Perła szarej strefy

Perła szarej strefy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Lombardy - banki starej daty czy pralnie pieniędzy?
W Polsce działa już 10 tys. lombardów i nic nie zapowiada ich schyłku. Przeciwnie, jakby na przekór coraz atrakcyjniejszym ofertom kredytowym banków wciąż powstają nowe. Oficjalnie zakres ich działalności jest od lat ten sam - pożyczki pod zastaw. Nieoficjalnie oferta jest znacznie bogatsza i skierowana do tych wszystkich, którzy chcą prać brudne pieniądze. Lombardy to dziś swoista perła szarej strefy polskiego biznesu.
- Lombardy są w kręgu zainteresowania zorganizowanych grup przestępczych - informuje Paweł Biedziak, rzecznik prasowy komendanta głównego policji. Jak twierdzi, nie było procesu zorganizowanej grupy przestępczej, żeby wśród oskarżonych nie znalazł się właściciel lombardu.
Aby zacząć udzielać pożyczek pod zastaw, nie są potrzebne specjalne zezwolenia ani duży kapitał. Wystarczy niewielki lokal i zaświadczenie o niekaralności. Właściciel lombardu otrzymuje nieograniczony przywilej ustalania wysokości kredytów, ich oprocentowania i terminu spłaty. Kilka lat temu rzecznik praw obywatelskich zwracał uwagę rządu na lichwiarskie odsetki, sugerując wprowadzenie, wzorem niektórych państw z Europy Zachodniej, maksymalnego oprocentowania kredytu, jednak jego inicjatywa została odrzucona przez Radę Ministrów, której członkowie stwierdzili, że przyjęcie propozycji rzecznika "ograniczy wolność gospodarczą". W Polsce nie ma instytucji gromadzącej dane o działalności lombardów. Nie są znane ich obroty i zyski. Dla części właścicieli prowadzenie lombardu jest dodatkowym zajęciem.
W jaki sposób w lombardach można prać pieniądze? Podstawione osoby pożyczają oficjalnie duże kwoty (nie otrzymują jednak gotówki), dając w zastaw fikcyjne rzeczy. Po kilku dniach zwracają pieniądze z bardzo wysokim oprocentowaniem. Za usługę podstawiona osoba dostaje prowizję. Policja niechętnie mówi o szczegółach przestępstw, bo trudno je udowodnić, a w wielu wypadkach jest to jedynie przypuszczenie.
W Szczecinie mężczyzna, który pożyczył w lombardzie na kilka dni 100 tys. zł, zastawiając firmę, dom i samochód, miał kłopoty z oddaniem pożyczki, gdyż lombard przez kilka dni był zamknięty. Jego pracownicy twierdzili jednak, że klient nie dotrzymał warunków umowy i nie zwrócił pieniędzy w terminie. Posiadając umowy cesji, przejęto jego dom i firmę. W kilku miastach zdarzały się napady na osoby wychodzące z lombardów z większą gotówką. Sygnał grupom przestępczym dawali pracownicy lombardów.
Znacznie łatwiej udowodnić właścicielom lombardów, że przyjęte przez nich rzeczy pochodzą z kradzieży, trudniej jednak wykazać, iż zajmują się oni paserstwem. Zawsze po większych kradzieżach przede wszystkim sprawdzane są lombardy. Pochodzący z kradzieży towar jest odbierany, ale właściciele dalej prowadzą interesy, ponieważ nie ma dowodów, że świadomie współdziałali ze złodziejami. - Nigdy też nie ma pewności, czy klient przynosi swoją własność, czy rzecz kradzioną - przyznaje jeden z szefów lombardu. Ewentualną stratę trzeba wkalkulować w zawodowe ryzyko.
Większość lombardów działa zgodnie z prawem. - Klientami są właściciele firm, sklepów, studenci, emeryci. Niektórzy potrzebują gotówki, bo muszą opłacić na przykład cło lub fakturę za otrzymany towar. Pożyczamy pieniądze szybko, bez formalności i z zachowaniem dyskrecji - wyjaśnia szef czterech lombardów A&A Kukania w Warszawie. Przeszło połowa klientów zaciąga pożyczki systematycznie. Najwięcej osób przychodzi przed świętami i wakacjami, pożyczając od 500 do 1000 zł.
