Stary człowiek i kosiarka

Stary człowiek i kosiarka

"Prosta historia" budzi szlachetne skojarzenia. To film ascetyczny, a równocześnie niesłychanie bogaty w inspiracje myślowe

 




Tomasz Raczek: - Panie Zygmuncie, a więc jeszcze istnieje kino artystyczne! Dowodem jest ostatni film Davida Lyncha - "Prosta historia".
Zygmunt Kałużyński: - Tym bardziej to zaskakujące, że autor jest awangardzistą, eksperymentatorem robiącym filmy ryzykowne. Mieliśmy swego czasu jego wręcz prowokacyjny serial "Miasteczko Twin Peaks". Widzowie przyzwyczajeni do tradycyjnego porządku określali go jako obłędny, natomiast amatorzy poszukiwań i poezji oglądali jako rodzaj odświeżenia. I nagle ten główny amerykański szaleniec-awangardzista robi "Prostą historię".
TR: - Zgodnie z tytułem jest to proste opowiadanie, ale polskie tłumaczenie nie oddaje dwuznaczności oryginału - "Straight story", przy czym Straight to nazwisko głównego bohatera. Z 
ZK: - Jest to staruszek po siedemdziesiątce postanawiający odwiedzić chorego brata, z którym pokłócił się na całe dziesięć lat. Podróż do niego (500 kilometrów) odbywa na kosiarce poruszającej się z szybkością ośmiu kilometrów na godzinę.
TR: - Właściwie, dlaczego na kosiarce?
ZK: - Dlatego że jego słaby wzrok nie pozwala mu korzystać z samochodu, natomiast nie cierpi on komunikacji publicznej. Jedzie więc na kosiarce przez pięć tygodni. Ten film to historia jego podróży, zdumiewającej jako temat dla dzikiego awangardzisty, zważywszy że ta historyjka kto wie, czy się nadaje na dokument i to krótki.
TR: - No właśnie. Bo tak naprawdę to jest opowieść o starości, a przy okazji o tym, co jest w życiu ważne. I zrobił się z tego film filozoficzny.
ZK: Ale w jaki sposób, panie Tomaszu! Jaką techniką, jakim stylem! Dla mnie ten film - jeden z najpiękniejszych w tym sezonie - przede wszystkim oddziałuje klimatem. Lynch, który robił ryzykowne eksperymenty ...
TR: - Ale klimat zawsze umiał tworzyć. Przecież fenomen "Miasteczka Twin Peaks" też polegał przede wszystkim na klimacie.
ZK: - Tak, ale to był klimat zdziwienia, zaskoczenia, niepokoju, niezrozumienia, na granicy obłędu. Tutaj ten klimat jest taki prosty...
TR: - Prosty, ale i dziwaczny, panie Zygmuncie. Pomysł staruszka, żeby jechać na kosiarce przez Amerykę, wywołuje u wszystkich, to znaczy i u widzów, i u bohaterów filmu, którzy obserwują, jak on przejeżdża przez kolejne miejsca - zdziwienie, rozbawienie, czasem wzruszenie. To zachowanie jest bez wątpienia dziwaczne, wyłamujące się z normy. Nie jest przyjęte, panie Zygmuncie, żeby staruszkowie podróżowali kosiarkami po kraju.
ZK: - Pan już mówi o rezultacie emocjonalnym, jakiego doznaje widz. Ale w jaki sposób to zostało osiągnięte? Szalenie prosty: przez zestawienie dwóch elementów - człowieka i krajobrazu.
TR: To fakt, może dlatego, oglądając "Prostą historię", myślałem o opowiadaniu Hemingwaya "Stary człowiek i morze".
ZK: - Coś w tym jest, tam był samotny staruszek na oceanie, który walczył z rybą. Tyle że Hemingway był romantykiem, akcyjnym awanturnikiem, a tutaj cały dziw polega na tym, że w gruncie rzeczy nie ma żadnej akcji.
