Era telekomów

Era telekomów

Dodano:   /  Zmieniono: 
"BusinessWeek": 1000 największych firm świata
Kiedy Vodafone AirTouch, brytyjski operator telefonii komórkowej, przejmował w lutym tego roku niemieckiego Mannesmanna, płacąc ok. 12,4 tys. USD za każdego abonenta, podniosły się głosy, że Vodafone grubo przepłacił. Na tym nie skończyła się jednak "rozrzutność" brytyjskiej firmy: trzy miesiące później zapłaciła 8,7 mld USD za licencję na oferowanie usług telefonii komórkowej trzeciej generacji (UMTS). Jeszcze kilka lat temu takie wydatki na pewno wprowadziłyby w konsternację inwestorów, przyczyniając się do gwałtownego spadku kursu akcji firmy postępującej tak ryzykownie. Ale nie w erze telekomów: w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wartość akcji Vodafone wzrosła o ponad jedną czwartą. To wystarczyło, by ten koncern - warty 278 mld USD - awansował na szóstą pozycję w rankingu największych firm świata, sporządzanym rokrocznie przez tygodnik "BusinessWeek". Rok temu zajmował siedemdziesiąte miejsce.
Czym różni się ten ranking od innych list największych firm świata? Większość takich zestawień sporządzana jest na podstawie takich kryteriów, jak wielkość obrotów czy wielkość zysków. "Business Week" opracowuje listę najbardziej wartościowych firm świata. Jedyne stosowane przez pismo kryterium to wartość firmy, obliczana przez pomnożenie ceny jednej akcji przez liczbę akcji znajdujących się w obrocie giełdowym.
Czy początek XXI w. będzie zatem należał do potentatów telekomunikacyjnych? Czy inwestycje w akcje Vodafone, Nokii, Deutsche Telekom okażą się w najbliższych miesiącach najbardziej opłacalne? Wszystko na to wskazuje. Podwoiła się liczba firm sektora telekomunikacyjnego, okupujących czołowe miejsca rankingu (w tym roku wśród dwudziestu pięciu największych spółek dziesięć było związanych z tą branżą, w 1999 r. - jedynie pięć). Najszybciej rosną w siłę firmy oferujące najnowocześniejsze sposoby komunikacji, czyli właściciele (bądź udziałowcy) sieci telefonii komórkowej: Vodafone, NTT Docomo, spółka-córka Nippon Telegraph&Telephone (awans z 27. na 8. miejsce) czy France Telecom (skok z 43. na 25. lokatę). Na wartości zyskują też dostawcy sprzętu dla operatorów telefonii komórkowej: do pierwszej trzydziestki największych firm świata wskoczyły przedsiębiorstwa skandynawskie - Nokia (awans z 38. na 9. pozycję) oraz Ericsson (z 77. na 22.).
Ericsson, firma działająca od 124 lat, bezbłędnie wyczuwa potrzeby rynku. W najbliższych latach zamierza nie tylko utrzymać pozycję lidera w dziedzinie tworzenia i dostarczania sieci i aparatów telefonii komórkowej dla całej Europy, ale też zainwestować niemałe pieniądze w działalność internetową. Ericsson już dziś jest liderem w technologii WAP - produkuje najwięcej (sześć) modeli telefonów oferujących dostęp do sieci za pośrednictwem WAP. Analitycy londyńskiego Credit Suisse First Boston oceniają, że Eric-sson może mieć nawet pięćdziesięcioprocentowy udział w rynku dostawców sprzętu dla telefonii trzeciej generacji UMTS. A to oznaczałoby, że w przyszłym roku dochody firmy wzrosną o kolejne 27 proc.
Największym przegranym w tegorocznym zestawieniu jest Bill Gates. Wprawdzie jego majątek wyceniany jest przez Wall Street na 90 mld USD, ale jego firmie nie wiedzie się najlepiej. Wartość Microsoftu, nieustannie oskarżanego o nadużywanie pozycji monopolistycznej, stojącego przed koniecznością podziału firmy na kilka mniejszych, od maja 1999 r. spadła o 22 proc. W efekcie w rankingu tygodnika "Business Week" Microsoft został zdetronizowany nie tylko przez General Electric, który przesunął się z drugiego na pierwsze miejsce, ale także przez Intela (skok z ósmego miejsca) i Cisco Systems (awans z dziewiątej pozycji). Wartość rynkową Microsoftu wyceniono na 322,8 mld USD, podczas gdy jeszcze niedawno "Financial Times" donosił, że amerykański gigant komputerowy był największą firmą roku 1999, a jego kapitalizację szacowano na 586,2 mld USD. Co jest przyczyną tak gwałtownych wahań? Z jednej strony, wrażliwość nowej ekonomii i świadomość, że "wirtualne" dolary nie są nikomu dane na zawsze, z drugiej - o czym często sygnalizują analitycy - fakt, iż Microsoft przespał pierwsze lata internetowej rewolucji. Mimo że koncern Gatesa próbuje nadrobić stracony czas, nie nadąża za tempem narzucanym przez mniejsze, ale bardziej efektywne firmy sektora high-tech.
