Droga praca

Droga praca

Dodano: 
Ubezpieczenia zdrowotne, emerytalne, rentowe, fundusz pracy, fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych i socjalnych, PFRON, wydatki na BHP i koszty zwolnień lekarskich - to tylko część balastu, jaki musi dziś dźwigać polski pracodawca
Socjalne obciążenie płac wynosi w III RP 80 proc. i jest dwukrotnie wyższe niż przeciętnie w Europie. Efekt? Niskie koszty robocizny między Bugiem i Odrą to już mit. Drastycznie w związku z tym spada konkurencyjność naszych firm.


W stosunku do płacy netto opodatkowanie pracy wynosi prawie 100 proc. Innymi słowy, za każde 100 zł trafiające do portfela zatrudnionego pracodawca wraz z pracobiorcą muszą oddać fiskusowi i innym instytucjom (np. ZUS) następne 100 zł. To jest podstawowym źródłem katastrofalnie wysokiego bezrobocia w Polsce - przekonują ekonomiści z Centrum im. Adama Smitha. - Koszty pracy w Polsce, już dziś absurdalnie wysokie, rosną w zastraszającym tempie. Sarkastycznie można by rzec, że dzięki polityce maksymalizacji obciążeń nakładanych na pracę rządowi udało się wprowadzić rykoszetem bardzo nowoczesną metodę zarządzania przedsiębiorstwem, czyli outsourcing - twierdzi Krzysztof Klicki, prezes Kolportera. - Znaczna część usług jest po prostu wydzielana z firmy i zlecana podmiotom zewnętrznym. Dalszy wzrost kosztów pracy może doprowadzić nie tylko do zwolnień pracowników, ale wręcz do upadku firm. Wzrost kosztów pracy pracodawcy rekompensują sobie zmniejszaniem inwestycji.
Mniejsze inwestycje oznaczają, że firmy tworzą mniej nowych miejsc pracy, niż wynikałoby to z ich rynkowego potencjału. Dla porównania, najniższy od kilkudziesięciu lat poziom bezrobocia Stany Zjednoczone zawdzięczają właśnie konsekwentnemu obniżaniu kosztów pracy. Cena godziny pracy jest w Polsce najwyższa wśród wszystkich państw Europy Środkowej. Państwa, w których transformacja systemu gospodarczego przebiega najszybciej, nie tylko mają niższe koszty pracy, ale także wyższy niż w Polsce produkt krajowy brutto na osobę. O ile w naszym kraju godzina kosztuje 4,2 USD (PKB na osobę, przy uwzględnieniu siły nabywczej krajowej waluty, wynosi 7,5 tys. USD), o tyle na Węgrzech - 4,1 USD (PKB - 8,9 tys. USD), a w Czechach - 3,8 USD (PKB - 12 tys.USD). W tych liczbach tkwi, przynajmniej w części, odpowiedź na pytanie, dlaczego nasze towary nie są konkurencyjne, a Polska ma tak wielki deficyt w handlu zagranicznym. Niestety, nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie nastąpi znaczące zmniejszenie obciążeń pracodawcy. Wręcz przeciwnie. Postulat skrócenia czasu pracy, a tym samym zwiększenia jej ceny, będzie prawdopodobnie wkrótce jedną z bardziej popularnych odmian kiełbasy wyborczej. - Nie ma żadnych przeszkód, by czterdziestogodzinny tydzień pracy obowiązywał już od przyszłego roku - stwierdził kandydat na prezydenta RP Marian Krzaklewski podczas niedawnego spotkania w Katowicach. W to graj związkowcom z "Solidarności" i OPZZ. Pierwsi dowodzą, że ta zmiana pobudzi społeczną aktywność i zmniejszy bezrobocie, drudzy obliczyli nawet, że skrócenie czasu pracy przyczyni się do powstania 200 tys. nowych miejsc pracy. Dotychczasowe doświadczenia państw OECD nie potwierdzają jednak tych optymistycznych założeń. Przeciwnie: skracanie czasu pracy przyczyniło się do wzrostu bezrobocia. Na początku lat 80. we Francji skrócono tygodniowy czas pracy z 40 do 39 godzin (zachowując dotychczasowe stawki wynagrodzenia) i jednocześnie wydłużono o tydzień płatny urlop. Wbrew optymistycznym prognozom, nie udało się stworzyć 150 tys. nowych miejsc pracy (zatrudnienie zwiększyło się o 14 tys.). Wzrosły natomiast znacząco koszty produkcji i wzrosła inflacja. Również brytyjskie doświadczenia wskazują, że skracanie czasu pracy nie ma żadnego pozytywnego wpływu na wielkość zatrudnienia i zmniejszanie bezrobocia. W USA dla odmiany przeciętny czas pracy wynosi 1966 h rocznie, a stopa bezrobocia należy do najniższych na świecie i wynosi 4,7 proc. Dla porównania: w Polsce pracuje się średnio o czterysta godzin krócej. Czy państwo, które musi nadrobić wieloletnie cywilizacyjne zapóźnienie, stać na luksus lenistwa, dyktowany obliczonymi na krótką metę rachubami polityków? Eksperci Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych szacują, że zmniejszenie tygodniowego wymiaru czasu pracy doprowadzi do zwiększenia o 7,5 