Smak strachu

Smak strachu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Javier Marias odnawia na świecie zainteresowanie literaturą hiszpańską
Hiszpan Javier Marias (urodzony w 1951 r.), autor poczytnych powieści, zadebiutował w 1969 r. książką "Los dominios del lobo". Potem wydał "Mężczyznę sentymentalnego" (1986 r.), "Todas las almas" (1989 r.), ale światowy rozgłos przyniosła mu dopiero opublikowana w roku 1996 powieść "Serce tak białe". Muza wydała ją właśnie w doskonałym przekładzie Carlosa Marrodana Casasa, a ja polecam jako bardzo ciekawą lekturę na wakacje.
Jest to utwór niezwykły - wyrafinowany, a jednocześnie sensacyjny, budzący nie słabnące aż do ostatniej strony zainteresowanie czytelnika, ponieważ dopiero na końcu poznajemy najważniejszą tajemnicę fabuły (jak w najlepszym kryminale). Książka jest tragiczna i żartobliwa zarazem, budzi grozę i śmiech. Piękny tytuł "Serce tak białe" określa skomplikowaną naturę człowieka, bojącego się wiedzy o potwornościach życia. To serce krwawi, gdy odkrywają się nam tajemnice życia, o których wolelibyśmy nie wiedzieć.
Oto z pierwszego zdania dowiadujemy się, że panna młoda, która "niedawno wróciła z podróży poślubnej, udała się do łazienki, stanęła przed lustrem, rozpięła bluzkę, zdjęła stanik, odszukała serce i przyłożyła do piersi lufę pistoletu należącego do jej ojca, który z częścią rodziny i z trójką dzieci siedział w jadalni". Dlaczego to zrobiła, dowiemy się dopiero pod sam koniec powieści. W pierwszym rozdziale mamy szczegółową opowieść o zamieszaniu towarzysko-kulinarnym, zdumieniu gości, krztuszeniu się papy kęsem wziętego właśnie do ust mięsa, dezorientację służby, która nie wie, co począć z daniami na biesiadnym stole, niepotrzebnie dodając do nich wielki lodowy tort, skazany w tych warunkach na zmarnowanie. Przemieszanie wydarzeń śmiertelnie poważnych z problemami bagatelnymi, uczuciowej paniki zaskoczonych ludzi z ich samoobronnymi odruchami, potrzeby dzikiego krzyku z nakazami powściągliwości, wyznaczonymi przez dobre wychowanie - wszystko to mieści się na pierwszych sześciu stronach, dając od razu czytelnikowi pojęcie, z jakim literackim mistrzostwem ma do czynienia. Oto przykład długich, ale świetnie skonstruowanych zdań, które niosą w sobie jednocześnie tragedię i groteskę:
"Gdy rozległ się wystrzał, mniej więcej pięć minut po odejściu dziewczynki od stołu, ojciec zamiast zerwać się z miejsca, zamarł z pełnymi ustami na kilkanaście sekund, nie ważąc się przegryźć kęsa, ani go przełknąć, ani tym bardziej wypluć na talerz; a kiedy wreszcie zerwał się na nogi i pobiegł do łazienki, ci, którzy ruszyli za nim, widzieli, jak ujrzawszy skrwawione ciało córki i chwyciwszy się za głowę, nieustannie przekłada kęs mięsa w ustach, z prawa na lewo i z lewa na prawo, nie mając pojęcia, co z nim począć".
Dramat zostaje skojarzony ze śmiesznością, ostateczny, samobójczy czyn córki z zatrważającą nieporadnością ojca, z drobnym, komicznym szczegółem. Tego rodzaju drobiazgi mają tu wielkie znaczenie. Vladimir Nabokov w wydanych obecnie po polsku "Wykładach o literaturze" (które prowadził dla amerykańskich studentów), przywiązywał ogromną wagę właśnie do szczegółów i zapewne doceniłby styl Javiera Mariasa, gdyby mógł znać jego książkę.
Tak będzie skonstruowana cała powieść: zbrodnia skojarzona jest tu z wewnętrzną czystością, wiedza o życiu i o naturze ludzkiej z chęcią pozostania nieświadomym prawdy, ciekawość najgorszego z tchórzostwem strusia, chowającego głowę w piasek. Nie bez powodu powieść otwiera cytat z szekspirowskiego "Makbeta": "Moje ręce mają twoją barwę; lecz wstyd mi, że mam serce tak białe". Lady Makbet wstydzi się swojej niewinności, bo wie, że jest pozorna. Wtajemniczenie w zło łączy się z poczuciem winy, choć to kto inny popełnił czyn.
