Szkoła łódzka

Szkoła łódzka

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ekonomiści z Łodzi podbijają Warszawę
Nazywają nas złośliwie boat people, ludźmi z łodzi, ponieważ w Warszawie jesteśmy imigrantami, przybyszami z innego świata - mówi prof. Witold Orłowski, szef Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych (NOBE). Stolica przeżywa prawdziwy najazd ekonomistów związanych z Wydziałem Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. Marek Belka, Cezary Józefiak, Bogusław Grabowski, Jarosław Bauc, Jacek Saryusz-Wolski czy Jerzy Kropiwnicki - po latach pracy naukowej i dydaktycznej - mają teraz istotny wpływ na rzeczywistość gospodarczą Polski.
Łódzki desant na Warszawę zainicjowała Anna Fornalczyk, której na początku lat 90. premier Tadeusz Mazowiecki powierzył funkcję prezesa Urzędu Antymonopolowego. Anna Fornalczyk najpierw ten urząd stworzyła, a później przykuła uwagę opinii publicznej, ścierając się z Fabryką Samochodów Osobowych na Żeraniu. Sprawę wprawdzie przegrała, ale była to pierwsza próba walki z praktykami monopolistycznymi państwowych molochów. Kiedy prezes Fornalczyk walczyła z FSO, prof. Cezary Józefiak pracował w zespole Leszka Balcerowicza, przygotowującym kolejne etapy przekształcania gospodarki scentralizowanej w rynkową.
- Pierwszy raz z "łódzką szkołą ekonomistów" zetknąłem się w 1991 r., kiedy prof. Władysław Welfe przygotował raport dotyczący kosztów rezygnacji z przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Był on wówczas jednym z nielicznych ekspertów znających problematykę integracji europejskiej - wspomina Jan Krzysztof Bielecki, były premier, a teraz dyrektor wykonawczy Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. - Można powiedzieć, że to ja zacząłem promować "szkołę łódzką", ponieważ zaproponowałem związanemu z tą uczelnią Jackowi Saryuszowi-Wolskiemu stanowisko pełnomocnika ds. Unii Europejskiej. Dziesięć lat temu z Januszem Lewandowskim zwróciliśmy też uwagę na Marka Belkę, który wtedy pisał habilitację na temat poglądów ekonomicznych Miltona Friedmana. Poruszanie tak egzotycznych i szokujących tematów możliwe było wówczas wyłącznie w Łodzi. Zajmowanie się neoliberalizmem w "czerwonej" warszawskiej Szkole Głównej Planowania i Statystyki (obecnie Szkole Głównej Handlowej) było jeszcze zbyt ryzykowne - dodaje były premier.
Dziś łodzianie współdecydują o najistotniejszych dla kraju kwestiach. Pełnią ważne funkcje w Kancelarii Prezydenta RP (Marek Belka - szef zespołu doradców prezydenta), w rządzie (Jarosław Bauc - minister finansów, Jacek Saryusz-Wolski - przewodniczący Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej i doradca premiera, Jerzy Kropiwnicki - szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych oraz minister mieszkalnictwa i rozwoju regionalnego), w Radzie Polityki Pieniężnej (Cezary Józefiak, Bogusław Grabowski, Jerzy Pruski), a także w wielu instytucjach doradczych i analitycznych (Witold Orłowski - w NOBE). Szczególnie ważne są ich wpływy w Radzie Polityki Pieniężnej.
"Szkoła łódzka" to grupa zdolnych i dysponujących sporą siłą przebicia ekonomistów. Hołdują temu, co prof. Belka określił mianem "ekonomii głównego nurtu", czyli gospodarce rynkowej z umiarkowanymi wpływami państwa.
- Inaczej mówiąc, dominuje postkeynesizm z domieszką liberalizmu a'la Margaret Thatcher - zauważa Krzysztof Dzierżawski z Centrum im. Adama Smitha. - Łodzianom najbliżej chyba do dzisiejszego kształtu społecznej gospodarki rynkowej w Niemczech - dodaje prof. Wacław Wilczyński z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.
Wśród "łódzkich" ekonomistów można jednak zauważyć wyraźne różnice poglądów. Trudno bowiem porównywać antybalcerowiczowskie poglądy Jerzego Kropiwnickiego (którego wykładów na Uniwersytecie Łódzkim słuchał Marek Belka, były minister finansów, a teraz szef zespołu doradców prezydenta) z liberalną wizją gospodarki prezentowaną przez Cezarego Józefiaka czy Witolda Orłowskiego. Spór między Belką, Józefiakiem, Orłowskim a Kropiwnickim dotyczy m.in. dopuszczalnej wysokości deficytu budżetowego i znaczenia polityki pieniężnej. - Minister Kropiwnicki, szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, jest bardziej działaczem związkowym i politykiem niż ekonomistą - ocenia prof. Józefiak. Paradoksalnie, to właśnie Jerzy Kropiwnicki na początku lat 80. prowadził wykłady na temat zachodniej ekonomii, ucząc m.in. "krytyki ekonomii kapitalistycznej". Dzięki niemu wielu studentów zrozumiało, gdzie tkwią źródła niewydolności systemu nakazowo-rozdzielczego.
