Urząd oczyszczenia

Urząd oczyszczenia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy wraz z odejściem Joachima Gaucka zakończy też działalność jego urząd?
Wypowiedź byle szpicla nie może łamać ludzkich życiorysów" - dziesięć lat temu protestował przeciwko upublicznieniu akt Stasi szef parlamentarnej frakcji CDU/CSU Bertram Wieczorek. Również kanclerz Helmut Kohl nie chciał, by "zbrodnie reżimu komunistycznego truły klimat jednoczenia kraju" i apelował o "zaniechanie polowania na czarownice". Ostatecznie posłowie Bundestagu zdecydowali się jednak na utworzenie w Berlinie specjalnego Urzędu ds. Dokumentacji Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa byłej NRD. Od dziesięciu lat jego czytelnie są zapełnione, a co miesiąc wpływa dziesięć tysięcy nowych podań o uzyskanie wglądu do akt. Mimo to w Niemczech coraz częściej mówi się o tym, że misja urzędu dobiega końca. Okazją do takich spekulacji stała się informacja o zbliżającym się końcu urzędowania jego kierownika, pełnomocnika ds. archiwaliów byłej NRD, Joachima Gaucka.
"Ja, Torst Gütschow, urodzony 28.07.1962 roku w Görlitz, zobowiązuję się dobrowolnie do współpracy (...) na rzecz obrony kraju przed atakami na nasz socjalistyczny ruch sportowy". Autorem tej deklaracji był bramkarz Dynama Drezno. Ten nieoficjalny współpracownik (IM) sporządził ok. 60 meldunków. Wśród opisanych kolegów klubowych znalazł się szef Dynama, Wolf Ziegenbalg, który "dysponował zachodnią walutą, nosił odzież z intershopów i miał wideo". Dla służb Stasi szpiclował też brat Torsta, Uwe Gütschow. Donosicieli nie spotkała żadna kara. Jak stwierdził Joachim Gauck, "małe świnie muszą same z sobą dojść do ładu". W samym Berlinie w roli "małych świń" występowało aż 80 tys. dozorców. Do odpowiedzialności pociągnięto jedynie tych, których donosy spowodowały ludzkie tragedie. Rozmiary penetracji życia społecznego przez ludzi Ericha Mielkego, przez 32 lata kierującego Ministerstwem Bezpieczeństwa Państwa (MfS), wzbudziły szok po obu stronach dawnej granicy.
Stefan Schalinski dowiedział się ze swego dossier, dlaczego dziś musi stać na drabinie i zakładać kable. Gdy miał czternaście lat, zabrano go na przesłuchanie wprost ze szkolnego podwórka, gdyż miał na tornistrze nalepkę z napisem "Miecze na lemiesze". Później dla Schalinskiego nie było miejsca na elektronice, choć oceny miał celujące... Z pięciu ton ocalałych akt, fotografii i nagrań magnetofonowych wyłonił się zastraszający obraz inwigilacji społeczeństwa. Na ich podstawie rozstrzyga się w sądach tysiące spraw. Dzięki archiwom Stasi swych prześladowców poznał między innymi późniejszy minister spraw wewnętrznych Saksonii, Heinz Eggert. W czasach NRD zaprotestował on przeciw udziałowi Armii Ludowej w tłumieniu praskiej wiosny. Eggertem zajął się psychiatra na usługach Stasi, Reinhard Wolf, który faszerował go środkami powodującymi niepoczytalność. Innego "wroga ustroju", Detleva Jochuma, więziono w zamkniętych oddziałach psychiatrycznych trzynaście lat.
Służby bezpieczeństwa nie cofały się przed jakąkolwiek metodą ułatwiającą penetrację i "eliminowanie ze społeczeństwa elementów wrogich ustrojowi socjalistycznemu". W 1997 r. na raka zmarł Rudolf Bahro, filozof i były członek SED. Był on autorem "Krytyki realnego socjalizmu", przemyconej i wydrukowanej w zachodnich Niemczech. Jego manuskrypty krążące po kraju zostały silnie napromieniowane, dzięki czemu agenci Stasi poznali wszystkich zainteresowanych. Substancje promieniotwórcze wykorzystano nawet do zaznaczenia pewnej bliźniaczki, która otrzymała zgodę na wyjazd na Zachód; obawiano się, że na ten sam paszport wyjedzie jej siostra.
