Chłop w konserwie

Chłop w konserwie

Dodano:   /  Zmieniono: 
To nie dobra wola Brukseli, lecz przebieg negocjacji przesądzi o tym, ile pieniędzy otrzyma polskie rolnictwo przed wstąpieniem i po wstąpieniu do Unii Europejskiej - twierdzi Jorge Nuńez Ferrer, jeden z autorów raportu na temat wpływu rozszerzenia UE na unijne rolnictwo
Właśnie od wyniku tych niezwykle trudnych negocjacji zależeć będzie, czy za kilka lat nadal jedną z "wizytówek" Polski, na której tle chętnie wciąż występują zagraniczni korespondenci, będzie para koni ciągnąca pług lub furmanka poruszająca się po naszych drogach.
Czy uda się nam wykorzystać okres rokowań do przeprowadzenia choć częściowej restrukturyzacji rolnictwa, czy nadal tkwić będziemy w skansenie, czekając na pieniądze z Brukseli? Jeżeli trafią one do nie zreformowanego sektora rolnego, zostaną - podobnie jak w Grecji - bardzo szybko "przejedzone". Za kilka lat nasi rolnicy, otrzymujący po kilka tysięcy dolarów rocznie, nie będą już zainteresowani żadnymi reformami. Pieniądze z Brukseli wystarczą na przeżycie. Tragedia rozpocznie się wówczas, gdy UE zmieni swoją politykę rolną i nie będzie już tak rozrzutna, ograniczając dotacje. Wielu naszych polityków obiecuje rolnikom, że gdy wstąpimy do unii, to pieniądze popłyną szerokim strumieniem. Powinni jeszcze zachęcać rolników do kupowania ziemi: im większe gospodarstwo, tym większe dopłaty.
Tymczasem polscy rolnicy niewiele wiedzą na temat unijnej polityki rolnej. Badania przeprowadzone przez Instytut Spraw Publicznych wskazują, że prawie 50 proc. z nich jest przekonanych, iż polityka rolna UE wpłynie negatywnie na rozwój naszego rolnictwa. Jedynie 18 proc. badanych dostrzega jej pozytywny wpływ. Z czym kojarzy się mieszkańcom wsi unijna polityka rolna? Przede wszystkim z wysokim wymaganiami jakościowymi, ogromnymi dotacjami, koniecznością dostosowania się do wymogów UE oraz perspektywą znacznego zmniejszenia liczby gospodarstw rolnych w Polsce. Brak wiedzy znacznie ułatwia zadanie politykom, którzy najczęściej mówią o dotacjach i likwidacji gospodarstw.
Czy czarny scenariusz jest realny? Wszystko wskazuje na to, że jest on bardzo prawdopodobny. Unia Europejska nie tylko pod wpływem amerykańskiej i kanadyjskiej konkurencji musi zmienić swoje podejście do rolnictwa. Nawet najbogatsi nie mogą nieustannie dopłacać. Jak długo można prowadzić politykę, która jest zaprzeczeniem zasad gospodarki rynkowej i konkurencji? Dzisiaj UE przeznacza połowę budżetu na wsparcie swoich rolników. Kiedy skończą się pieniądze w brukselskiej kasie?
Nie napawają też optymizmem wyniki ostatniej wizyty francuskiego ministra ds. europejskich Pierre’a Moscovici w Warszawie. Okazało się, że Paryż liczy na polskie wsparcie w sprawie wspólnej polityki rolnej. Nie jest tajemnicą, że Francja jest największym beneficjentem rolniczych dotacji. Gdy w ubiegłym roku unia chciała zreformować swoje finanse, Paryż sprzeciwiał się cięciom w wydatkach na rolnictwo. Czy za pięć lat, gdy rozpocznie się dyskusja nad budżetem na kolejną sześciolatkę, Francja i Polska będą walczyć o zachowanie polityki rolnej w obecnym kształcie? Prawdopodobnie tak, ale czy leży to w interesie Europy i naszego rolnictwa?
