W nowe tysiąclecie

W nowe tysiąclecie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nasze społeczeństwo jest instynktownie prawicowe i tylko skłócenie prawicy oddaje palmę pierwszeństwa przeciwnikom


Składam z opóźnieniem życzenia bożonarodzeniowe i z wyprzedzeniem życzenia
noworoczne. A będzie to rok specjalny. Specjalny nie tylko dlatego, że możemy się spotkać z problemem 2000 i z innymi problemami myślenia (o czym pisałem w felietonie przed miesiącem). Będzie to rok szczególny również dlatego, że Polskę czekają ważne decyzje. Najistotniejszą z nich będą wybory prezydenckie: powszechne, tajne - słowem - ważne. Polacy będą musieli wybrać tego, kto ich będzie reprezentował w trzecim tysiącleciu. Reprezentować to nie tylko znaczy pić szampana w imieniu naszego kraju, lecz także ucieleśniać idę polskości, pokazywać życiorysem jej historię, zaświadczać cechami charakteru jej wady i zalety. Jestem niesłychanie ciekaw wyników tych wyborów, które bardziej zasadnie niż ankiety socjologów i enuncjacje profesorów powiedzą nam, jacy jesteśmy.


Świadom wagi nadchodzących wydarzeń, zaproponowałem na zjeździe delegatów NSZZ "Solidarność" w Cetniewie procedury wyborcze, zmierzające do tego, by poderwać elektorat głosujący od centrum po prawą stronę sceny politycznej. Oni nie pójdą do urn wyborczych, gdy nie będą mieli pełnego wyboru. Narodowcy powinni popierać narodowca, liberałowie - liberała, konserwatyści - zwolennika yśli konserwatywnej, a syndykaliści - związkowca. W przeciwnym razie może się zdarzyć, że jedyny kandydat polskiej centroprawicy zbierze tylko głosy swych zwolenników i przegra w pierwszej turze wyborów z kandydatem lewicy, którym będzie zapewne urzędujący prezydent Aleksander Kwaśniewski. Doktryna koniecznej jedności, przymusu wystawienia jednego kandydata, może doprowadzić do sytuacji, że kandydat (jedyny) strony postsolidarnościowej otrzyma dwadzieścia lub nieco więcej procent głosów, a kandydat postkomunistyczny ponad 50 proc. Wydaje się, że doktryna o koniecznej jedności może być gwoździem do trumny prawej strony sceny politycznej.
Aby temu przeciwdziałać, należy przyjąć dwie zasady. Kandydatów strony postsolidarnościowej jest wielu - może być ich nawet pięciu. Mobilizują swój elektorat i każdy z nich otrzymuje kilkanaście procent głosów. W sumie daje to ponad 50 proc. głosów i nie pozwala reprezentantowi lewicy zwyciężyć w pierwszej turze. Wymaga to jednak pewnej dyscypliny, aby kandydaci strony post- solidarnościowej nie atakowali się wzajemnie. Kiedy w 1997 r. zwyciężała AWS i otrzymała premię za jedność, to wszyscy byli zgodni co do tych trzech liter. Teraz te trzy litery trzeba ubrać w nazwisko i imię. Tego nazwiska z imieniem nie mogą wyznaczyć żadne partyjne konwentykle. Tak zwany konwent św. Katarzyny skompromitował już tę procedurę. Muszą to zrobić wyborcy i dokonają tego w pierwszej turze wyborów. Nie do pogardzenia jest kwestia czasu antenowego - a żyjemy w epoce medialnej - kilku kandydatów będzie miało go więcej niż jeden. Jedność to nie znaczy monopol; jedność to znaczy solidarność naszej strony politycznej. Maszerować osobno i uderzać razem - to podstawa nowoczesnej strategii.
Druga zasada, jaką należy przyjąć, jest taka, że w pierwszej turze wzajemnie się nie atakujemy, a w drugiej popieramy tego, który się w niej znalazł. W ten sposób mamy jednego, obdarzonego społecznym poparciem kandydata. Pozostaje otwarte pytanie, czy rzeczywiście kandydaci nie będą się wzajemnie atakować w pierwszej turze. Otóż nie! Jeżeli w drugiej turze będę potrzebował poparcia jakiegoś kandydata, to nie mogę go atakować w pierwszej. To jest samoregulujący się mechanizm, a ja wierzę w tego typu mechanizmy. Takie, które opierają się na swoim dobrze pojętym interesie. W drugiej turze będziemy mieli tego jednego, jedynego kandydata, który ma szanse wygrać z reprezentantem lewicy. I mam nadzieję, że wygra. Nasze społeczeństwo jest instynktownie prawicowe i tylko skłócenie prawicy oddaje palmę pierwszeństwa przeciwnikom. Ta procedura jest remedium na spory w obozie postsolidarnościowym i jedyną drogą wiodącą do zwycięstwa.
Wszystkim Państwu na ten nowy rok życzę rozsądku. Kiedyś mówiłem: bierzcie sprawy w swoje ręce. Teraz podtrzymuję to wezwanie, z tym jednak dodatkiem, że nim poruszycie swymi rękoma, ruszajcie - proszę - głową.














Więcej możesz przeczytać w 1/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0