Kultura przegryzania

Kultura przegryzania

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy Polacy więcej jedzą między posiłkami niż w trakcie posiłków?
Marks powiedział, że nasze życie jest takie, jakie jest nasze jedzenie. Znowu błąd! O naszym życiu decyduje też to, jak jemy.
A tak naprawdę - jak przegryzamy. Chipsy, batony, orzeszki, precelki - nałóg jedzenia między posiłkami. Kultura chwytania w biegu, rwania opakowań, kultura szarpania i nerwowego rozgryzania masy smakowej. Jak wynika z badań CBOS, co trzeci Polak zmienił sposób odżywiania z trzydaniowego na wieczne podjadanie.
Tak żyjemy, tak pracujemy i tak się odżywiamy - pospiesznie, z doskoku, bez zbędnych ceremonii, ot tak, na spróbowanie. Nic dziwnego, że największą transakcją tygodnia było przejęcie Nabisco, największego producenta przekąsek, przez Philipa Morrisa, innego potentata szybkiego zaspokojenia. Okazuje się, że tylko Amerykanie "przegryzają" rocznie 35 mld USD. Jeżeli dorzucimy do tego 62 mld USD przeznaczane na przekąski w Europie i Azji, to mamy biznes większy od zbrojeń nuklearnych. Biznes, przy którym nawet dotacje dla francuskich rolników są jak słony paluszek przy bagietce. Bez "Snickersów", "Marsów", "Chitos", "Lays" czy "Milky Way" bezrobotni rolnicy w Europie pożeraliby 70 proc. wszystkich wydatków socjalnych.
Nikt w Polsce nie robił aż tak dokładnych badań, ale i u nas obroty producentów "szybkich przekąsek" są imponujące. Ubiegłoroczne przychody poznańskiej Goplany wyniosły 328 mln zł, a warszawskiej firmy Danon Ciastka - 372 mln zł. To plasuje je w czołówce największych przedsiębiorstw w kraju.
Dr Barbara Uramowska-Żyto, socjolog z Zakładu Upowszechniania Wiedzy Instytutu Żywności i Żywienia, uważa, że jest to naturalna konsekwencja naszego nowego stylu życia. - Uległ on diametralnej zmianie i nie można się dziwić, że zmienił się też sposób odżywiania Polaków. Dotyczy to przede wszystkim młodszej i najbardziej aktywnej grupy społecznej. Jedzenia w sklepach jest pełno, jest łatwo dostępne i wielu ludziom nie chce się po prostu czekać do obiadu - mówi dr Uramowska-Żyto. Zdanie to podziela aż 88 proc. społeczeństwa.
Z analiz prowadzonych przez agencję SMG/KRC wynika, że 86 proc. Polaków powyżej piętnastego roku życia kupuje słone przekąski. Dane instytutu CRI dowodzą z kolei, że 20 proc. respondentów je chipsy 2-5 razy w tygodniu, 33 proc. - raz w tygodniu, a 5 proc. - codziennie. 75 proc. badanych razem z chipsami kupuje inne przekąski: orzeszki, paluszki, batony i czekoladki. Wśród wyrobów czekoladowych najpopularniejsze są tabliczki czekoladowe - sięga po nie połowa konsumentów, co czwarty wybiera batony i tyle samo preferuje wafle (badania AC Nielsena).
Trudno się dziwić, że objadamy się słodyczami, skoro tak często zapominamy o śniadaniu, zastępując je jedynie kawą. Potem przez cały dzień podjadamy, a główny posiłek odwlekamy do wieczora. Bez śniadania wychodzą nie tylko dorośli, ale także dzieci. Dotyczy to co szóstego polskiego ucznia w wieku 11-15 lat. W szkołach miejskich na pierwszych lekcjach głodnych jest 30 proc. chłopców i 25 proc. dziewcząt - wynika z danych Instytutu Matki i Dziecka). Tymczasem rezygnacja z porannego posiłku może być przyczyną odczuwanego przez cały dzień głodu, spotęgowanego powstałym po nocnej przerwie niedoborem glukozy we krwi. Tak zwany wilczy apetyt na słodycze, chipsy i ciastka, czyli produkty zawierające szybko przyswajalne węglowodany, może się wiązać właśnie z niedoborem glukozy. Po zjedzeniu przekąsek siły wracają, ale na krótko. Waga natomiast rośnie.
Zdaniem prof. Małgorzaty Kozłowskiej-Wojciechowskiej, kierującej Zakładem Upowszechniania Wiedzy Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie, organizm człowieka jest tak skonstruowany, że co cztery, pięć godzin domaga się dostarczenia energii. Dlatego w ciągu dnia powinniśmy spożywać minimum trzy posiłki. W warunkach polskich jest to śniadanie, obiad i kolacja. Przy czym ze względu na spadek w nocy poziomu glikogenu we krwi śniadanie powinno być najbardziej energetycznym i urozmaiconym posiłkiem. Niedobór glukozy utrudnia bowiem koncentrację, zmniejsza aktywność, pogarsza nastrój, zwiększa rozdrażnienie, a co się z tym wiąże - wpływa na obniżenie wydajności w pracy. - Uważa się, że osoby pracujące intensywnie, zarówno fizycznie, jak i umysłowo, powinny swój jadłospis uzupełniać drugim śniadaniem - tłumaczy prof. Kozłowska-Wojciechowska. Dodatkowo bardzo ważną rzeczą z punktu widzenia higieny żywienia jest zachowanie przerw między posiłkami, a więc niepodjadanie.