Unia Europejska wprowadziła wspólną politykę rolną już w 1957 r. Jej głównym plusem jest stabilność i przewidywalność. Kiedy rok temu zatwierdzono budżet na lata 2000-2006, rolnicy zyskali pewność, w co w najbliższych latach warto zainwestować. Z gwarancją, że sprzedadzą to, co wyprodukują.
Wspólna polityka rolna ma wszak jedną podstawową wadę - jest bardzo kosztowna. W latach 60. i 70. wydatki na rolnictwo stanowiły ponad 70 proc. budżetu unii. Od 1976 r. zmniejszają się, ale ciągle sięgają 50 proc. budżetu. Dopłaty otrzymuje zaledwie 5 proc. ludności (tyle zatrudnionych jest w unijnym sektorze rolnym), wytwarzających 3 proc. PKB. Główny ciężar finansowania polityki rolnej - poza podatnikami - ponoszą konsumenci, płacący za żywność ceny wyższe niż światowe. W 1998 r. wsparcie produkcji rolnej w krajach piętnastki w przeliczeniu na hektar wyniosło 895 USD. Z danych OECD wynika, że polski podatnik dopłacił do jednego hektara "zaledwie" 202 USD. Każdy pracujący w rolnictwie otrzymał w 1998 r. z unijnej kasy ok. 19 tys. USD (na polskiego rolnika przypadło "jedynie" 1-1,5 tys. USD).
W tym roku wydatki rolne pochłoną ok. 45 mld euro. Dlatego reforma polityki rolnej jest jednym z najważniejszych problemów UE. Zmiany zapoczątkował w 1992 r. ówczesny komisarz ds. rolnictwa Ray McSharry. Obniżono wówczas regulowane ceny podstawowych produktów rolnych oraz zastąpiono dopłaty do produktów bezpośrednimi subwencjami dla rolników, aby zrekompensować im straty powstałe w wyniku obniżki cen. Ponadto wspólna polityka rolna doprowadziła do nadprodukcji. W 1997 r. we Francji nadwyżki żywności miały wartość 65 mld franków. Starając się ograniczyć to zjawisko, unia wprowadziła system kontyngentów na poszczególne produkty. Za ich przekroczenie grożą rolnikom wysokie kary. Większość rządów krajów Unii Europejskiej, także Francji, zdaje sobie dziś sprawę, że europejska polityka rolna musi zostać zreformowana, choćby z powodu międzynarodowej presji innych krajów - eksporterów żywności.
Raport brukselskiego Centrum Studiów nad Polityką Europejską (CEPS) stwierdza, że "objęcie rolnictwa krajów Europy Środkowej i Wschodniej unijnymi instrumentami ochronnymi może jeszcze bardziej zmniejszyć jego konkurencyjność na światowym rynku. Istotne jest, by sektor rolniczy i przetwórstwo żywności zostały zrestrukturyzowane jeszcze przed przyjęciem do unii. Kraje kandydujące do UE powinny wykorzystać czas przed wstąpieniem do niej na poprawę konkurencyjności swojego rolnictwa, przemysłu rolno-spożywczego, aby sprostać wyzwaniom jednolitego rynku. Dobrym przykładem są Węgry, które już od kilku lat mają nadwyżkę w handlu artykułami rolnymi z Unią Europejską".
CEPS przyznaje, że dopłaty bezpośrednie są integralną częścią wspólnej polityki rolnej i nowi członkowie nie powinni być pozbawieni prawa do korzyści z niej płynących. Eksperci powątpiewają jednak, czy płatności będą dobrze służyć kandydatom. Istnieje ryzyko, że przyhamują zmiany strukturalne na wsi i spowodują wzrost cen ziemi.
Bez zasadniczego przyspieszenia restrukturyzacji wsi w ciągu trzech lat dzielących Polskę od spodziewanego wejścia do unii rolnicy nie wytrzymają konkurencji wspólnego rynku. Dziś polskie rolnictwo produkuje w ciągu roku żywność wartą niespełna 10 mld euro, podczas gdy wartość produkcji rolnej UE wynosi prawie 250 mld euro. Według Komisji Europejskiej, tylko 300-400 tys. polskich gospodarstw z 2,1 mln istniejących utrzymałoby się na rynku po otwarciu granic z UE. Nasze obliczenia są bardziej optymistyczne. Roman Jagieliński, były minister rolnictwa, szacuje, że ok. 800 tys. polskich gospodarstw będzie potrafiło konkurować z unijnymi rolnikami. Przeciętny dochód unijnego gospodarstwa to niemal 20 tys. euro rocznie, natomiast w Polsce tylko 7 proc. gospodarstw ma w ciągu roku dochód przekraczający 6 tys. euro.
