Trzeci sektor

Trzeci sektor

Dodano:   /  Zmieniono: 
Współczesne organizacje pozarządowe zdobywają dużą część dochodów, konkurując z prywatnymi firmami i organizacjami publicznymi o pieniądze konsumentów i podatników
W debatach publicznych często słyszymy wyrażenie "społeczeństwo obywatelskie". Jest ono niezbyt chyba trafnym polskim odpowiednikiem angielskiego terminu civil society. W obu wypadkach chodzi o tę część działalności społeczeństwa, która jest organizacyjnie odrębna od państwa i od przedsiębiorstw, tworzących główną część strony podaży w gospodarce. Stąd inne nazwy: "trzeci sektor", "sektor pozarządowy" czy też sektor organizacji nie działających dla zysku (ang. non-profit sector). Nie są to określenia identyczne, ale bliskoznaczne. We wszystkich chodzi głównie o organizacje mające formę stowarzyszeń i fundacji.
Alexis de Tocqueville w słynnej książce "Demokracja w Ameryce" już ponad 150 lat temu zwrócił uwagę na dużą skłonność Amerykanów do dobrowolnego stowarzyszania się, by osiągnąć cele inne niż polityczne i gospodarcze (zarobkowe). Tym między innymi odróżniały się - jego zdaniem - Stany Zjednoczone od skostniałej Europy. Wiele obserwacji wybitnego Francuza zachowało aktualność do dzisiaj. Od jego czasów świat się jednak zmienił, a wraz z nim i trzeci sektor. Do niedawna niewiele na ten temat wiedzieliśmy. Tę poznawczą lukę redukuje międzynarodowy projekt badawczy, realizowany od 1999 r. na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa w USA pod przewodnictwem Lestera M. Salomona i Helmuta K. Anheira. Badania dotyczą głównie siedmiu rozwiniętych krajów OECD - USA, Japonii, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch i Szwecji. Autorzy operują nazwą: "sektor nie pracujący dla zysku" (non-profit) i definiują go jako zbiór organizacji, które mają pięć wspólnych cech:
1) są sformalizowane, tzn. są zarejestrowanym stowarzyszeniem lub fundacją;
2) są organizacyjnie odrębne od państwa;
3) nie dążą do zysku (w sensie formalnoprawnym);
4) są samorządne;
5) są dobrowolne w znaczącym stopniu.
Sektor pozarządowy zdefiniowany przez wymienione pięć cech obejmuje również ugrupowania polityczne oraz instytucje religijne. I takie jest w istocie prawidłowe szerokie ujęcie owego sektora. Wspomniane organizacje zostały jednak wyłączone z zakresu badań w omawianym projekcie.
Na uwagę zasługują wyniki badań dotyczących pierwszej połowy lat 90., zawarte w książce "The emerging non-profit sector. An overview":
1. Organizacje pozarządowe stanowią dużą siłę ekonomiczną, zatrudniającą 11,8 mln pracowników. Przypada na nie przeciętnie 5 proc. miejsc pracy ogółem i ponad 12 proc. miejsc pracy w usługach. Oprócz etatowych pracowników sektor pozarządowy obejmuje także ochotników (wolontariuszy), których działalność stanowi ekwiwalent pracy 4,7 mln pracowników.
2. Bieżące wydatki omawianego sektora stanowiły ponad 600 mld dolarów, co odpowiadało 4,5 proc. PKB siódemki.
3. Sektor pozarządowy wykazuje szybki wzrost. W wypadku trzech krajów, dla których udało się zgromadzić dane (USA, Francji, Niemiec), przypadło nań przeciętnie 13 proc. przyrostu netto nowych miejsc pracy między rokiem 1980 a 1990.
4. Relatywne rozmiary sektora pozarządowego są różne w różnych krajach. Przewagę zachowały tu Stany Zjednoczone, gdzie przypada nań niemal 7 proc. całego zatrudnienia.
We Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii organizacje pozarządowe tworzą 3-4 proc. miejsc pracy. Jeszcze mniejszy udział w zatrudnieniu mają one w Japonii.
