Owoc dozwolony

Owoc dozwolony

Dodano: 
Przez naszą część Europy przetacza się spóźniona o trzydzieści lat rewolucja seksualna
W naszym kraju nie ma żadnego seksu" - oburzała się w jednym z pierwszych radziecko-amerykańskich telemostów działaczka Komsomołu, zapytana przez amerykańską dziennikarkę: "A jak tam u was z seksem?". Dziś już podobne pytania nie wywołują oburzenia ani zażenowania. "Eksplozja seksu" - inaczej nie mówią o tym zjawisku obserwatorzy przemian w dawnym bloku wschodnim.
Od kilku lat rosyjska prasa puchnie od anonsów, z których można by wnioskować, że główną troską ludzi młodych płci obojga jest najkorzystniejsza sprzedaż swoich walorów cielesnych. Chętnie za granicę. Szesnastoletnia blondynka szuka dochodzącego sponsora z Niemiec, czarującą tłuścioszkę przed trzydziestką interesowałby Amerykanin - na zawsze. Młody, inteligentny, o dużym temperamencie za niedużą opłatą uszczęśliwi kobiety od lat 18 do 50 - poleca się jako mistrz seksu oralnego. Śmiałe fotografie, na przykład par tej samej płci całujących się pod pomnikiem założyciela Moskwy Jurija Dołgorukiego, nie wywołują już sensacji.
- Od czasu upadku komunizmu w Rosji trwa rewolucja seksualna. Seks nie jest już u nas tematem tabu, a pierwsze doświadczenia w tej dziedzinie są zdobywane wcześniej niż kiedyś - przekonuje rosyjski seksuolog Aleksander Polejew. W rosyjskim wydaniu pisma "Cosmopolitan" zamieszczono wyniki sondażu, z którego wynika, że 83 proc. ankietowanych kobiet marzy o skoku w bok, a 55 proc. praktykuje to regularnie. Co dziesiąta Rosjanka spała z ponad 26 mężczyznami, a 49 proc. przyznaje się do pięciu partnerów. Aż 57 proc. respondentek chce więcej seksu. Najnowszy film Marty Meszaros "Córy szczęścia" opowiada o Rosjankach, które w Polsce zostają prostytutkami. Główna bohaterka jest z zawodu nauczycielką, ma w Rosji męża. - To film o rosyjskiej schizofrenii. Rosjanie z jednej strony żyją życiem oficjalnym, z drugiej - erotycznym, dekadenckim. Stosunek Rosjanek do seksu jest kompletnie inny niż na przykład Polek czy Węgierek. Jest w nich czysta ruska dusza, a zarazem jakaś diabelska rozpusta - mówi Marta Meszaros.
"Zmiany w sferze obyczajowej były efektem pierestrojki i otwarcia się na Zachód. Seks, funkcjonujący wcześniej tylko na obrzeżach kreowanego przez ideologię świata, okazał się sprawą publiczną" - komentował na łamach "Newsweeka" jeden z rosyjskich socjologów. Stało się tak nie tylko w byłym ZSRR, ale również w podległych mu Węgrzech, Czechosłowacji, Bułgarii, Polsce czy byłej NRD.
Pruderia, z jaką byli komunistyczni przywódcy traktowali seks, zniknęła z dnia na dzień. Rozpad imperium sprawił, że państwa postkomunistyczne zaczęły mieć poważniejsze problemy niż wycinanie z filmów namiętnych scen, konfiskata zdjęć pornograficznych czy pakowanie za kratki homoseksualistów. Okazało się, że wieloletnie próby zatajania tej sfery ludzkiej aktywności przyniosły skutki przeciwne do zamierzonych. "Radziecki intelektualista, znalazłszy się na Zachodzie, pierwsze kroki kierował do kina porno i lokalu ze striptizem" - mówił Bułat Okudżawa na początku lat 90. Podwójna moralność w sferze seksu była zjawiskiem normalnym.
Najodważniej do boju o jawność życia erotycznego ruszyły Węgry. - Jeśli chodzi o seks, zawsze byliśmy narodem otwartym, mniej pruderyjnym niż na przykład Polacy. Od trzech lat w naszym parlamencie debatuje się nad ustawą o legalizacji prostytucji - mówi Péter Kovács z agencji MTI. Już w 1990 r. na Węgrzech działało dziesięć domów publicznych. Masowo wyrastały też sex-shopy. Tamtejszy rynek prasowy kusił kilkudziesięcioma magazynami erotycznymi, łącznie z "Playboyem", który pierwszą wschodnioeuropejską edycję miał właśnie na Węgrzech. To tam powstały pierwsze w krajach postkomunistycznych sanatoria z terapią seksualną, a nawet sekskliniki. - Węgrzy traktują seks z otwartością, ale większy niż w innych krajach postkomunistycznych pracoholizm skutecznie dusi w tamtejszych kochankach temperament. Nie mają czasu na seks - twierdzi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, seksuolog. Ale Węgry stały się też w minionych kilku latach europejskim centrum nastoletniej prostytucji i głównym ośrodkiem produkcji filmów porno z udziałem dzieci.
