Korek w nodze

Korek w nodze

Dodano:   /  Zmieniono: 
Większość Polaków cierpiących na przewlekłą niewydolność żylną leczonych jest niewłaściwie
Ponad połowa spośród kilkunastu milionów Polaków cierpiących na przewlekłą niewydolność żylną nigdy nie konsultowała się w tej sprawie z lekarzem. Tysiące cierpiących na owrzodzenie podudzi (jeden z objawów zaawansowanego schorzenia) ma kłopoty z chodzeniem, codziennie smaruje nogi maściami, zawija bandażami i wstydzi się choroby. W wielu krajach europejskich niewydolność żylna została uznana za problem społeczny. W Polsce często traktowana jest jako defekt kosmetyczny. Przeciwdziałać temu ma powstała niedawno Koalicja na rzecz Nóg, w której skład weszli przedstawiciele flebologii (stosunkowo nowej dziedziny medycyny zajmującej się chorobami żył).
W drugiej połowie ubiegłego roku dzięki francuskiej firmie farmaceutycznej Servier Polska 804 losowo wybranych lekarzy z całego kraju przebadało pod kątem przewlekłej niewydolności żylnej ponad 40 tys. Polaków. Opublikowane kilkanaście dni temu wyniki wykazały, że aż 47,3 proc. kobiet cierpiało na jakąś postać tej choroby (u niemal 70 proc. z nich stwierdzono I lub II stopień zaawansowania - pod skórą występowały tzw. pajączki, czyli drobne naczynia krwionośne, bądź żylaki). U mężczyzn odsetek ten wyniósł 36,2 proc. Na owrzodzenie podudzi cierpiało 8-10 proc. wszystkich zdiagnozowanych osób. 62 proc. nigdy nie było leczonych na przewlekłą niewydolność żylną. W badanej grupie było 3,8 tys. kobiet w ciąży; schorzenie wykryto u 24,7 proc. z nich. To bardzo wysoki odsetek, gdyż większość pacjentek nie ukończyła trzydziestego roku życia. Wyników tych nie można uznać za reprezentatywne dla całej populacji, ale - zdaniem specjalistów - rzeczywiste liczby niewiele się różnią.
- Przyczyną choroby poza uwarunkowaniami genetycznymi jest praca stojąca lub siedząca. Wielogodzinny bezruch prowadzi do zastoju krwi w żyłach nóg i osłabienia znajdujących się w nich zastawek, dzięki którym płynie ona we właściwym kierunku, do serca. Uszkodzone zastawki nie spełniają swojej funkcji i krew zaczyna zalegać w kończynach, pojawia się uczucie ciężkości nóg, obrzęki, nocne skurcze łydek - mówi prof. Wojciech Noszczyk, specjalista krajowy do spraw chirurgii naczyń.
Większość osób nie zdaje sobie sprawy, że dolegliwości, które odczuwają, spowodowane są poważnym schorzeniem, i nie szuka pomocy u lekarza. Nie leczona choroba prowadzi do ciężkich powikłań. Pojawiają się nawracające zapalenia żył, dochodzi do ich rozdęcia i poszerzenia, czyli do powstania żylaków. Zaburzenia odpływu krwi z kończyny sprawiają, że nawet zwykłe ukłucie komara może prowadzić do owrzodzenia skóry. Połowa owrzodzeń goi się ponad rok
(w Wielkiej Brytanii leczenie jednego kosztuje tysiąc funtów rocznie).
W chorych żyłach tworzą się zakrzepy. Nawet duży, półmetrowy, "zasiedziały" zakrzep nie jest stabilny. Jego fragment może się oderwać od ściany naczynia, wraz z krwią przedostać się do serca oraz płuc i spowodować zator. Małe zatory są często nie zauważane. Jeśli oderwany zakrzep jest duży, może doprowadzić do niewydolności oddechowej, a nawet śmierci. W samych tylko Niemczech z powodu zatoru płucnego umiera ok. 30 tys. osób rocznie.
- Gdyby wszyscy Polacy cierpiący na przewlekłą niewydolność żylną zechcieli od razu rozpocząć terapię, zabrakłoby miejsc w szpitalach. Chorzy (na szczęście dla służby zdrowia) najczęściej nie chcą się jednak leczyć. Wielu boi się ewentualnych powikłań po usunięciu żylaków, nie wiedząc, że zdarzają się one bardzo rzadko - mówi prof. Noszczyk. Pacjenci często uważają, że skoro mogą jeszcze chodzić, a ból jest do wytrzymania, to nie muszą iść do lekarza. - Zgłaszają się do specjalisty najczęściej wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana, żylaki są bardzo widoczne i bolesne, pojawia się owrzodzenie podudzi - mówi dr Marek Ciecierski z Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej w Szpitalu Wojewódzkim w Bydgoszczy. Przeciętny Polak niewiele wie o tym schorzeniu. Pacjenci przeważnie nie odróżniają chorób tętnic od chorób żył. Przy zaawansowanej chorobie tętnic kończynę trzeba czasami amputować. Wiele osób błędnie sądzi, iż amputacja grozi również w wypadku żylaków, dlatego boją się, że lekarz zaproponuje taką radykalną terapię.
