Nasze 20 minut

Nasze 20 minut

Dodano:   /  Zmieniono: 
Expo 2000 w Hanowerze w ciągu pięciu miesięcy odwiedzi 20 mln osób, które - jak skrupulatnie wyliczyli organizatorzy wystawy - wypiją 8 mln litrów piwa i zobaczą ekspozycje przygotowane przez 173 państwa i organizacje
Obsługą turystów zajmuje się 23-tysięczna armia hostess, przewodników, sprzedawców i sprzątaczek, nad ich bezpieczeństwem czuwa 5 tys. niemieckich policjantów, wspieranych przez 200 osób ściągniętych z innych państw. Dla zwiedzających na terenie wystawy posadzono 5889 drzew, a co dzień sprowadza się 500 ton napojów i 340 ton produktów żywnościowych. Aby obejrzeć wszystkie atrakcje Expo 2000, trzeba pokonać dystans 56 km. Większość zwiedzających nie ma ani czasu, ani sił na taki spacer. Trzeba znacznego wysiłku, by przykuć ich uwagę i przekonać, że pawilon Polski wart jest zwiedzania. I dotychczas się to udaje.

Sepp Heckmann, członek zarządu Expo 2000 GmbH (spółki organizującej wystawę), porównuje wystawę do gigantycznego party, zastrzegając jednak, że ta zabawa "ma bardzo głęboki sens". Gdy trwa, ludzie z całego świata mają się okazję poznać i poruszyć tematy zazwyczaj pomijane podczas oficjalnych spotkań biznesowych czy w oficjalnej korespondencji. - I to jest trudne do przecenienia - mówi Heckmann.
Organizatorzy Expo narzucili kilka reguł: tematy, które mają być poruszane podczas nieoficjalnej dyskusji między narodami na Expo 2000, będą dotyczyć "człowieka, który żyje w harmonii jednocześnie z technologią i naturalnym środowiskiem", oraz "miejsca, w którym znajdzie się świat w XXI wieku". Największe pawilony Expo 2000 zostały przygotowane przez prywatne firmy (głównie niemieckie) - znajdujące się w nich ekspozycje mają zmusić szeroką publiczność do zastanowienia się nad tym, jak świat będzie wyglądać za lat kilkanaście lub kilkadziesiąt. Zwiedzający po wejściu do pawilonu musi przejść labirynt sal, korytarzy i pomostów, a po drodze czekają go liczne atrakcje generowane przez lasery, głośniki, ekrany, komputery i dozowniki zapachów. Nowoczesna technika wystawiennicza sprawia, że jednocześnie atakowane są wszystkie zmysły człowieka: wzrok, słuch, węch, smak i dotyk. Dzięki niej można na przykład w pawilonie poświęconym energii ("Energy") zjechać windą, która udaje świder wwiercający się w dno morza podczas poszukiwań ropy naftowej. Kabina w kształcie walca kręci się wokół własnej osi, podczas zjazdu robi się w niej coraz goręcej, ściany w szybkim tempie wypełniają się brunatną, oleistą cieczą, której zapach można poczuć dzięki wbudowanej w podłogę rurce dozującej bezbarwny gaz do wnętrza. Wokół słychać ciężki metaliczny świst wgryzającego się w dno morskie gigantycznego wiertła.
Organizatorzy zadbali o to, by technika stawiała turystom w bardzo obrazowy sposób trudne pytania. W pawilonie "Najważniejsze potrzeby" ("Basic Needs") urządzono supermarket. Na półkach nie ustawiono jednak towarów, lecz odpadki: połamane walkmany, pogięte puszki po napojach, poszarpane kartony. W tym supermarkecie człowiek czuje się jak na wysypisku śmieci. Towary i półki opatrzono wziętymi z życia sloganami: "promocja", "dwie sztuki w cenie jednej", "superoferta", "potrzebujesz tego".
Czym i jak zainteresować widza po olbrzymiej dawce nowoczesnych pokazów multimedialnych zorganizowanych przez gospodarzy? Jak sprawić, by czuł sympatię do narodu, który na koszt podatnika postawił pawilon na Expo 2000 w Hanowerze? Swoje ekspozycje mają tu "173 państwa lub organizacje", 53 z nich wybudowały pawilony, reszta zadowoliła się własnym "kącikiem" w większej hali. Mamy więc pawilon polski, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, watykański, firmy McDonald’s, chiński, chrześcijańskiej organizacji YMCA i Deutsche Post, stoisko firmy Lego, Albanii i sieci pizzerii Stop. Upraszczając: w jednym miejscu nachalnie reklamowana jest Polska, hamburgery, Jezus Chrystus, pizza, uroki życia Beduinów i chiński program