Zabójcza normalność

Zabójcza normalność

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Nie czas na łzy" pokazuje, jaka straszliwa, niszcząca siła drzemie w obyczajowości uznanej za obowiązującą albo moralną
Tomasz Raczek: - Panie Zygmuncie, jest mi naprawdę przykro, bo gdy wybrałem się na jeden z najciekawszych filmów ostatnich tygodni - "Nie czas na łzy" z laureatką Oscara, Hillary Swank, w roli głównej - ze zdumieniem stwierdziłem, że jestem sam w kinie. Tak więc ciągle obowiązuje przekleństwo dobrych, ambitnych, nietuzinkowych filmów, które z największym trudem znajdują sobie w Polsce widownię.
Zygmunt Kałużyński: - Gdy słucham tej informacji i mnie się serce ściska, i to bardziej niż przy innych takich okazjach, kiedy żałujemy, że rzecz wartościowa nie dociera do licznej publiczności. Ten film jest absolutnie wyjątkowy, co może wyglądać na przesadę, zważywszy, że jego intencją jest tolerancja, czyli temat, który kino zawsze traktowało z otwartością. Może z wyjątkiem kina hitlerowskiego, które było pod tym względem kuriozum w dziejach kinematografii: budziło nienawiść do Żydów, Polaków, Rosjan, Anglików itd.
TR: - Tolerancja to humanizm, a przesłanie "Nie czas na łzy" jest niesłychanie humanistyczne, bo pokazuje ludzi w takiej ich różnorodności, w jakiej rzeczywiście istnieją. Nikt z bohaterów tego filmu nie jest ani bezwzględnie dobry, ani bezwzględnie zły. Wszyscy w ludzki sposób składają się z mieszaniny uczuć, emocji, pomyłek, potrzeb, rozczarowań. Mimo że tak naprawdę wszyscy są tutaj sobie równi i jadą na jednym wózku w poszukiwaniu szczęścia, okazuje się, iż pod wpływem konfrontacji z obyczajowym stereotypem potrafią się wzajemnie niszczyć z irracjonalnych powodów, których sami nie rozumieją. Jeszcze raz okazuje się, jaka straszliwa, niszcząca siła drzemie w obyczajowości uznanej za obowiązującą albo moralną!
ZK: - Ma pan na myśli pokazane tu środowisko. Przedstawione zostało w sposób bezstronny, wnikliwy i ze zrozumieniem, ale jest ono tłem dla jednej osoby - głównej bohaterki.
TR: - Jest to dziewczyna, która czuje się chłopakiem. Transseksualistka. Uważa, że przez pomyłkę ma ciało kobiety, bo psychicznie jest mężczyzną. Szuka sposobu na zebranie pieniędzy na operację, która pomogłaby jej dostosować ciało do duszy. Otóż ona, czy raczej on, walczy o szczęście, prawo do miłości, o prawo do życia jako osoba, którą jest naprawdę. Lubi się bawić w barach, wypić, powygłupiać, a nawet wdać się w bijatykę. Jak wszyscy inni, których odnajduje na swojej drodze. To nie są anioły: ot, drobni przestępcy, złodziejaszkowie, narwańcy, porzucone matki. Aż chciałoby się powiedzieć "życiowe rozbitki", gdybym się nie bał, że zaraz musiałbym dodać, iż każdy z nas w jakimś sensie kiedyś jest życiowym rozbitkiem. Wydawałoby się, że wszyscy świetnie się rozumieją. Do czasu, gdy odkrywają, że osoba, którą uważali za mężczyznę, jest kobietą...
ZK: - Czyli mamy tu jednak podział i środowisko uważające się za przeciętnie normalne.
TR: - Są w nim przestępcy, którzy odsiedzieli wyroki, mieszczący się jednak w szeroko pojętej kategorii normalności i przyzwoitości.
ZK: - Tylko że nasza bohaterka, bo ona tu jest decydującą osobą, jeśli idzie o wynik moralny filmu, zadaje się z tymi mętami dlatego, że nie może inaczej. Ze względu na swoją osobliwość musi szukać środowiska, gdzie łatwiej może się ustawić.
