Julek, czyli ładna historia

Julek, czyli ładna historia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy Francuzka mówi, że pragnie swego julka, to znaczy, że tęskni za mężem, konkubentem albo kochankiem. Julek to, innymi słowy, najważniejszy i najcenniejszy w życiu Francuzki mężczyzna
Kiedy rodził się Jules Verne, rodzice nie mogli jeszcze wiedzieć, że nadają mu imię dość ryzykowne, ponieważ dopiero w drugiejpołowie XIX wieku przyjęło się we Francji nazywanie julkami - czasami pisanymi małą literą, ale niekoniecznie - rzeczy i osób zazwyczaj nie zaliczanych do kategorii przynoszących zaszczyt. Julek zaczął być w gwarze synonimem nocnika. Marcel Pagnol opisuje w "Moim dzielnym tacie" tragikomiczną sytuację spowodowaną przez ciotkę. Mąż ciotki miał na imię Tomasz, ale ponieważ słyszała, że na wsi właśnie tak nazywano nocniki, zaczęła na wszelki wypadek mówić do niego per Julek - no i, można powiedzieć, trafiła. Widocznie gdzieś tam w Niebiosach postanowiono, że ten osobnik ma się kojarzyć z nocnikiem i koniec. Niebiosa są zapewne miejscem na ogół spokojnym i łagodnym, ale jak się czasami zawezmą na jakiś szczegół naszego losu, to bywa, że naprawdę trudno się wykręcić. Wydział Niebios do spraw Francji zawziął się zresztą nie tylko na wuja Marcela Pagnola, ale na wszystkich obywateli tego kraju noszących imię Jules. Może Verne naraził mu się zbyt śmiałymi pomysłami na przyszłość i zastosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej?
Pewno nigdy się nie dowiemy, jak to tam naprawdę było, bo termin otwarcia archiwów Niebios dla publiczności nie jest nigdzie określony. W każdym razie z biegiem czasu francuskim Juliuszom musiało się robić coraz bardziej łyso, gdyż oprócz nocników julkami zaczęto nazywać także panów w sytuacji zawodowej kojarzonej w Polsce raczej z imieniem Alfons. Dopiero później pojęcie to uogólniło się w potocznym języku i zaczęło oznaczać wszelkich życiowych towarzyszy wszelkich niewiast. Kiedy więc teraz Francuzka mówi, że pragnie swego julka, nie należy biec do niej usłużnie z nocnikiem, tylko domyślić się, że tęskni za mężem, konkubentem albo kochankiem. Julek to, innymi słowy, ten najważniejszy i najcenniejszy w życiu kobiety mężczyzna. Tak rozumiani francuscy julkowie mają nawet swoje święto - w imieniny Juliusza, 12 kwietnia.
Poważny instytut sondażowy IPSOS postanowił właśnie przy okazji tegorocznego święta przepytać reprezentatywną próbę Francuzek, co też myślą o swoich julkach. Z opublikowanych niedawno rezultatów ankiety wynika przede wszystkim, że do zyskania poczucia bezpieczeństwa - bo o to kobietom głównie chodzi, kiedy wyłuskują sobie julków z bezimiennego tłumu samców - typowej Francuzce potrzebny jest raczej ktoś w typie Woody’ego Allena niż Sylvestra Stallone. Ponad połowa deklaruje, że najłatwiej je uwieść ciekawą osobowością i charakterem, jedna czwarta dodaje do tego poczucie humoru, ale inteligencję wymienia już tylko 13 proc., i to raczej z wyższych przedziałów wiekowych. Wynikałoby z tego, że spora część młodych respondentek wysoko ceni humor głupawy, byle przedstawiony z charakterem. Mimo to potencjalny uwodziciel we Francji powinien się zajmować raczej kulturą niż kulturystyką. Zaledwie 4 proc. ankietowanych powiada, że przede wszystkim urzeka je wygląd zewnętrzny. Wszystko wskazuje zatem na to, że Francuz chcący mieć szanse na przedłużenie gatunku powinien mieć ujmujący charakter, a jeśli przy tym dobrze wygląda, to jeszcze lepiej, ale wcale nie musi. Aparycja stała się czymś w rodzaju wyposażenia dodatkowego w najbardziej luksusowych samochodach: jeżeli ma podgrzewaną kierownicę, to świetnie, ale z chłodną też pojedzie jak należy. Nawet jeśli przyjąć szeroki margines błędu (część badanych może się okazać rozkosznymi kłamczuszkami, które same sobie chcą się przedstawić w lepszym, modnym, "bardziej intelektualnym" świetle, a jak zobaczą rosłego przystojniachę, to skarpetki zsuwają się same po omdlałych z wrażenia kostkach), to i tak tendencja jest statystycznie zbyt wyraźna, żeby nie uznać jej za dominującą.
Są jednak rzeczy, których panie julkom nie przepuszczą. Pomińmy już drobiazgi, których nie zniosłyby u żadnego mężczyzny, ale julkowi wybaczają - jak bałaganiarstwo, słaby udział w pracach domowych i ostrą jazdę samochodem. Pomińmy, bo są rzeczy, które mogą zgubić nawet julka. Aż 30 proc. respondentek wyprowadziłoby z równowagi stwierdzenie u julka przejawów "złej woli".
17 proc. nie wytrzymałoby zbytniej drażliwości i skłonności do obrazy, 16 proc. - nadmiernego roztargnienia, 15 proc. - niezdecydowania, a 14 proc. - nieustannego samozadowolenia. Ta ostatnia cecha szczególnie drażni Francuzki o wysokim poziomie zarobków.
Prawie 40 proc. ankietowanych zapewnia, że julek jest ich wielką miłością "na śmierć i życie", a tylko 24 proc. żyje z nim jedynie "z dnia na dzień" lub zgoła traktuje ten związek jako "etap w oczekiwaniu na coś lepszego" (co ciekawe, mówi tak aż 8 proc. kobiet w wieku powyżej 70 lat). Wreszcie przyjemności intymnych najwięcej Francuzek (ponad jedna trzecia) zażywa, "gdzie julek chce i kiedy chce". Czyli, w sumie, jak dobrze popatrzeć, mimo wszelkich obciążeń historycznych nie jest źle być julkiem.

Więcej możesz przeczytać w 27/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0