2 proc. PKB). Nieco mniej przeznacza na ten cel Łotwa. Natomiast Litwa w 1999 r. przeznaczyła na wojsko 1,5 proc. PKB. W liczbach bezwzględnych wydatki posowieckich państw bałtyckich na armię nie przyprawiają o zawrót głowy, ale trzeba pamiętać o ich kondycji gospodarczej, która szczególnie po załamaniu rubla w sierpniu 1998 r. znacznie się pogorszyła.
Przy takich nakładach trudno liczyć na to, że armie państw bałtyckich szybko staną się nowoczesnymi i dobrze uzbrojonymi formacjami. Nie starcza pieniędzy na zakup nowoczesnego uzbrojenia i stworzenie dobrze wyposażonych oddziałów. Dlatego niebagatelne znaczenie ma sprzęt przekazywany nieodpłatnie przez zaprzyjaźnione państwa. Marynarka wojenna Łotwy otrzymała od Republiki Federalnej Niemiec dwa trałowce klasy Kondor oraz jeden klasy Lindau, a od Szwecji pięć łodzi patrolowych dla straży przybrzeżnej. Polska już od kilku lat wspomaga siły zbrojne państw bałtyckich. Nasz kraj siedmiokrotnie przekazywał uzbrojenie Republice Litewskiej. Były to m.in. śmigłowce MI-2, transportery opancerzone BTR-60, samochody pancerne BRDM-2 oraz w maju tego roku, dziesięć transporterów opancerzonych MT-LB. Ostatnim polskim darem dla litewsko-polskiego batalionu LitPolBat, była fabrycznie nowa broń o wartości ponad miliona dolarów.
Tworzone od podstaw siły zbrojne Litwy, Łotwy i Estonii nie są liczne. Armia Estonii liczy 1,5 tys. żołnierzy zawodowych i ponad 3 tys. poborowych, Łotwy - 3 tys. żołnierzy zawodowych, 2 tys. poborowych i 14,5 tys. ochotników, wreszcie Litwy - 6,3 tys. żołnierzy zawodowych, 3,5 tys. poborowych i 12 tys. ochotników. - Stawiamy naszym siłom zbrojnym podwójne zadanie: przede wszystkim muszą być zdolne do samodzielnej obrony kraju, a ponadto do współdziałania z wojskami NATO - mówi minister Stankevicius. O ile to pierwsze zadanie należy traktować raczej jako postulat, o tyle drugie ma duże szanse na realizację. Jest ono już w pewien sposób wypełniane choćby w Kosowie, gdzie w ramach polskiego kontyngentu służy litewski pluton, oraz w Bośni, gdzie w duńskich formacjach znajdują się żołnierze Baltbatu, czyli wspólnego batalionu pokojowego utworzonego przez Estonię, Litwę i Łotwę w 1994 r. Łotewscy żołnierze tego batalionu trafili już również do Bośni i służą tam w kontyngencie szwedzkim, natomiast Estończycy z tego batalionu wchodzą w skład kontyngentu norweskiego wypełniającego misję ONZ w Libanie.
Wspólne inicjatywy państw bałtyckich to ważny element przygotowania ich sił zbrojnych do integracji z Paktem Północnoatlantyckim. Oprócz wspólnego batalionu Bałtowie dorobili się zintegrowanego systemu kontroli obszaru powietrznego (Baltnet), którego centrum dowodzenia znajduje się w Karmelavie, nieopodal Kowna. System ten jest już w pełni kompatybilny ze standardami NATO. Minister Stankevicius wyraża nadzieję, że zostanie on w przyszłości zintegrowany z systemem polskim, a w konsekwencji także z natowskim. Działa także Baltron, czyli wspólna eskadra sił morskich Litwy, Łotwy i Estonii. Jej bazy znajdują się w Kłajpedzie na Litwie i w Liepaji na Łotwie. Natomiast w Tartu w Estonii powstał BaltDefCol, czyli Bałtycki College Obronny, w którym wiedzę wojskową uzupełniają wyżsi oficerowie armii tych trzech krajów. Zajęcia prowadzą wykładowcy z krajów zachodnich, a program nauczania jest tak skonstruowany, by absolwenci uczelni byli przygotowani do pracy sztabowej według procedur natowskich.
Wejście do sojuszu będzie wymagać jeszcze wielu działań ze strony klasy politycznej. Na przykład na Litwie, mimo że społeczeństwo nie żywi niechęci do NATO, tylko 30 proc. obywateli popiera wejście tego kraju do sojuszu. Zwracał na to uwagę podczas majowej wizyty w Wilnie Jan Nowak-Jeziorański. Jego zdaniem, ludzi należy przekonać, że Litwa jest zagrożona. Ambicją Rosji jest przywrócenie dawnego imperium. Spośród trzech państw bałtyckich najbardziej narażona na naciski jest Litwa, gdyż oddziela obwód kaliningradzki od terytorium Rosji.
Spełnienie wymagań stawianych państwom aspirującym do członkostwa w NATO to tylko jeden element procesu rozszerzenia paktu. Pozostaje jeszcze wola polityczna państw członkowskich sojuszu. Elity polityczne państw bałtyckich wierzą, że tej woli nie zabraknie. Polscy politycy od dawna już deklarują chęć działania na rzecz przyjęcia do sojuszu Litwy, Łotwy i Estonii. Dla Polski rozszerzenie NATO jest bowiem interesem strategicznym. W chwili przyjęcia nowych członków nasz kraj przestanie być państwem frontowym, granicą strefy stabilizacji i bezpieczeństwa.
- Jeśli NATO nie zostanie rozszerzone, powstanie strefa państw nie chronionych, co będzie odebrane przez Rosję jako milczące zezwolenie na dominację w tym rejonie. Chodzi o to, by Rosjanie zrozumieli, że nie mają żadnych szans na rozszerzenie wpływów poza granice swojego kraju - tłumaczył w Wilnie Jan Nowak-Jeziorański. Dla Polski, która jeszcze nie tak dawno mogła się obawiać takiego rozszerzenia wpływów, natowskie aspiracje Bałtów muszą być i są w pełni zrozumiałe.

Więcej możesz przeczytać w 25/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0