Nie wszystkie lombardy prowadzą działalność na granicy prawa, niemniej jednak ich właściciele nie chcą ujawniać swej tożsamości. Niechętnie mówią o dużych transakcjach i sposobach szybkiego zdobywania dużej gotówki. Lombardy przyjmują przede wszystkim rzeczy wartościowe i łatwo zbywalne. Chętnie biorą w zastaw biżuterię i złoto, małe lombardy przyjmują także sprzęt RTV i AGD, aparaty fotograficzne, telefony komórkowe. Muszą to być jednak wyroby znanych producentów. Zastawiane są też komputery, samochody i nieruchomości. W wypadku samochodów przyjmowane są ich dowody rejestracyjne. Przy nieruchomościach potrzebne są akty własności, a umowy spisywane są notarialnie. - Miałem klienta, który chciał zastawić traktor, inny przyniósł upoważnienie na odebranie miesięcznej wypłaty - wspomina pracownik lombardu na warszawskiej Woli. W innych próbowano zastawić koparkę, maszyny fabryczne, prawo poboru akcji, dwie przyczepy papierosów.
Niechętnie brane są w zastaw antyki. W Krakowie tylko jeden z ponad 30 działających tam lombardów specjalizuje się w antykach. Dlaczego? Jest bowiem coraz więcej doskonałych kopii, które od oryginału odróżni tylko specjalista. - Ludzie myślą, że przynoszą wartościowe rzeczy i dopiero po naszej wycenie okazuje się, że złoto jest tombakiem, a współczesne platery imitują stare srebrne sztućce - wyjaśnia właściciel BGB Lombard z Gdańska.
Ile pieniędzy można pożyczyć? Kredyt stanowi równowartość 30-70 proc. wartości przyniesionego towaru. Najlepiej wyceniane jest złoto - do 70-75 proc. wartości (14-16 zł za gram). Najgorzej m.in. komputery, bo szybko tracą na wartości.
Ile kosztuje pożyczka? Wysokość odsetek zależy od zastawianego przedmiotu, wysokości pożyczanej kwoty i czasu kredytowania. Większość lombardów żąda 10-30 proc. miesięcznie, ale wielkość oprocentowania jest przedmiotem negocjacji. Zazwycyaj kredyt przyznawany na tydzień jest oprocentowany na 10 proc., miesięczny - 20 proc. W centrum Warszawy oprocentowanie jest wyższe. W Krakowie lombardy pobierają od 0,8 proc. do 1 proc. dziennie.
Na jak długo zastawiamy wartościowe przedmioty? W wypadku drobnych rzeczy i niewielkich sum pożyczki udzielane są przeważnie na krótki okres - od tygodnia do miesiąca. Zastawiając samochód lub dom, na spłatę kredytu potrzebujemy od miesiąca do czterech miesięcy. Większość lombardów nie ogranicza okresu kredytowania. Wszystko zależy od możliwości finansowych klientów. Bywa, że największe kwoty (przekraczające kilkaset tysięcy złotych) brane są na tydzień, ponieważ firmie zabrakło kapitału obrotowego. Zdarza się też, że nikt nie odbiera rzeczy drobnych, o małej wartości. Takich pożyczek jest 15-20 proc. - Czasami przedłużamy czas kredytowania, a potem sprzedajemy zastawioną rzecz - wyjaśnia pracownik gdańskiego lombardu.
Mimo wysokiego oprocentowania lombardom nie brakuje klientów. - Ludzie wolą pożyczyć u nas tysiąc złotych i oddać za miesiąc 1200 zł niż iść do banku. Poza tym dajemy pieniądze od ręki - mówi szefowa lombardu na warszawskiej Pradze. Ten argument potwierdzają inni szefowie lombardów.
- Jesteśmy wprawdzie narażeni na to, że trafi do nas towar z kradzieży, nie ma jednak u nas takiej biurokracji jak w bankach - mówią. W lombardach nie wymaga się poręczeń, zapewnień o zdolności kredytowej ani informacji o sytuacji materialnej.
Zdaniem naczelnika wydziału gospodarczego jednej z wojewódzkich komend policji, bez zmian w kodeksie karnym, m.in. precyzujących zapisy o umyślnym paserstwie, lombardy pozostaną miejscem "zalegalizowanej" przestępczości. Na razie jednak zmian w kodeksie karnym nie będzie.
Więcej możesz przeczytać w 30/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0