Bilet do raju

Bilet do raju

Dodano:   /  Zmieniono: 
Myśleli, że witają ich aniołowie, choć z pewnością nie tak wyobrażali sobie raj
Najpierw musieli przejść przez piekło - przeżyli je tylko dwaj. Pozostałych 58 młodych Chińczyków (w tym cztery kobiety) udusiło się w pozbawionej dopływu powietrza ciężarówce, wiozącej "pomidory" z Zeebrugge w Belgii do brytyjskiego portu Dover. Następnego dnia po tragedii w Dover hiszpańska policja zatrzymała na południu kraju ciężarówkę z trzydziestoma sześcioma nielegalnymi imigrantami z Algierii i Maroka. Oddano ich w ręce lekarzy, ponieważ większość była w fatalnej kondycji. Twierdzili, że nie jedli od czterech dni.
Co roku Cieśninę Gibraltarską pokonują tysiące nielegalnych imigrantów z północnej Afryki. Niektórzy płyną na prowizorycznych tratwach, inni w zaplombowanych tirach przewożonych na pokładzie promów. Według ocen organizacji zajmujących się problemem migracji, w ciągu czterech pierwszych miesięcy tego roku w wodach Gibraltaru utonęło ponad 120 Afrykanów próbujących się przedostać do Europy. Kolejną bramą do bogatej Północy są Włochy. Około 180 osób utonęło w ubiegłym roku, próbując pokonać Adriatyk w drodze z Albanii do Włoch. Dwa lata temu kilkudziesięciu obywateli Sri Lanki udusiło się w zamkniętym kontenerze, w ciężarówce, którą skontrolowano na węgiersko-austriackiej granicy. Tamilowie i Afgańczycy tonęli w Dunaju i Tiszy. Na ogół krajami docelowymi dla przybyszów z Azji i Afryki są Niemcy, Francja i Wielka Brytania.
Gangsterzy szybko zauważyli, że mogą zrobić świetny interes na nadziejach biedaków poszukujących lepszego losu. Przerzutem "nielegałów" zajmują się międzynarodowe siatki przemytników. "Brakuje słów, żeby opisać, jak poważna jest sytuacja" - stwierdził premier Holandii Wim Kok. Firma, do której należał tir wiozący makabryczne cargo do Dover, była zarejestrowana w Holandii. Tragedia chińskich uchodŸców skłoniła obradujących w Portugalii przywódców Unii Europejskiej do podjęcia bardziej zdecydowanych działań przeciwko importerom ludzi. Wspólnie z Europolem kraje członkowskie mają zaostrzyć metody tropienia przemytników i surowiej ich karać.
Co roku ponad 400 tys. osób przedostaje się nielegalnie do krajów Unii Europejskiej. Najczęściej drogą morską, ale też przez lotnisko w Sarajewie, skąd przez Słowenię i Chorwację uchodŸcy trafiają do Włoch i Austrii. Inna trasa wiedzie ze Stambułu do Niemiec, jeszcze inna z Rosji - przez Finlandię - do Skandynawii i Europy Zachodniej. Europol przyznaje jednak, że ani główne szlaki nielegalnego przerzutu dziesiątek tysięcy imigrantów, ani organizujące ten proceder siatki przestępców nie są dobrze rozpoznane. Tymczasem tylko w Europie dochody z tego nielegalnego biznesu szacuje się na ponad 9 mld USD rocznie. Za przerzut gangi żądają kilkadziesiąt tysięcy dolarów od osoby. Często na taki wyjazd składają się całe rodziny albo nawet wsie. W wielu wypadkach po dotarciu do ziemi obiecanej imigrant pozostaje pod kontrolą przestępców, pracując niewolniczo, by spłacić rzeczywisty bądŸ urojony dług.
Dochody z przemytu ludzi są porównywalne z zyskami handlarzy narkotyków, dlatego bossowie narkobiznesu chętnie biorą się za szmugiel żywego towaru, za co kary są łagodniejsze. Zresztą wpadają jedynie płotki. Zdaniem inspektorów Europolu, do rozkwitu tego lukratywnego procederu przyczynił się głównie upadek żelaznej kurtyny, a także większa swoboda poruszania się pomiędzy krajami Unii Europejskiej.
Najważniejszą przyczyną nielegalnej migracji jest nadzieja na poprawę warunków życia. Realne płace w Chinach - najludniejszym kraju i jednym z największych Ÿródeł nielegalnych migracji w ostatnich latach - są przeciętnie siedem razy niższe niż w Wielkiej Brytanii. Nie da się tego zmienić ani za pomocą koordynacji polityki azylowej w ramach unii (co zresztą nie udaje się od lat), ani poprzez wzmocnienie patroli na granicach zewnętrznych. Nie brak głosów, że kraje unii powinny otworzyć przed imigrantami swoje granice. Nie tylko z powodów humanitarnych, ale przede wszystkim dlatego, by utrzymać dotychczasowy dobrobyt. W przeciwnym razie grozi im "katastrofa siwych głów" - wskutek zachwianej proporcji między liczbą ludzi w wieku produkcyjnym a emerytami. Tragedia w Dover sprawiła, że we Francji - wzorem USA - powstał projekt wprowadzenia rocznych limitów dopuszczalnego napływu imigrantów. Jednocześnie w wielu państwach unii coraz powszechniejsza jest niechęć wobec imigrantów, co uniemożliwia politykom podjęcie liberalnych kroków. "Emigracja to wojna" - napisała włoska "L’Unita", sugerując, że wkrótce trzeba będzie postawić pomnik "nieznanego imigranta".

Więcej możesz przeczytać w 27/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0