Akta MfS odsłaniają wiele ludzkich dramatów, lecz przede wszystkim są podstawą w skazywaniu byłych szpiegów i prominentów NRD. Faktycznie pierwszych aresztowań dokonano, zanim Bundestag podjął decyzję o otwarciu dokumentacji MfS. Nie ma miesiąca, by w niemieckiej prasie nie pojawiały się informacje o kolejnych wyrokach za przeszłość. Przed kilkoma dniami skazano Güntera Erbacha, byłego ministra sportu w rządzie Honeckera, oraz Rudolfa Hellmanna, szefa Wydziału Sportu w KC SED, którym udowodniono świadome wyrządzenie "trwałych szkód na zdrowiu i ciele" w 137 wypadkach. Świadkami były między innymi pływaczki, którym wstrzykiwano anaboliki. Niedawno wydano też wyrok na 70-letniego Herberta Häbera, byłego członka Biura Politycznego SED, współodpowiedzialnego za strzelanie do uciekinierów z NRD. Wiele z tych wyroków ma znaczenie wyłącznie moralne. "Sprawcy zza biurek" często unikają więzienia ze względu na wiek i stan zdrowia. Odnosi się to chociażby do głowy partii i państwa Ericha Honeckera. Także 92-letni szef MfS Erich Mielke zmarł na wolności, korzystając z dobrodziejstw państwa prawa, które zwalczał.
Dokumentacja z urzędu Gaucka dotyczy jednak nie tylko prominentów byłej NRD. Służby Stasi obserwowały i podsłuchiwały wszystkie postaci ze świecznika politycznego RFN. Tymczasem wśród zachodnioniemieckich partii zapanowała rzadko spotykana jednomyślność w kwestii spuścizny MfS, dotyczącej ich działalności. Dokumentację na ten temat przewieziono do kolońskiej centrali Urzędu Ochrony Konstytucji i komisyjnie zniszczono, nie zapoznając się z jej treścią. Jak stwierdzono w "Süddeutsche Zeitung" na marginesie ujawnienia akt MfS w sprawie afery finansowej CDU, jest to - mimo zniszczenia wielu dokumentów - ledwie czubek góry lodowej, niewielka część zachowanych i nie wykorzystanych informacji.
Za kilka miesięcy były rostocki pastor, szef berlińskiego "urzędu oczyszczenia" Joachim Gauck odchodzi na emeryturę. Jego miejsce zajmie Marianne Birthler z partii Zielonych, była działaczka ruchu na rzecz obrony praw człowieka w NRD. Nie wiadomo, na jak długo. Gauck przewiduje, że jego urząd powinien działać jeszcze przed 20-30 lat. Ale już dziś pojawia się wiele krytycznych głosów. Od początku tego roku większość przestępstw w byłej NRD uległa przedawnieniu. Meklemburgia jest jednym z pierwszych landów, które odstąpiły od sprawdzania zatrudnianych urzędników. Wkrótce w jej ślady pójdą inni. Wschodnioniemiecka SPD coraz głośniej mówi o potrzebie przekazania tych akt do Archiwum Federalnego w Koblencji. Jako argument wskazuje się między innymi względy ekonomiczne. Działalność urzędu Gaucka pochłania 200 mln DM rocznie. Zatrudnienie w tej instytucji już zmniejszono o pięćset osób. Odtwarzaniem, analizą i przygotowaniem akt do wglądu zajmuje się dziś 2700 pracowników. Joachim Gauck ostrzega: "Proces przekonywania społeczeństwa, że nie ma bezkarności, i utrwalania wiary w funkcjonowanie państwa prawa, jeszcze się nie zakończył".


Więcej możesz przeczytać w 25/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0