TR: - To zresztą nie jest fabuła będąca wynikiem psychologicznej spekulacji. Ten film oparto na prawdziwej historii Teeny Brandon.
ZK: - Zwykle takie obrazy opierają się na jakimś fakcie. Ten jednak jest dla mnie wyjątkowy. Nawet bardzo rozumne filmy tolerancyjne (w rodzaju "Filadelfii") zawsze stawiają przegrodę: z jednej strony normalni, jak należy, z drugiej owi dziwaczni, wyjątkowi, skażeni. Mamy tylko dwie postawy: albo ich osądzamy (zresztą ze zrozumieniem), albo jesteśmy antropologami, etnologami, którzy zastanawiają się nad jakimś przypadkiem. Czyli jesteśmy na zewnątrz. Wszystkie filmy są tak ustawione!
TR: - W "Nie czas na łzy" nie ma takiego podziału.
ZK: - O to chodzi! Nawet więcej! Zwykle osoba wyjątkowa przedstawiana jest jako reprezentantka, jakby w imieniu podobnych sobie odchyleńców. Odgrywa rolę posłańca, wysłannika tej grupy...
TR: - Ale tutaj nie mamy również tego zjawiska! Hillary Swank zagrała postać Teeny Brandon w sposób jednostkowy, to znaczy, opowiedziała historię konkretnego człowieka.
ZK: - To właśnie jest wielką nowością tego filmu i jego wartością. Gdybyśmy spróbowali zastosować do tej bohaterki wszystkie wymienione wcześniej stereotypy i schematyzmy, byłoby nam niełatwo. Czy to jest lesbijka? To nie jest lesbijka, czyli kobieta, która ma skłonność do tej samej płci. Czy to jest transwestytka? Nie, to jest normalna, urodziwa dziewczyna, która musi się deformować (widzimy, jak krępuje sobie piersi bandażem, jak uczy się udawać krok mężczyzny), bo ma charakter mężczyzny. W gruncie rzeczy nie da się jednoznacznie zaklasyfikować tej osoby.
TR: - Ale ona ma na dodatek potrzeby seksualne mężczyzny. Zakochuje się w kobiecie, nie będąc lesbijką. Mówi pan: kobieta o męskim charakterze. Sam znam wiele takich, szczególnie na wysokich stanowiskach w biznesie, a jednak mają regularne seksualne potrzeby.
ZK: - Pan mówi o władczych kobietach.
TR: - Ale Teena nie jest władcza. Przede wszystkim nie jest kobietą. Nie jest również władczym mężczyzną i bynajmniej nie chce być macho.
ZK: - Ale robi wszystko, co mężczyzna powinien. Mamy tu scenę, najbardziej zdumiewającą w historii filmu. Ja, który widziałem tyle obrazów, z czymś takim stykam się po raz pierwszy. Gdy ona, wykonując rolę mężczyzny, odbywa pożycie męsko-damskie z zakochaną w niej dziewczyną...
TR: - ...która zresztą także nie jest lesbijką...
ZK: - ... i do końca, do samego finału brana jest przez swoją kochankę za mężczyznę. Nie widzimy dokładnie, jak to wygląda od strony fizjologicznej, czy tam były jakieś manipulacje mające charakter cielesnopraktyczny. Niemniej kochanka naszej bohaterki jest przekonana, że była pieszczona przez mężczyznę. Zdumiewająca scena! Tyle się ostatnio mówi i pisze o różnicach między kobietami a mężczyznami (na przykład że mają inaczej ustawiony mózg), a tutaj widzimy, że i kobieta, i mężczyzna jest takim samym człowiekiem. A jeszcze trzeba powiedzieć wielkie słowo o wykonawstwie aktorskim: to jest kreacja! Ta dziewczyna naprawdę zasłużyła na Oscara! Hillary Swank jest w każdej minucie filmu zarówno mężczyzną, jak i kobietą. Ten film to sukces. I aktorstwa, i humanizmu!
Więcej możesz przeczytać w 25/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0