proc. kosztów utrzymania pracownika. Najbardziej obciąży to właścicieli prywatnych firm (zatrudniających prawie 9 mln osób), w których przeciętnie pracuje się 42,6 h w tygodniu. Przedsiębiorcom może również spędzać sen z powiek perspektywa wprowadzenia 26-tygodniowego urlopu macierzyńskiego, co będzie kosztowało ok. 450 mln zł. Za realizację programu wyborczego AWS zapłacą pracodawcy, a także podatnicy. Jeżeli pomysł posłów AWS zostanie wprowadzony w życie, zafundujemy sobie jeden z najdłuższych urlopów macierzyńskich; w Europie trwa on od 12 tygodni (Holandia i Portugalia), poprzez 16 (Francja i Hiszpania), po 20 (Włochy). Jedynie w Szwecji wynosi 360 dni. Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych protestuje także przeciwko ustawowemu określaniu tzw. minimalnego wynagrodzenia, które w Polsce ma wybitnie socjalny, a nie motywacyjny charakter. Od kilku lat jest ono corocznie waloryzowane. W państwach Unii Europejskiej najniższe wynagrodzenie albo nie zostało urzędowo określone, albo jest symboliczne. Wielka Brytania i Irlandia uznały wręcz, że określanie poziomu minimalnej płacy nie sprzyja nadrzędnemu celowi państwa, jakim jest walka z bezrobociem. Tymczasem na rodzimym rynku pracy w ciągu najbliższych pięciu lat pojawi się m.in. ponad 100 tys. bezrobotnych górników, 40 tys. hutników i 110 tys. kolejarzy. Szacuje się, że wraz ze świeżo upieczonymi absolwentami szkół każdego roku zatrudnienia będzie poszukiwało co najmniej 350 tys. osób. Odpowiadając na to wyzwanie, eksperci Business Centre Club proponują - oprócz obniżenia stawek na ubezpieczenia i różnego rodzaju fundusze - zrezygnowanie z wypłacania zasiłku za dwa pierwsze dni choroby (90 proc. zwolnień w Polsce trwa krócej niż 35 dni, a płacą za nie pracodawcy) oraz zmniejszenie wysokości zasiłku chorobowego z 80 proc. do 50 proc. płacy. Skrócenie czasu pracy byłoby możliwe przy jednoczesnym zwiększeniu limitu godzin nadliczbowych (zgodnie z dyrektywą UE czas pracy i godziny nadliczbowe nie powinny przekraczać 48 godzin tygodniowo) oraz obniżeniu z 50 proc. i 100 proc. do 25 proc. i 50 proc. dodatku za godziny nadliczbowe (taka zasada obowiązuje w UE). Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych wyraża z kolei zgodę na skrócenie czasu pracy i utrzymanie obecnego poziomu płac, jeśli zostaną obniżone maksymalne stawki podatku PIT i CIT, skróci się z 35 do 14 dni okres, w którym pracodawca wypłaca zasiłki chorobowe, do czasu pracy nie będą zaliczane przerwy w pracy, obniżone zostaną dodatki za pracę w godzinach nadliczbowych, a Fundusz Pracy będzie refundował koszty wstępnych badań lekarskich. Zdaniem Roberta Gwiazdowskiego, eksperta Centrum im. A. Smitha, należy zmienić sposób finansowania państwowej kasy. Według jego opinii, w większym relatywnie stopniu niż pracę należałoby opodatkować kapitał. Warto się zastanowić na przykład nad wprowadzeniem podatku od środków trwałych, a zmniejszyć stawki zwiększające bezpośrednio koszty zatrudnienia. Ekonomiści Centrum im. A. Smitha proponują, by łączne opodatkowanie płac nie przekraczało 40 proc. Ponadto sugerują, by zastąpić obowiązujący podatek dochodowy od firm (nie przynosi on istotnych wpływów do budżetu państwa) podatkiem obrotowym. - Wystarczy wprowadzić niespełna dwuprocentowy podatek, by dochody państwa nie zmniejszyły się - ocenia Robert Gwiazdowski. Państwo winno nadto zlikwidować podatki celowe na Fundusz Pracy, Kasy Chorych, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Podatnicy skłonni są tolerować zachłanność państwa tylko do pewnej granicy. Gdy zostanie ona przekroczona, z czym mamy już dziś do czynienia, unikają płacenia podatków i uciekają w szarą strefę. Organizacje przedsiębiorców zgodnym chórem twierdzą, że stawka podatku od dochodów pracowniczych powinna wynosić nie więcej niż 15 proc., oczywiście przy równoczesnej likwidacji wszelkich ulg i kwot wolnych od opodatkowania. Koszty pracy obniżą się radykalnie, gdy ZUS i inne fundusze celowe zadowolą się 20 proc. płacy brutto. Sternicy państwa muszą jak najrychlej dokonać wyboru: albo będą zwiększać szkodzące gospodarce obciążenia kosztów płac, albo zdecydowanie przeciwstawią się żądaniom utopijnych socjalistów ze wszystkich stron polskiej strony politycznej.
Okładka tygodnika WPROST: 27/2000
Więcej możesz przeczytać w 27/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0