5. Około 75 proc. wydatków organizacji pozarządowych w badanych krajach przypadło na cztery dziedziny: oświatę i badania, usługi zdrowotne, usługi socjalne oraz kulturę i rekreację, choć w poszczególnych krajach proporcje były różne. W Japonii i Wielkiej Brytanii obszarem koncentracji jest oświata, w Niemczech i USA - zdrowie, we Francji i we Włoszech - usługi socjalne.
6. Klasyczny model organizacji pozarządowej przewidywał, że jest ona finansowana głównie z dobrowolnych wpłat członków i sympatyków, a nie ze środków budżetowych (czyli pieniędzy podatników) czy sprzedaży usług na rynku. Rzeczywistość jednak daleko odbiega od tego modelu. Biorąc wspomniane siedem krajów jako całość, autorzy odkryli, że tylko 10 proc. dochodów organizacji pozarządowych pochodzi z dobrowolnych prywatnych datków, natomiast 47 proc. ze sprzedaży usług (czyli ze środków konsumentów), a 43 proc. ze środków budżetowych, m.in. z zamówień publicznych. Innymi słowy, współczesne organizacje pozarządowe zdobywają dużą część swoich dochodów, konkurując z prywatnymi przedsiębiorstwami i organizacjami publicznymi o pieniądze konsumentów i podatników. Znaczenie różnych źródeł finansowania jest różne w poszczególnych krajach. Stosunkowo najbliżej klasycznego modelu są Stany Zjednoczone, gdzie dobrowolne nierynkowe wpłaty stanowią 19 proc. dochodów organizacji pozarządowych, a środki budżetowe - 30 proc. Najdalej zaś są Niemcy - tu odpowiednie liczby wynoszą 4 proc. i 68 proc.
Przedstawione badania pokazują, że współczesne organizacje pozarządowe daleko odbiegły - na dobre lub na złe - od wcześniejszego modelu i związanych z nim chyba do tej pory wyobrażeń. Współczesne organizacje zatrudniają głównie płatnych pracowników, a w dużo mniejszym stopniu osoby pracujące ochotniczo. Finansują się głównie jako dostawcy, którzy konkurują o pieniądze konsumentów i podatników, a w małym stopniu z dobrowolnych nierynkowych wpłat członków i sympatyków. Z innych badań wynika, że wielkie organizacje pozarządowe na Zachodzie stosują metody zarządzania przejęte od sprawnych firm, a niektóre z tych organizacji są ważnymi udziałowcami dużych firm. Sprawia to, że zacierają się różnice między przedsiębiorstwem a profesjonalną organizacją pozarządową. Pozostaje głównie to, że firma może rozdzielać zyski pomiędzy swoich udziałowców, a organizacja pozarządowa powinna je przeznaczać na finansowanie swojej statutowej działalności. W praktyce i z tym bywają niekiedy kłopoty, gdyż zysków można nie wykazywać, podbijając koszty po to, aby dobrze siebie opłacać. Dlatego organizacje pozarządowe wymagają profesjonalnego publicznego nadzoru, aby przeciwdziałać próbom nadużywania ich prawnego modelu do prywatnych celów.
Mówiąc o celach albo lepiej: kierunkach działania organizacji pozarządowych, warto wprowadzić pewne elementarne uporządkowanie. Czynię to już na własny rachunek, wykraczając poza przedstawione wyniki badań. Otóż warto rozróżnić:
1) wywieranie nacisku na władze publiczne (centralne lub lokalne), aby odpowiednio ukształtować tworzone przez nie rozwiązania prawne (na przykład podatkowe lub budżetowe);
2) zabieganie o pieniądze publiczne, by można było sprzedać oferowane przez siebie usługi i w ten sposób uzyskać środki na funkcjonowanie i rozwój.
To rozróżnienie odnosi się do dwóch różnych ról, w jakich może występować organizacja pozarządowa (pomijam tu klasyczną trzecią rolę: starania o nierynkowe wsparcie prywatne). W pierwszej roli organizacja pozarządowa wstępuje do szeroko pojętej sfery politycznej, w drugiej - do sfery gospodarczej. Ta sama organizacja może występować w dwóch rolach jednocześnie. Są jednak jednostki, które specjalizują się w wywieraniu nacisku na władze publiczne, i takie, które głównie oferują określone usługi, czyli specjalizują się w roli dostawców.