W sytuacji, gdy cały świat mówi o wszechpotędze Internetu i przyszłości e-handlu, a Andy Grove, współzałożyciel i prezes Intela, twierdzi, że za pięć lat wszystkie firmy albo będą internetowe, albo nie będzie ich wcale, General Electric powrócił na pierwsze miejsce rankingu. Tym samym filar starej ekonomii zdaje się kpić z ostrzeżeń Grove’a i stawia pod znakiem zapytania sens wrzawy, jaka zapanowała wokół sektora high-tech. Co zdecydowało o triumfie amerykańskiego koncernu elektronicznego, wzroście jego wartości o 55 proc. i przewadze (przekraczającej 100 mld USD) nad drugim w klasyfikacji Intelem? Najprawdopodobniej przyczyna tkwi w kondycji amerykańskiej gospodarki. Nieustanny spadek wartości euro sprzyja firmom, które dużą część eksportu kierują do Europy. James R. Catalupo, prezes koncernu McDonald’s, szacuje, że dzięki temu w tym roku jego firma osiągnie przychody o ponad 65 mln USD wyższe od ubiegłorocznych. Ale w tegorocznym rankingu McDonald’s spadł z 79. na 113. pozycję. Z kłopotami boryka się też Coca-Cola, która - nękana trudnościami w zarządzaniu i spadkiem przychodów - spadła z 11. na 26. miejsce, a Procter&Gamble (przesunięcie z 22. na 51. pozycję) winą za kłopoty finansowe obarczył zwolnionego prezesa zarządu. Na koniunkturę nie mogą natomiast narzekać koncerny paliwowe - stale rosnące ceny ropy naftowej oznaczają, że ich dochody nieustannie rosną.
Nie inaczej wygląda sytuacja na rynkach wschodzących. Również na emerging markets środek ciężkości sukcesywnie przesuwa się w stronę telekomunikacji i teleinformatyki, a tradycyjne sektory gospodarki cieszą się coraz mniejszym zainteresowaniem inwestorów. W takich państwach, jak Hongkong, Tajwan, Korea Południowa, przenoszenie się zainteresowania ze starej na nową ekonomię odbywa się w jeszcze większym tempie. Inwestorzy zawsze szukają przedsięwzięć najbardziej ryzykownych, gdyż potencjalnie przynoszą one największe zyski. Za lokowaniem kapitału w nową ekonomię na przykład w Hongkongu przemawiają dwa niebagatelne argumenty: siedmioprocentowy wzrost PKB oraz potencjał China Telecom, który opanował już ponad 90 proc. chińskiego rynku telefonii komórkowej. W 2003 r. liczba abonentów ma się podwoić, a z usług koncernu będzie korzystać 27 mln Chińczyków.
Telekomunikacja Polska SA nie ma aż tak ambitnych planów, a jeśli jej spółka-córka - Idea - wzorem China Telecom podwoi do końca 2003 r. liczbę abonentów, będzie ich niewiele ponad dwa miliony. Mimo to astronomiczne przychody, będące wynikiem monopolistycznej pozycji na polskim rynku, pozwoliły polskiemu operatorowi zająć 27. miejsce w zestawieniu 200 największych firm emerging markets. "Business Week" wycenił jego wartość rynkową na niewiele ponad 10 mld USD. TP SA jest największą firmą w Europie Środkowej i Wschodniej - następna, węgierski Matav (również telekom) zajmuje dopiero 48. miejsce. Gdyby przedsiębiorstwa z rynków wschodzących notowane były w głównym zestawieniu, TP SA znalazłaby się na początku drugiej pięćsetki. Jej wartość rynkowa jest wprawdzie ponadpięćdziesięciokrot-nie niższa niż General Electric, ale porównywalna z tak znanymi firmami, jak Marks&Spencer, Union Pacific, Christian Dior czy Volvo, a dwukrotnie wyższa od Porsche czy Washington Post.

Więcej możesz przeczytać w 29/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0