"Serce tak białe" jest opowieścią o świadomej lub nieświadomej ucieczce przed wiedzą o trudnych prawach życia: przed groteskowymi, choć i groźnymi sprawami polityki, przed trudnymi do uchwycenia niebezpieczeństwami każdego bycia we dwoje, przed wspólnotą i zniewoleniem w małżeństwie, przed obsesjami osobowości, lękami słabych, okrucieństwem silnych. Wydaje się, że najlepiej byłoby nic o tym wszystkim nie wiedzieć i żyć jakby w półmroku, w półśnie.
Najbardziej skomplikowane uczucia są tu pokazywane jakby przez mgłę świadomie pielęgnowanej niewiedzy. Główny bohater decyduje się dość późno na małżeństwo, wyjeżdża w podróż poślubną, wszystko układa się jak najlepiej, a jednak katastroficzna zmora tkwi w nim i tajemniczość otacza go ze wszystkich stron. To on jest synem człowieka, którego żona na pierwszej stronie powieści popełniła samobójstwo. Jego ojciec miał przed tym pierwszą żonę, po samobójstwie drugiej ożenił się z jej siostrą, która także wkrótce umarła. Syn nie starał się dowiedzieć, dlaczego zabiła się jego ciotka, kim była pierwsza kobieta, chociaż w swoim własnym związku nie radzi sobie z lękami i trudnościami. Ojciec także wolał milczeć. Na ostatnich stronach książki narrator w sytuacji przypadkowej, nie widziany w ciemnościach, dowiaduje się strasznej prawdy, wyjaśniającej ów strzał panny młodej. Nie mogę jej tu wyjawić, bo zepsuję lekturę, ale doprawdy z tą tajemnicą trudno byłoby żyć młodej kobiecie o "sercu tak białym".
Jest w powieści także dużo humoru, wynikającego z zawodu narratora: tłumacza na żywo w wielu językach, na najwyższych szczeblach, często na spotkaniach w cztery oczy. Pozwala on sobie wyjątkowo na taką rozmowę, w której ona i on, oboje na wysokich stanowiskach, prowadzą dyskusję o problemach życiowych i uczuciowych, całkowicie wyreżyserowaną przez fantazję tłumacza. Właśnie nie wiedzieli, o czym tu mówić, bo i tak wszystko załatwiają za nich eksperci i specjaliści od kolejnych umów między stronami. W usta angielskiej przywódczyni włożył autor bardzo ciekawe spostrzeżenia, ważne dla sensu powieści. "Ludzie w dużym stopniu kochają, bo ich się zmusza do kochania. Jakikolwiek związek pomiędzy ludźmi to zawsze splot problemów, nacisków, zniewag, również i poniżeń. Wszyscy zmuszają nie tyle do czegoś, czego nie chcemy, ile raczej do tego, o czym nie wiemy, czy chcemy, bo niemal nikt nie wie, czego naprawdę nie chce, a tym bardziej czego chce naprawdę i nie ma sposobu, żeby tego, właśnie tego się dowiedzieć".
Poza tą rozmową, narzuconą podstępnie przez łotrzykowskiego tłumacza, pawia sceneria międzynarodowych zjazdów, konferencji, obrad śmieszy czytelnika w sposób skuteczny, bo autor świetnie zna się na cienkiej ironii i nieco kostycznym humorze cynika. Namalowany przez niego ostrymi barwami krajobraz międzynarodowej dyplomatycznej socjety przypomina niekiedy wesołe miasteczko, w którym dzieci bawią się na różne sposoby, między innymi poprzez stwarzanie grozy, przeżywanie strachu, niebezpieczeństwa itp. Politycy w tej powieści są przede wszystkim mistrzami tworzenia pozorów, toczenia rozmów, które niczego nie rozstrzygają i do niczego w gruncie rzeczy nie zobowiązują. Konkrety są w rękach fachowców. Nie zawsze, niestety, są to fachowcy najwyższej klasy i wielkiej wiedzy. Na dyplomatycznej karuzeli kręcą się także małe i duże łotry. Z nich najbardziej drwi hiszpański literacki "łotrzyk" (wzorujący się na starej, łotrzykowskiej literaturze), autor "Serca tak białego".
Angielska przywódczyni w jego prozie jest osobą bystrą i wtóruje narratorowi: "Ludzie chcą tylko spać, przedwczesne skrupuły sparaliżowały nas, to straszne wyobrażać sobie, co stać się może w wyniku uczynków jeszcze niespełnionych, okropne, dlatego też my, rządzący, jesteśmy tak nieodzowni, jesteśmy tutaj po to, żeby podejmować decyzje, których inni, obezwładnieni swoimi wątpliwościami i brakiem woli, nigdy by nie podjęli. My słuchamy ich strachu". Rola przywódców wymyślona jest częściowo na pociechę, dla poczucia ważności owych marionetkowych figur. Ale smutno-krotochwilna część o wielkiej polityce koresponduje tutaj z ogólnym przeświadczeniem, że strach ludzi przed odpowiedzialnością i czynami jest zmorą ludzkiego życia w każdej dziedzinie.

Więcej możesz przeczytać w 27/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0