Wywieranie nacisku na władze publiczne nie jest samo w sobie ani dobre, ani złe; wszystko zależy od tego, o co chodzi tym, którzy naciskają. Otóż w tej sprawie trzeba odróżnić organizacje czysto lobbingowe od pozostałych. W pierwszym wypadku chodzi o to, aby uzyskać prawny przywilej dla członków zainteresowanej grupy, zwiększający ich dochody kosztem innych grup, zwłaszcza konsumentów. Prawny przywilej może mieć postać ograniczenia konkurencji (podwyższone cła, zamknięcie dostępu do danego zawodu itp.), podmiotowej ulgi podatkowej (na przykład ostatnio uchwalone głosami AWS, PSL i SLD ulgi dla tzw. grup producenckich w rolnictwie) czy zwiększonej dotacji. Organizacjami czystego lobbingu są przede wszystkim związki zawodowe reprezentujące poszczególne branże i branżowo zorientowane organizacje pracodawców.
W Polsce nie ma regulacji dotyczących lobbingu, a duża część mediów traktuje naciski branżowe jako głos społeczeństwa. Co gorsza, w strukturę komisji sejmowych silnie wmontowany jest czysty lobbing. Nie jest rzeczą zdrową dla demokracji, jeśli w parlamencie ważną rolę odgrywają komisje branżowe, w których z kolei dominują przedstawiciele branżowych grup nacisku. Mało kto dostrzega, że "polska norma" (prawo dla służby zdrowia przygotowują lekarze, dla kolejarzy - kolejarze, dla samorządów lokalnych - samorządowcy, dla producentów zbóż - producenci zbóż itp.) jest groźną patologią. Przy tej praktyce interes społeczny (konkretniej: dobro pracobiorców, konsumentów i podatników) jest narażony na ustawiczny atak. Polsce pilnie potrzebna jest reforma parlamentu, która wyrugowałaby zeń lobbing wewnętrzny, oraz jasna regulacja lobbingu zewnętrznego.
Od organizacji czystego lobbingu trzeba odróżnić stowarzyszenia, których członkowie nie wywierają nacisku po to, aby zwiększyć własne dochody kosztem innych ludzi, ale po to, by zwiększyć stopień realizacji innych zadań, które sprawiają im satysfakcję. Ważnym przykładem są organizacje ekologiczne, zabiegające o poprawę stanu środowiska. Są one generalnie ważną i pożyteczną częścią demokratycznego kapitalizmu. Akceptując ten cel, zawsze jednak trzeba się domagać, aby był on osiągany przy użyciu środków, które minimalizują ewentualny uszczerbek dla innych ważnych społecznych celów, na przykład ograniczania bezrobocia. Innymi słowy, przy naciskach na osiąganie "wyższych" celów (tzn. innych niż wzrost dochodów tych, co naciskają) należy zawsze wyważać różne wartości. W praktyce oznacza to, że potrzebna jest fachowa wiedza, która pozwoli na najlepszy dobór środków.
Wreszcie słowo o organizacjach pozarządowych występujących w roli dostawców usług, zabiegających o zamówienia finansowane z budżetu centralnego i z budżetów władz lokalnych. W tej sferze jest w Polsce bardzo dużo do zrobienia. Trzeba rozbić monopol publicznych dostawców. Mają oni uprzywilejowany dostęp do środków publicznych, choć świadczone przez nie usługi mogą być lepiej i efektywniej wykorzystane przynajmniej przez niektóre organizacje pozarządowe. Zwłaszcza w sferze socjalnej uchwalona w 1998 r. ustawa o finansach publicznych umożliwia konkurencję. Organizacje pozarządowe powinny energiczniej korzystać z prawnych możliwości, a władze publiczne - szczególnie samorządowe - wykazywać więcej odwagi w przeciwstawianiu się publicznym monopolom w interesie konsumentów i trzeciego sektora.

Więcej możesz przeczytać w 29/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0