Na początku lat 90. polskie rolnictwo poczyniło spory postęp w dostosowywaniu się do standardów europejskich, jednak kolejne rządy, zwłaszcza te z udziałem PSL, zapał ten znacznie ostudziły. Politycy wmawiali chłopom, że załatwią im tanie kredyty, ceny gwarantowane, a przede wszystkim zablokują import. Ostatnia susza dowiodła, jakie są konsekwencje wprowadzania barier celnych: ceny zbóż natychmiast wzrosły. Znaczna część rolników uwierzyła "obrońcom ludu" i przyzwyczaiła się do bierności. Teraz myślą, że przeczekają jeszcze trzy, cztery lata, a później przejdą na utrzymanie UE.
Trudno nie przyznać racji komisarzowi Unii Europejskiej ds. rolnictwa Franzowi Fischlerowi, który twierdzi, że pełne zastosowanie wspólnej polityki rolnej w Polsce raczej utrwaliłoby anachroniczną strukturę rolną, niż ją zmieniło. Już sama perspektywa uzyskania takich dopłat zlikwidowałaby motywację do szukania lepszej pracy poza rolnictwem, a przedstawiciele gorzej płatnych zawodów zastanawialiby się nad powrotem na wieś. Zwiększyłaby się w ten sposób liczba rolników i tym samym beneficjentów unijnych dotacji. Nasza wieś nie powinna się zatem spodziewać manny z Brukseli.
Należałoby się wobec tego zastanowić nad istotnym przesunięciem akcentów w negocjacjach. Obok żądań pełnego zastosowania wspólnej polityki rolnej i objęcia polskich rolników dopłatami trzeba się równie zdecydowanie domagać szerszego dostępu Polski do funduszy strukturalnych, aby przyspieszyć rozwój wiejskiej infrastruktury, tworzyć nowe miejsca pracy w sferze usług i przetwórstwie rolnospożywczym. Do realizacji tego celu potrzeba kompleksowego programu przemian agrarnych oraz stworzenia zbliżonych do unijnych systemów i instytucji. Musimy zwiększyć wydatki z budżetu związane z finansowaniem zmian strukturalnych na wsi.
Jest oczywiste, że koszty rozszerzenia unii, a zwłaszcza ewentualne zwiększenie nakładów na wspólną politykę rolną w związku z przyjęciem nowych członków, budzą strach i niechęć społeczeństw piętnastki. Akcentowanie przez przedstawicieli naszego rządu twardego stanowiska w sprawie dopłat bezpośrednich (z naszego punktu widzenia zrozumiałe) na pewno nie przysparza nam sympatii. Przeciętni Niemcy, Brytyjczycy czy Holendrzy doskonale zdają sobie sprawę, że w dużej mierze to oni właśnie poniosą koszty tej solidarności. Słuchając naszego ministra rolnictwa, można odnieść wrażenie, że do wrót Unii Europejskiej puka druga Grecja - kraj, który otrzymywał gigantyczne środki z europejskich funduszy, m.in. na restrukturyzację rolnictwa, ale większość z nich przejadał. Warto byłoby więc, aby z Warszawy jak najszybciej wysłano sygnał, że obecnie - kilka lat przed wejściem do wspólnoty - nie zamierzamy tylko wyciągać rąk do Brukseli. Z równą, a może i większą determinacją niż w wypadku dopłat bezpośrednich polski minister powinien się domagać przyspieszenia wypłat z funduszu SAPARD (przedstawiciele unii mówią już o kilkumiesięcznych opóźnieniach), gdyż są to pieniądze, który pozwoliłyby szybciej zmieniać oblicze polskiej wsi.
Więcej możesz przeczytać w 27/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0