Ograniczenie liczby posiłków do dwóch dziennie siłą rzeczy zubaża naszą dietę, ponieważ każdego dnia potrzebujemy aż 60 składników odżywczych. Wśród nich znajdują się zarówno aminokwasy, nienasycone kwasy tłuszczowe (których organizm nie potrafi wytworzyć, a które są niezbędne na przykład do funkcjonowania mózgu), jak też witaminy i składniki mineralne. Organizm ich nie magazynuje, dlatego muszą być dostarczane na bieżąco. Żywieniowcy zgodnie twierdzą, że spowodowane złą dietą niedobory - zwłaszcza brak wapnia, jodu, żelaza i błonnika pokarmowego - są najczęstszą przyczyną powstawania wola, osteoporozy, niedokrwistości, a także nowotworów jelita grubego.
- Problemu tego nie może rozwiązać zjedzenie w południe francuskiej bułeczki czy dania typu fast food - tłumaczy prof. Kozłowska-Wojciechowska. Produkty te nie zawierają bowiem ani mikroelementów, ani witamin, ani tym bardziej błonnika. Żywiąc się w biegu, nie wiemy również, jaką wartość odżywczą i energetyczną miał spożywany przez nas posiłek. W Stanach Zjednoczonych problem przekąszania w ciągu dnia próbuje się rozwiązać poprzez wprowadzenie w firmach obowiązkowych przerw na lunch. Niektóre polskie przedsiębiorstwa również wprowadzają ten zwyczaj. Ogranicza on w pewnym stopniu dojadanie między głównymi posiłkami, ale nie powoduje rezygnacji z dań typu fast food, które ze względu na swą dostępność i cenę cieszą się największą popularnością wśród ludzi aktywnych zawodowo.
Tymczasem - jak przekonuje prof. Światosław Ziemlański z Instytutu Żywności i Żywienia - objadanie się chipsami, frytkami i daniami z barów szybkiej obsługi powoduje zwiększenie nawet dwukrotnie ilości tłuszczu w organizmie, a nie zapewnia niezbędnych witamin i składników mineralnych. Podobnego zdania jest prof. Wiktor Szostak, przewodniczący Narodowego Programu Profilaktyki Cholesterolowej. Według niego, amatorzy tych dań zapracowują sobie na miażdżycę. W diecie dorosłego człowieka tłuszcz nie powinien przekraczać 30 proc. Czasem zjedzoną w biegu przekąską przekraczamy dzienne zapotrzebowanie na tłuszcz. Z przeprowadzonych w listopadzie 1999 r. badań Demoskopu wynika, że niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Tylko 36 proc. respondentów przyznaje, że często je tłusto, a 68 proc. uważa, że jedynie sporadycznie spożywa tłuste posiłki. Ponadto aż 44 proc. ankietowanych nie jest świadomych, że je za dużo, gromadząc zbędne kalorie.
Z powodu zbyt dużego spożycia tłuszczów już ponad połowa Polaków ma problemy z otyłością. Finowie na podstawie badań, którym poddali ok. 40 tys. osób, udowodnili, że znaczna otyłość zwiększa śmiertelność na skutek udaru mózgu, cukrzycy i niektórych nowotworów. Ludzie z dużą nadwagą sami sobie fundują kamienie żółciowe i nerkowe, stany zapalne trzustki, zaburzenia wodno-elektrolitowe. Zbędne kilogramy obciążają również układ ruchu - stawy, kości i mięśnie. Równie często obserwuje się u tych ludzi zaburzenia metaboliczne. Prof. Andrzej Stołyhwo, kierownik Zakładu Analizy i Oceny Jakości Żywności Politechniki Gdańskiej, przypomina, że chipsy, chrupki, frytki, hot dogi, a także wyroby czekoladowe i słodycze zawierają uznawane za szkodliwe dla zdrowia izomery trans, które powstają w procesie utwardzania tłuszczów.
Polacy nie tylko źle jedzą, ale równie często piją niezdrowe napoje. Podczas gdy w diecie mieszkańców Europy Zachodniej dominują soki, często owocowo-warzywne i bezcukrowe, Polacy preferują napoje gazowane. Wypijają ich trzykrotnie więcej niż soków. Tymczasem napoje gazowane drażnią przewód pokarmowy (duża kwasowość), zawierają cukier, a czasem nawet niedozwolone konserwanty i chemiczne barwniki. Z amerykańskich badań wynika, że napoje słodzone dostarczają aż 15 proc. spożytych w ciągu dnia kalorii. To bardzo dużo. Energia czerpana z napojów nie powinna przekraczać kilku procent dziennego zapotrzebowania.
Zdrowie człowieka aż w 50 proc. zależy od stylu życia, z którym nierozłącznie związany jest sposób odżywiania. Wprowadzenie zmian żywieniowych jest niezmiernie trudne. Przekonali się o tym Amerykanie, którzy już kilkadziesiąt lat temu rozpoczęli kampanię na rzecz zdrowego żywienia. Mimo to nadal przeciętny mieszkaniec tego kraju zaspokaja zaledwie 30 proc. dziennego zapotrzebowania na witaminę B12. Ma również znaczne niedobory kwasu foliowego. W Polsce nie może być lepiej. Mimo że świadomość społeczeństwa dotycząca sposobu żywienia jest stosunkowo duża, tylko nieliczni kierują się nią w praktyce - wynika z obserwacji prowadzonych przez Instytut Żywności i Żywienia. Potwierdzają to badania CBOS, według których aż 70 proc. Polaków nie zamierza zmieniać swoich nawyków żywieniowych. Tylko czekać, aż w księgarniach zamiast książek kucharskich przybliżających różne kuchnie świata pojawią się pierwsze informatory o chipsach i batonach. Tylko czy w przerwie między przegryzaniem jest czas na czytanie?
Więcej możesz przeczytać w 30/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0