Bez granic

Bez granic

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jeszcze piętnaście lat temu dom Danielle Jaqui był jednym z kilkunastu pospolitych budynków w miasteczku Pont de l’Etoile (na wschód od Marsylii). Właścicielka przekształciła go jednak w efektowną rezydencję, przyciągającą wzrok przede wszystkim kolorami.
Jeszcze piętnaście lat temu dom Danielle Jaqui był jednym z kilkunastu pospolitych budynków w miasteczku Pont de l’Etoile (na wschód od Marsylii). Właścicielka przekształciła go jednak w efektowną rezydencję, przyciągającą wzrok przede wszystkim kolorami. Cały dom, również w środku, został upiększony malowidłami i barwnymi mozaikami. Ściany i meble w pokoju dziennym pokryto orientalnymi wzorami. Danielle Jaqui pomysły czerpie przede wszystkim ze sztuki ludowej, przyrody i dzieł innych artystów. Jej mozaiki przypominają wzory prac katalońskiego twórcy Antonia Gaudiego.

Zawodnicy brytyjskiej drużyny rugby Leicester Tigers nadzy pozowali do plakatu reklamowego. Intymne części ciała zakrywały jedynie puszki piwa "Tetley Bitter". Tylko jednemu graczowi pozwolono zachować ubranie. Napastnik Martin Johnson już wcześniej nago wystąpił w reklamówce. Teraz obawiał się więc, że przylgnie do niego miano "golasa". Dochód ze sprzedaży plakatu zasili konta organizacji zajmujących się walką z rakiem jąder.

John Brown z Baldock (Herefordshire) kupił samochód, który idealnie nadaje się do jazdy w deszczu. Trójkołowy pojazd złożono ze starego robina relianta oraz łodzi Mombar. Dziwnej kombinacji dokonał Andy Saunders, który za swój wynalazek od nowego właściciela pojazdu otrzymał samochód marki American Mercury z 1950 r. "Już sam reliant uchodzi za auto raczej zawodne i bardzo niestabilne - tym bardziej teraz, w tej dziwnej kombinacji. Inni kierowcy wolą więc zachować dystans" - opowiada John. Kiedy parkuje, zawsze pustoszeją miejsca obok. Auto-łódź może osiągnąć prędkość do 150 km/h. Gdy Johna zatrzymali policjanci, okazało się, że chcieli sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie z dziwnym pojazdem w tle.

Umberto Pelizarri ustanowił nowy rekord w wolnym nurkowaniu, dyscyplinie znanej między innymi z filmu "Wielki błękit" w reżyserii Luca Bessona. 34-letni Włoch zanurzył się na głębokość 150 m, bijąc dotychczasowy rekord należący do Gianlucciego Genoniego (137 m). Wykazał się ogromną wytrzymałością na ciśnienie wody, które na tej głębokości u przeciętnego człowieka zatrzymuje akcję serca. Nurkował bez maski i butli z tlenem. Na 2 minuty i 57 sekund wstrzymał powietrze i za pomocą specjalnych sanek został ściągnięty w kierunku dna oceanu. Zanurzał się z prędkością 3,5 m/s. Gdy osiągnął oczekiwaną odległość, wypuścił z rąk sanie. Następnie zwolnił zawór pojemnika ze sprężonym powietrzem, napełniając w ten sposób balon, który szybko wyniósł go na powierzchnię. Ciśnienie, szesnaście razy większe od normalnego, zwolniło akcję serca nurka do zaledwie dziewięciu uderzeń na minutę. Dedykując wyczyn matce, nowy mistrz powiedział: "Obiecałem jej, że to będzie ostatni raz. Ale teraz wiem, że już zawsze będę nurkował". Pani Pelizarri ma powody do obaw, gdyż sport ten uznawany jest za wyjątkowo niebezpieczny. Dr John King, specjalizujący się w leczeniu nurków, ocenia: "Żaden przeciętny człowiek na tak dużej głębokości nie ma najmniejszych szans na przeżycie. Świetnie wyszkolony nurek o ponadprzeciętnej wytrzymałości wie, kiedy przekracza własne możliwości -wtedy jest już jednak za późno na ratunek". (MP)
Więcej możesz przeczytać w 1/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0