Obecność kandydatów i nieobecność twórców

Obecność kandydatów i nieobecność twórców

Dodano:   /  Zmieniono: 
Paryż kiedyś był wart mszy, Warszawa może być warta pielgrzymki, tylko czy ta pielgrzymka była warta Warszawy?
Ruszyła kampania wyborcza - no może nie tyle kampania, ile rozpruł się worek z rejestracjami komitetów wyborczych. Rejestrowali się kandydaci o różnym poziomie wykształcenia, m.in. Aleksander Kwaśniewski, który tym razem podał, że ma wykształcenie średnie. Może przemawia przez niego zwykła ludzka pokora i skromność? Może ta sama, która każe mu pielgrzymować do Rzymu.

Paryż kiedyś był wart mszy, Warszawa może być warta pielgrzymki, tylko czy ta pielgrzymka była warta Warszawy? Ja na tę pielgrzymkę nie pojechałem, ale myślę, że tak naprawdę brakowało tam jednej osoby. Mam tu na myśli księdza profesora Józefa Tischnera. Tak się zwykle zdarza, że dojmujący brak człowieka odczuwamy już po jego odejściu. Towarzyszyłem autorowi "Etyki Solidarności" w jego ostatniej ziemskiej drodze. Przedtem jeszcze, z Paryża, gdzie dopadła mnie wiadomość o Jego śmierci, wysłałem następujący list.
Łączę się z Akademią w bólu po stracie księdza profesora Józefa Tischnera. Odszedł od nas nie tylko kapłan, ale i nauczyciel. A w swoim nauczaniu przyjmował różne role, pokazywał różne twarze. Nie mnie oceniać dorobek filozoficzny i teologiczny Księdza Profesora. Ale jako kapelan "Solidarności" i jako autor "Etyki Solidarności" miał dar uświadamiać nam rzeczy, które czyniliśmy instynktownie. Miał dar zadawania nam pytań, które powinniśmy sobie zadać, i wyciągał pomocną dłoń w udzielaniu odpowiedzi. Nie narzucał swoich sądów, ale potrafił wskazać właściwą drogę ku prawdzie. To cechy prawdziwego Nauczyciela, który kocha swoich uczniów tak samo jak prawdy, które im przekazuje. Mam ten przywilej nazywać się - w jakiejś mierze - jego uczniem.
Był też człowiekiem radosnym. Myślę tu nie tylko o jego poczuciu humoru, myślę o specyficznym stosunku do świata. Mało jest ludzi, którym żywot ziemski dostarcza tyle radości. Ileż trzeba mądrości, żeby w najtrudniejszych chwilach zachowywać tyle pogody, a w chwilach podniosłych tyle pokory. Ostatnie miesiące życia świętej pamięci księdza Józefa pokazały, jak można godnie i pięknie stawiać czoło temu, co bolesne i co nieuchronne. Do tego trzeba prawdziwego filozofa.
Prawdziwego mędrca trzeba też, aby przełożyć historię filozofii na góralski, na język prostych ludzi. Jeżeli ktoś potrafi tyle - potrafi wszystko. Dlatego strata Księdza Profesora jest tak bolesna dla Akademii. Wiem, że będzie żył w sercach i umysłach swoich uczniów. Mam jednak i tę bolesną wiedzę, że już następnych uczniów mieć nie będzie. To wielka strata dla nauki, Kościoła, Kraju.
Józek Tischner był jak jego nazwanie - łączył niemiecką rzetelność z góralskim temperamentem. Będę się za Niego modlił, ale nie słowami o wiecznym odpoczywaniu. Będę prosił Boga, by dał Swojemu Słudze Józefowi jak najwięcej zatrudnień, jak najwięcej problemów do rozwiązania. Wiem, że on by tego pragnął.
List ten skierowałem na ręce Jego Magnificencji księdza biskupa Tadeusza Pieronka, rektora Papieskiej Akademii Teologicznej. Kapłan nie pozostawia sierot w dosłownym tego słowa znaczeniu. Sierotami po nim jest jego owczarnia, a po nauczycielu jego uczniowie. Brakowało go w Narodowej Pielgrzymce Wielkiego Jubileuszu 2000. Zaniósłby przed ołtarze mądre i niezależne myślenie. Zamiast tego naszą ojczyznę reprezentowały rachuby na doraźne korzyści polityczne. Nie spytam nawet, co godniejsze.
Następna strata to odejście autora "Dziennika pisanego nocą". Dla mnie też jest to strata ogromnie bolesna. Gustaw Herling-Grudziński był osobowością i pisarzem wymiaru nieprzeciętnego. Pamiętam swoje spotkanie z Nim poprzez Jego książkę. Po sierpniu 1980 r. powstawały - z książek tzw. drugiego obiegu - biblioteki zakładowe "Solidarności". "Inny świat" był jedną z najbardziej poczytnych książek. Wtedy i ja się z nią zapoznałem. Był to dla mnie ogromny wstrząs. Miałem świadomość, że nie jest to inny świat, lecz właśnie ten świat, w którym przyszło mi żyć, doprowadzony do swoich absurdalnych skrajności. To stwarzało motywację i dodawało sił do walki. Nigdy za ten dar nie zdołałem panu Gustawowi podziękować. Spośród tych, którzy odeszli, najbardziej żal nam tych, którym nie zdążyliśmy podziękować. Jednocześnie ubolewam, że nie powstanie już żaden nowy zapis w "Dzienniku pisanym nocą" i pan Gustaw nie wymierzy już sprawiedliwości widzialnemu światu. Żal.

Więcej możesz przeczytać w 29/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0