TR: - Pozornie. Jest przecież moment, kiedy puszczają hamulce w kosiarce i Alvin Straight pędzi na niej z góry na złamanie karku, budząc zgrozę wśród obserwujących to ludzi.
ZK: - Ale to uczucie przerażenia dorabiamy sobie za pomocą wyobraźni. Zresztą zadaniem dobrego filmu z klimatem jest właśnie obudzić w nas takie uczucia. Ja był ten film określił jako linearny, bo cała historia polega na tym, że on jedzie i jedzie.
TR: - Bo to film drogi, wielka tradycja kina amerykańskiego.
ZK: - Ale jakiej drogi! Mieliśmy rozmaite filmy drogi z bardzo oryginalnymi przygodami. Tutaj mamy przede wszystkim niezwykły pejzaż, jak z obrazów Edwarda Hoppera - monotonna, nie kończąca się płaszczyzna Ameryki, "uprawiona" od początku do końca przez technikę, opanowana przez człowieka i jego sztukę współczesnego rolnictwa, widziana w bardzo jaskrawym, przenikliwym słońcu. Na tym tle jedzie staruszek, nie ogolony, we flanelowej koszuli, w dżinsach, w starym kapeluszu. To jest wszystko, co mamy w tym filmie.
TR: - Mamy jeszcze wojenne retrospekcje.
ZK: - Owszem, ale jednak uważam, że siła stylistyczna "Prostej historii" polega na ascezie, która w końcu staje się sensacyjna. Napięcie bierze się tutaj z braku napięcia! W tej sytuacji byle co staje się wydarzeniem. Na przykład rowerzyści przejeżdżają obok - i to jest sensacyjne uderzenie.
TR: - Bo to, panie Zygmuncie, naprawdę jest uderzenie przez gwałtowne skonfrontowanie starości z młodością. Puentą tej sceny jest krótka wymiana zdań na wieczornym biwaku, gdzie Straight spotyka się z rowerzystami. Jeden z młodych ludzi pyta go, co najgorszego jest w starości i wtedy nasz bohater odpowiada: To, że się pamięta, jak się było młodym. Na tym polega wielkość tego filmu: pada w nim niewiele słów, ale jak już się je wypowiada, natychmiast nabierają one charakteru filozoficznej maksymy. No i jeszcze to rozgwieżdżone niebo, które się pojawia raz po raz, przywodząc na myśl powiedzenie Kanta: Prawo moralne we mnie, niebo gwiaździste nade mną. Ten film jest więc i z Hoppera, i z Hemingwaya, i z Kanta. Budzi szlachetne skojarzenia. Jest ascetyczny, a równocześnie niesłychanie bogaty w inspiracje myślowe.
ZK: - No i do czego pan doszedł, panie Tomaszu, do jakiego nieprawdopodobnie rozszerzonego horyzontu, przy okazji historii staruszka, który tłucze się na przestarzałej maszynie, jadąc do brata! Ale dlaczego? Bo założenie ludzkiej prostoty w tym filmie wreszcie daje nam komunikację z tym naszym Alvinem - prostym, rzetelnym weteranem II wojny światowej, nie mogącym się pozbyć jej kompleksu. Podróż człowieka nie mającego żadnej ambicji intelektualnej oznacza dla nas to, co pan mówi - film staje się symbolem całego życia i wytłumaczenia sobie śmierci jako pogodnego zakończenia, co wyraża jego ostateczne spotkanie z bratem, który okazuje się takim samym kaleką jak on. Przecież nasz bohater jest reumatykiem potrzebującym aż dwóch lasek do poruszania się! Za pomocą zejścia na sam dół Lynch doszedł do samej góry, czyli - trzeba wreszcie użyć tego słowa, nie wypada inaczej - do poezji.
Okładka tygodnika WPROST: 1/2000
Więcej możesz przeczytać w 1/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0