kosmiczny. Według biura Expo 2000, Zjednoczone Emiraty Arabskie przywiozły ze swego kraju do Hanoweru 90 ton oryginalnego piasku pustynnego, by ekspozycja w pełni oddawała ducha tego kraju. To samo źródło podaje, że 800 nepalskich rodzin pracowało przez trzy lata nad detalami prezentowanymi w pawilonie tego kraju. O powodzeniu narodowej ekspozycji decyduje jednak pomysł, a nie ilość sprowadzonego piasku, wydanych pieniędzy czy poświęconego czasu. Studenci socjologii uniwersytetów w Kolonii i Berlinie szczegółowo pytali zwiedzających o wrażenia, jakie odnieśli po wizycie w narodowych pawilonach, by ułożyć nieoficjalny ranking. Wygrywa Japonia przed Bhutanem, Finlandią i... Polską.
Sukces odnieśliśmy dlatego, że udało nam się popełnić mniej błędów niż innym. W pawilonie hiszpańskim bez znajomości niemieckiego, hiszpańskiego lub angielskiego nie ma czego szukać: w czasie prezentacji emitowane są filmy w trzech wersjach językowych; bez słów narratora nie sposób zrozumieć, o co w nich chodzi. W kolejce do pawilonów norweskiego, holenderskiego i niemieckiego czeka się tak długo, że połowa gości rezygnuje. W pawilonach włoskim i litewskim rozchodzi się nieprzyjemny zapach nagrzanego plastiku.
W ekspozycji rosyjskiej zwraca uwagę duże zdjęcie Władimira Putina (prezentowanie wizerunków liderów jest specjalnością krajów arabskich i Rosji). Zdjęcia sekretarza generalnego nie ma w pawilonie chińskim, ale Chińczycy wzbudzają uśmiechy na twarzach zwiedzających. Prezentują oni obraz jakby żywcem przeniesiony z transmisji lądowania pierwszego człowieka na Księżycu. Tylko dlaczego manekin, który udaje Neila Armstronga sprzed 32 lat, trzyma w ręku flagę Chińskiej Republiki Ludowej? Podpis głosi, że wystawa poświęcona jest przewidywanej w niedalekiej przyszłości chińskiej wyprawie na Marsa.
Publiczność Expo można jednak przekonać do siebie prostym pomysłem. Irlandia wywołuje sympatię, proponując... pracę. Każdy zwiedzający może złożyć na Expo 2000 podanie o pracę w Irlandii, a uprzejma hostessa wyjaśni mu, że szanse na jej znalezienie "są duże", gdyż "Irlandia cierpi na brak wykwalifikowanych pracowników". Pawilon japoński zbudowano z papieru, po wystawie przerobiony zostanie na makulaturę. Estończycy nad swoim pawilonem urządzili las chwiejący się na wietrze, montując nad głowami zwiedzających choiny w wielkich donicach.
Atutem Polski jest znakomicie zrealizowany film o czterech porach roku w Puszczy Białowieskiej: przeżyć je można w kilka minut, podziwiając sposób, w jaki sfilmowano detale budzącego się do życia kwiatu albo atakującego wilka. Dużą widownię miał koncert "Etnorock" rodzin Pospieszalskich i Steczkowskich z udziałem Anny Marii Jopek, publiczność dobrze bawiła się podczas koncertu Edyty Górniak i grupy Perfect, melomani docenili kunszt Mikołaja Góreckiego, a obserwatorzy sceny politycznej - gest Gerharda Schrödera: kanclerz Niemiec zwyczajowo nie uczestniczy w obchodach dni narodowych na Expo 2000, lecz na Dzień Polski przybył, spotkał się w naszym pawilonie z premierem Jerzym Buzkiem i podkreślał, że stosunki z Polską mają dla Niemiec specjalne znaczenie. W Dniu Polskim odnieśliśmy duży sukces: oblicza się, że każdy ze 100 tys. gości wystawy poświęcił Polsce "średnio i statystycznie" 20 minut. Tymczasem większości wystawców udaje się przyciągnąć uwagę zwiedzających przez mniej niż 3 minuty. - Cieszę się, że udało nam się dzięki prostym pomysłom wygrać wyścig o sympatię zwiedzających Expo 2000 - mówi Maciej Pawlicki, dyrektor programowy polskiej ekspozycji w Hanowerze. - Ale o sukcesie będzie można mówić dopiero wtedy, gdy po wystawie znajdziemy środki i pomysły na to, by to pierwsze dobre wrażenie podtrzymać skuteczną akcją reklamową adresowaną do zachodnich konsumentów. Gdy się one znajdą, okaże się, że każda zainwestowana w Hanowerze złotówka zwróciła się z nawiązką.

Więcej możesz przeczytać w 27/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0