Zagłębiem pornobiznesu i prostytucji są też Czechy - podkreślają eksperci. Już w połowie lat 90. północno-zachodnia ich część stała się centrum dziecięcej pornografii. Erotyczne i pornograficzne gazety można kupić nawet u ulicznego sprzedawcy. Kilka minut po 22 telewizja Nova emituje specyficzną prognozę pogody w dwuminutowym bloku zatytułowanym "Perecko". Jeśli ma się ocieplić, prezenterka bądź prezenter (sic!) całkowicie się rozbiera. Jeżeli nadchodzi ochłodzenie lub deszcz, pojawia się nago i powoli ubiera. Przy granicy Czech z byłą NRD seks jest podstawowym towarem. Przygraniczny odcinek szosy E-55 nazywany jest "największym domem publicznym świata". W ocenie niemieckiej prasy można tam bez problemu "zamówić" nawet dwu-, trzylatki obu płci. Z kolei w Bratysławie na początku lipca otwarto pierwsze pornokino.
- Od początku lat 90. w państwach byłego bloku wschodniego seksprzemysł stał się ogromnym rynkiem. Mamy do czynienia z piekielnym wyścigiem między klientem a stręczycielem o rozmaitość usług seksualnych i rozszerzenie ich na nowe terytoria. Sprzedaż czternastoletniej dziewczynki jest w tym rejonie tak powszechna, że stała się banalna - mówi Wassyla Tamzali, szefowa departamentu praw kobiet w UNESCO. Jej zdaniem, po zlikwidowaniu żelaznej kurtyny masy zdesperowanych kobiet z biedniejącej Europy Wschodniej wyjechały na Zachód, by sprzedawać się w nadziei na zapewnienie sobie lepszego życia. Policja niemiecka twierdzi, że jedna czwarta spośród 200 tys. prostytutek w tym kraju to kobiety z byłego bloku wschodniego. Docierają nawet na purytański Bliski Wschód.
W Bułgarii, gdzie w latach 70. za podkasane pisma uważano polski "Ekran", "Film" czy "Szpilki", przebojem są dziś nocne lokale, w których można na przykład zamówić oryginalną sałatkę serwowaną na rozebranej pani w roli półmiska. W uchodzącym za patriarchalny kraju "nagle" pojawiły się kluby dla gejów i lesbijek oraz agencje towarzyskie (w samej Sofii jest ich już ponad 60). W telewizjach, zwłaszcza kablowych, pełno jest pornografii, a w nocnych blokach programowych znane osobistości raczą widzów opowieściami o tym, gdzie, z kim i jak było. Co ciekawe, nie słychać narzekań pedagogów, nie protestują organizacje pozarządowe ani Cerkiew prawosławna.
Najmniejsza metamorfoza dokonała się - zdaniem seksuologów i socjologów - w byłej NRD. Tam bowiem swoboda obyczajowa była największa spośród państw byłego bloku wschodniego. - Niemcy z NRD mieli dostęp do tego, o czym my mogliśmy tylko marzyć - śmieje się prof. Lew-Starowicz. - Ponieważ nikt nie mógł wybudować muru berlińskiego w eterze, można było do woli oglądać programy zachodnioniemieckiej telewizji z roznegliżowanymi paniami czy słuchać bulwersujących jak na owe czasy audycji o wyzwolonej miłości. - Wiedzieliśmy, a niektórzy z nas znali to z autopsji, że mieszkańcy NRD są bezpruderyjni. Nie istniały dla nich żadne tabu w kwestii seksu. Po zburzeniu muru berlińskiego mieszkańcy wschodnich landów zaczęli wyjeżdżać na Zachód, m.in. do zachodniej części Berlina, gdzie oblegali Muzeum Erotyzmu. W miastach byłej NRD jak grzyby po deszczu pojawiały się sex-shopy, peep-shows i różne pokazy gier cielesnych. Dziś to już spowszedniało - opowiada Katja Bauer, korespondentka agencji DPA w Berlinie.
- W czasach PRL obyczajowość seksualną regulował silny mechanizm kontroli. W towarzystwie nikt przy zdrowych zmysłach nie rozmawiał o orgazmie czy impotencji. Teraz poruszanie takich tematów jest normą - twierdzi prof. Lew-Starowicz. Polacy są bardziej tolerancyjni wobec sex-shopów, prostytucji, agencji towarzyskich, związków pozamałżeńskich. Większa jest też otwartość na seks. Według prof. Lwa-Starowicza, zwiększyła się u nas popularność seksu oralnego (wcześniej akceptowało go tylko do 10 proc. kobiet, obecnie - jedna trzecia) i analnego w związkach heteroseksualnych (w latach 70. uprawiało go 1 proc. partnerów, dziś - 10 proc.). Bardziej akceptowany jest też tzw. cool sex (oddzielony od uczuć i prokreacji). Przed 30 laty miał u nas 7 proc. zwolenników, teraz - 40 proc. - Na Zachodzie rewolucja obyczajowa dokonała się pod koniec lat 60. W Polsce i innych krajach postkomunistycznych zaczęła się z dwudziestoletnim opóźnieniem i trwa nadal - podsumowuje Andrzej Chałabiński, socjolog. 




Okładka tygodnika WPROST: 31/2000
Więcej możesz przeczytać w 31/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0