Istnieje wiele odmian przewlekłej niewydolności żylnej, a każdą z nich leczy się inaczej. Kilka lat temu stworzono międzynarodową klasyfikację tego schorzenia: lekarz musi ocenić zmiany chorobowe pod względem klinicznym i etiologicznym oraz precyzyjnie wskazać ich umiejscowienie i mechanizm powstania. - Ocena taka nie jest możliwa bez specjalistycznego sprzętu, jakim jest ultrasonograf z podwójnym obrazowaniem (duplex scan). Nie tylko mierzy on wielkość przepływu żylnego, ale również dostarcza ultrasonograficznego obrazu badanych naczyń. W Polsce jedynie nieliczne ośrodki dysponują takim urządzeniem. Z powodu niedokładnej klasyfikacji schorzenia ok. 70 proc. chorych na przewlekłą niewydolność żylną leczonych jest niewłaściwie - twierdzi prof. Arkadiusz Jawień z Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej Akademii Medycznej w Bydgoszczy.
Leczenie żylaków polega przede wszystkim na chirurgicznym usunięciu. Inną metodą jest wstrzykiwanie w nie leków powodujących ich zarastanie. - Efekt ten można również uzyskać dzięki niskim temperaturom, tzw. krioterapii. Wprowadzona do żyły sonda chłodzona podtlenkiem azotu wywołuje zbliznowacenie i zarastanie ścian żyły. Można nią także usuwać żylaki. Zabieg pozostawia minimalną bliznę - mówi dr Jerzy Kolasiński, członek American Academy of Cosmetic Surgery. - Operacje żylaków, jako że są stosunkowo bezpieczne i nieskomplikowane, często powierza się mało doświadczonym chirurgom. Dlatego efekt nie zawsze jest zadowalający - szybko dochodzi do nawrotu choroby. Po dobrze wykonanym zabiegu nawroty nie występują wcale lub dopiero po wielu latach. W ten sposób usuwa się jednak tylko skutki, a nie przyczynę choroby, dlatego patologiczne zmiany mogą się pojawić w nowych żyłach - twierdzi doc. Piotr Ciostek z Katedry i Kliniki Chirurgii Akademii Medycznej w Warszawie.
Bardzo dobre wyniki, zwłaszcza we wczesnych fazach choroby, daje również leczenie uciskowe (pończochy lub bandaż elastyczny). Metoda ta, choć efektywna, jest dosyć uciążliwa, szczególnie latem. Od kilku lat dostępne są równie skuteczne leki doustne, zawierające flawonoidy lub wyciąg z nasion kasztanowca. Uszczelniają one ściany naczyń krwionośnych, zapobiegają tworzeniu się obrzęków, przywracają naczyniom elastyczność i odporność na uszkodzenia. Podobnie działają też maści i żele, ale powinno się je stosować głównie w początkowym okresie niewydolności żył powierzchniowych. Doustne leki oddziałują na organizm systemowo, niwelując zaburzenia mikrokrążenia, uważane za przyczyny objawów. Osoby z grupy ryzyka powinny je przyjmować profilaktycznie.
Najłatwiejszym sposobem zapobiegania chorobie jest ułatwianie odpływu krwi z kończyn dolnych na przykład dzięki częstemu ich unoszeniu, unikaniu długiego stania lub siedzenia, a jeśli nie jest to możliwe: robieniu częstych przerw na krótki spacer. Zalecane jest również pływanie, niezbyt forsowna jazda rowerem oraz taniec. Osoby z przewlekłą niewydolnością żylną nie powinny odbywać długich podróży samolotem. Podczas jazdy samochodem muszą robić częste przystanki. Powstawaniu żylaków sprzyja wysoka temperatura, dlatego należy unikać intensywnego opalania, depilacji nóg woskiem, sauny, gorących kąpieli. Nie powinno się spożywać pokarmów wywołujących zaparcia, które utrudniają krążenie żylne w nogach. Do grupy ryzyka należą między innymi osoby otyłe i w zaawansowanym wieku (wtedy elastyczność naczyń krwionośnych słabnie). W wypadku 70 proc. chorych dolegliwości są dziedziczne: ryzyko zachorowania wzrasta dwukrotnie, gdy jedno z rodziców ma żylaki, i trzykrotnie, gdy cierpi na nie ojciec i matka.
Koalicja na rzecz Nóg rozpocznie w lipcu zakrojone na szeroką skalę działania profilaktyczne. Podczas dni otwartych aż do września w wybranych przychodniach największych miast przeprowadzane będą kompleksowe badania diagnostyczne. Każdy będzie mógł skorzystać z bezpłatnej konsultacji lekarskiej i poddać się badaniu duplex scan, czyli komputerowemu pomiarowi dynamiki przepływu krwi w układzie żylnym oraz ocenie sprawności zastawek. Po zdiagnozowaniu lekarz zaleci odpowiednią terapię.

Więcej możesz przeczytać w 27/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0