Królowie ludzkich serc

Królowie ludzkich serc

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zaczynam się bać o naszych kandydatów na prezydenta. Jak tak dalej się będą bez przerwy pochylać z troską, to biorąc pod uwagę brzemię bólu, które noszą, mogą dostać urazu kręgosłupa
Myli się, kto sądzi, że nasza kampania prezydencka jest nudna. Na naszych oczach odbywają się fascynujące mistrzostwa Polski w empatii. Kandydaci, szczególnie dwaj panowie K., zalewają się łzami, patrząc na ból i smutną dolę rodaków. Niewiele nam mają do zaproponowania, ale współczują nam jak cholera. Też coś.
Kilka cytatów i zagadka - kto to mówi? "Są zjawiska, wydarzenia, które stanowią bolesny wyrzut sumienia", "Musimy pochylić się nad biedą i nędzą...", "Musimy powiedzieć słowa przeprosin wobec mieszkańców tysięcy wsi". Czy to Ojciec Święty na zeszłorocznej mszy św. w Ełku, gdzie motywem przewodnim homilii był los bezrobotnych i potrzebujących? Czy to telewizyjny program "Rozmowy o cierpieniu"? Nie, to prezydent Kwaśniewski na konferencji programowej SLD w Warszawie. Sumienie gryzie zresztą prezydenta bardzo, bo gdy pojechał na Warmię i Mazury, niedaleko Ełku, też mówił o bolesnych wyrzutach sumienia. Ale nie tylko on ma wyrzuty sumienia, nie tylko jego boli. Jeszcze jedna zagadka. Kto to mówi? "Musimy być solidarni ze wszystkimi rodakami, którzy czują się pokrzywdzeni i opuszczeni", "Trzeba pochylać się nad człowiekiem biednym, samotnym i potrzebującym pomocy". Jan Paweł II w Ełku? Aleksander Kwaśniewski na Torwarze? Nie, to Marian Krzaklewski w Pałacu Porczyńskich i w przemówieniu na Podkarpaciu. Zaczynam się bać o naszych kandydatów. Jak tak dalej się będą bez przerwy pochylać z troską, to biorąc pod uwagę brzemię bólu, które noszą, mogą dostać urazu kręgosłupa. A jak ich przewieje, to i korzonki się odezwą.
W wystąpieniach Aleksandra Kwaśniewskiego oprócz słowa "prezydent" najczęściej pojawiają się "ból", "wyrzut sumienia", "bieda". W wystąpieniach Mariana Krzaklewskiego oprócz "solidarności" przez małe i duże S, najczęściej pojawiają się "sprawiedliwość", "krzywda" i "współczucie". Ten semantyczny wyścig pokazuje albo to, że między kandydatem prawicy i kandydatem lewicy nie ma zbyt wielkich różnic, albo to, że obaj nie mają zbyt wiele do powiedzenia, więc zamiast mówić, razem z nami cierpią.
Oczywiście, można się wyzłośliwiać i powiedzieć, że ból prezydenta byłby ciut mniejszy, gdyby nie zawetował jednej z ustaw podatkowych. Paru bystrych, pracowitych Polaków mogłoby dzięki niej stworzyć biednym i potrzebującym kilka miejsc pracy. Prezydent mówi na przykład, że szansą młodych z popegeerowskich wsi może być edukacja i system stypendialny: "Potrzebne tu jest współdziałanie władz samorządowych, państwowych i Kościoła". Nic nie rozumiem. Samorządy, Sejm i Kościół mają stworzyć system stypendialny? A może zrobić zrzutkę na stypendia? A może po prostu ogłosić oświadczenie, że razem odczuwają "bolesny wyrzut sumienia". To ostatnie powinno załatwić sprawę. Nie można jednak u naszych polityków nie zauważyć postępu. Kilka lat temu Aleksander Kwaśniewski objął patronat nad przemysłem lekkim, z czego niewiele wynikało. Teraz zaś jedzie do Łodzi i kupuje pięć koszul za 905 zł. Zawsze to konkret, zgodnie z hasłem Andrzeja Olechowskiego "Przejdźmy do konkretów" (sam Olechowski przeszedł, zresztą cały czas chodzi, teraz po miejscowościach nadmorskich). Marian Krzaklewski nie jest gorszy. Też przeszedł do konkretów. Będziemy mieć własne mieszkania, własne wolne soboty, a jak mu skoczy w sondażach, to dorzuci do tego jeszcze piątki, a może i co drugi czwartek.
Czy możemy mieć pretensje, że w wystąpieniach kandydatów poziom konkretu jest gdzieś na wysokości stratosfery? Skąd. Oni chcą naszej miłości i naszych głosów, a tę najlepiej zdobyć, wrzucając na siebie szatki Lady Di. Królowa ludzkich serc nie musiała wiedzieć, jak rozwiązać ludzkie problemy. Wystarczyło, że była, że się pochylała, że współczuła, że wiedziała, co to dar serca, że potrafiła przytulić, że umiała się pochylić, że wiedziała, jak uronić łzę. Ech, dobrze, że piszę na komputerze, bo łzy rozmazałyby rękopis, a tak tylko klawiatura zapłakana.
Modę na empatię zapoczątkował Bill Clinton ze swym słynnym "I feel your pain" ("Czuję wasz ból"). Tyle że nie był to cały jego program wyborczy. Było przecież choćby słynne "gospodarka, głupcze". A słowa? Reagan nie mówił o współczuciu, ale o optymizmie i o osobistej odpowiedzialności. Carter nie dostawał bezdechu, mówiąc o sprawiedliwości, bo przekonywał o konieczności przywrócenia moralności. Młody Bush, "współczujący konserwatysta", nie zalewa się łzami, tylko wylicza, co trzeba zrobić, by łzami nie zalewali się inni. Szkoda, że zamiast wizji, nadziei i programu, kandydaci oferują nam co najwyżej dobre słowo i prezenty. Ciekawe, czy dają nam dokładnie to, czego potrzebujemy. A może przeskoczylibyśmy, gdyby poprzeczkę ustawić nam odrobinę wyżej. W tej sytuacji nie sposób nie pochwalić Piotra Ikonowicza, który zaproponował podniesienie stawek podatku dochodowego dla najbogatszych. Opodatkować samego siebie, to godny początek kampanii.
Jeszcze jedno. Dlaczego najważniejszy kandydat jest na urlopie, a pozostałych też słabo widać? Nie wiem. Aż nie chce mi się wierzyć, że wszyscy się pochowali, bo wiedzą, że jak kampanię się skróci, to nie będzie aż tak widać, że nie mają nic do powiedzenia.

Więcej możesz przeczytać w 31/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0