Ostoją niezależności na łódzkiej uczelni była też ekonomia matematyczna. Niewielu socjalistycznych ekonomistów miało o niej jakiekolwiek pojęcie. W ekonomii matematycznej znalazł azyl prof. Orłowski. Nowe poglądy docierały do Łodzi z amerykańskich uniwersytetów m.in. za pośrednictwem Marka Belki, który był stypendystą w USA. - Pod koniec lat 70. na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego zapanował twórczy ferment. Zaczęła się krytyka gospodarki scentralizowanej. Prof. Cezary Józefiak szybko doszedł do wniosku, że ten system nie ma racji bytu. Inni, jak prof. Jan Mujżel, uznawany za ojca "łódzkiej ekonomii", uważali, że można go reformować. Do dzisiaj zresztą twierdzi on, że możliwe jest znalezienie tzw. trzeciej drogi - mówi prof. Jan Winiecki, wykładowca Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie.
- Łódź była skazana na liberalizm - uważa prof. Jerzy Dietl z Fundacji Edukacyjnej Przedsiębiorczości, także związany z Uniwersytetem Łódzkim. - Przez uniwersytet przetoczyły się dwie fale opozycyjnego myślenia o gospodarce. Pierwsza pojawiła się pod koniec lat 60., druga zaś przypadła na czasy gierkowskie. Początkowo dominowało podejście pragmatyczne, czyli przekonanie, że stary system można zreformować. Później mieliśmy do czynienia z nagłą eksplozją liberalizmu - dodaje prof. Dietl. Nie może więc dziwić fakt, że gdy powstała "Solidarność", pracownicy uniwersytetu szybko zostali jej głównymi doradcami gospodarczymi.
Siłę elit stanowią bardzo dobre wykształcenie i osobiste kontakty. Łodzianie mają tego świadomość. Jacek Saryusz-Wolski, przewodniczący Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, przed laty ściągnął do Warszawy swego zaufanego współpracownika z czasów akademickich, Pawła Sameckiego. Dzisiaj pełni on funkcję podsekretarza stanu w UKIE, czyli jest zastępcą Saryusza-Wolskiego. Dobrymi kolegami są także minister finansów Jarosław Bauc i Bogusław Grabowski, członek Rady Polityki Pieniężnej - wcześniej magistranci prof. Cezarego Józefiaka. Na tyle dobrymi, że Grabowskiego wielu uważa za współautora projektu przyszłorocznego budżetu. Zresztą tak zdecydowanie bronił przygotowanych przez ministra Bauca założeń, iż faktycznie można było odnieść wrażenie, że miał duży wpływ na kształt założeń przyszłorocznego budżetu. - Minister finansów Jarosław Bauc jest zbyt ambitny, by skorzystać z oferty firmowania cudzego projektu, natomiast Bogusław Grabowski nie jest aż tak ekspansywny, by z taką propozycją występować - zapewnia prof. Józefiak. Przyjacielskie stosunki łączą Jacka Saryusza-Wolskiego, Annę Fornalczyk i Marka Belkę. Ci ostatni byli do niedawna członkami rady nadzorczej BIG Banku Gdańskiego.
- Błędem byłoby przekonanie, że spotykamy się nieustannie. Rezygnujemy z formalnego lobbingu, bo po prostu nie mamy już na to czasu. Nawet jeśli absolwenci Uniwersytetu Łódzkiego polecają się wzajemnie, to jedynie w przekonaniu, że na dane stanowisko nie ma nikogo lepszego - twierdzi Witold Orłowski.
Zarówno w PRL, jak i w III RP zmiana ekipy rządzącej często wiąże się z wymianą ludzi decydujących o gospodarce. Były więc pociągi z Katowic, Gdańska i z Poznania (za rządów Hanny Suchockiej).
- To zjawisko charakterystyczne dla gospodarki scentralizowanej. Współcześnie mówi się raczej o wybitnych ekonomistach, a nie o poszczególnych szkołach. To światowy trend: dawniej można było powiedzieć, że Chicago było środowiskiem monetarystów, a Cambridge szkołą Keynesa. Dziś na Harvardzie są zarówno zwolennicy wolnego rynku, jak i socjalistycznej myśli ekonomicznej - mówi prof. Wacław Wilczyński.
Desant łódzkich ekonomistów na Warszawę nie jest wyłącznie rezultatem zmian na scenie politycznej. - Łódź to właściwie przedmieście stolicy, z którego dojeżdża się do pracy trochę ponad godzinę - mówi prof. Dietl. Pracownicy Uniwersytetu Łódzkiego przez lata tworzyli sieć kontaktów z politykami i instytucjami (np. Instytutem Koniunktur i Cen) i współtworzyli niezależne instytuty ekonomiczne (NOBE, Centrum im. Adama Smitha, LIFEA). Opracowali też precyzyjny sposób działania, którego symbolem jest Marek Belka: umiarkowane poglądy, skłonność do negocjacji i ugodowe usposobienie.
- Sukces łodzian jest ponadto efektem błędnej postawy tych ośrodków, których przedstawiciele nie mają odwagi, by zabierać głos w sprawach gospodarki - zauważa prof. Wilczyński. - "Szkoła łódzka" stanowi barwną galerię ekonomistów mających dzisiaj bardzo duży wpływ na politykę gospodarczą, wpływ podobny do tego, jaki miało na początku lat 90. środowisko gdańskich liberałów - dodaje Janusz Lewandowski, były minister przekształceń własnościowych.

Więcej możesz przeczytać w 31/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0