Niektórzy wolą szybko

Niektórzy wolą szybko

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rok 2000 nie jest "zerowym" rokiem trzeciego milenium, ale tysięcznym rokiem drugiego. W przeciwnym razie musielibyśmy przyjąć, że 1000 lat trwa 999 lat, co brzmi - przyznajmy - niezbyt mądrze




Po co zarobić na XXI wieku raz, skoro można dwa? Tysiące ludzi bezpodstawnie przeświadczonych, że 1 stycznia 2000 r. wkraczają w następny wiek, a nawet w następne tysiąclecie, to rewelacja dla handlowców i organizatorów wszelakich imprez rozrywkowych. Za rok będą mogli powiedzieć - całkiem słusznie i wspierając się na autorytetach naukowych, których zdania w tym roku zbytnio się nie eksponuje - że przecież to wszystko było złudzeniem optycznym, wynikającym z przemiany 19 w 20, a XX wiek skończy się dopiero 31 grudnia 2000 roku. "Przykro nam, że się Państwo pomylili - powiedzą - ale sylwester tysiąclecia nie był przed rokiem. Rok temu była jedynie przymiarka, a prawdziwe obchody będą teraz". Jeżeli więc ktoś chce poważnie uczcić i okrągły rok 2000, i nowe milenium, będzie musiał za rok powtórzyć wszystkie szaleńcze wydatki, jakie ewentualnie poczynił obecnie.
W dzienniku "Le Gaulois" w wydaniu z 1 stycznia 1900 r. pisano: "Czy wreszcie nadszedł ów słynny XX wiek, po którym spodziewamy się tylu wspaniałości, czy też można mieć nadzieję na jeszcze dwanaście długich miesięcy wieku XIX? (...) Jest bardzo prawdopodobne, że nasze prawnuki będą się podniecać takim samym problemem w roku 1999". Brawo! Strzał w dziesiątkę! Prawnuki podniecają się do tego stopnia, że we Francji postanowiono dla uśmierzenia sporów wydać w tej sprawie komunikat rządowy. Uczyniono to jednak wystarczająco dyskretnie i wystarczająco późno - 16 grudnia - żeby nie popsuć zbytnio interesów handlowcom. Komunikat wydało Ministerstwo Edukacji Narodowej, Badań Naukowych i Technologii, a podpisali go dyrektor Instytutu Mechaniki Nieba, prezes Obserwatorium w Paryżu i prezes Biura Długości Geograficznych. Czytamy tam m.in.: "Wobec zbliżania się roku 2000 niezbędne wydaje się przypomnienie oficjalnych reguł rządzących obowiązującym we Francji kalendarzem. XXI wiek i trzecie tysiąclecie zaczną się 1 stycznia 2001 r., zgodnie z definicją daty wynikającą z normy ISO 8601-1998, stanowiącej, że pierwszy dzień miesiąca jest oznaczony jako 01, pierwszy miesiąc roku jest oznaczony jako 01, a lata liczy się począwszy od roku 1. Data nie przedstawia czasu, który upłynął od początku istnienia kalendarza, tylko numer porządkowy bieżącego dnia, bieżącego miesiąca i bieżącego roku. W dacie i numerach wieków i tysiącleci stosuje się kolejność porządkową, rozpoczynającą się od 1".
Jasne jak słońce i aż dziw bierze, że w ogóle mogą wybuchać spory na ten temat. Rok 2000 nie jest przecież "zerowym" rokiem trzeciego milenium, ale tysięcznym rokiem drugiego. Gdyby ten rok nie dopełnił się w drugim tysiącleciu, musielibyśmy przyjąć, że 1000 lat trwa 999 lat, co brzmi - przyznajmy - niezbyt mądrze. Najzabawniejsze jest jednak to, że prawdopodobnie również ten spór jest zupełnie bezsensowny, bo jeżeli naszą erę liczymy od narodzenia Chrystusa, to zapewne jesteśmy już w czwartym albo piątym roku trzeciego tysiąclecia, hucznie sposobiąc się do powitania pierwszego i to w dodatku w niewłaściwym momencie. W kołach specjalistów coraz mocniejsze jest przekonanie, że mnich z VI wieku Dionysios Exiguus, któremu zawdzięczamy obowiązujące wyliczenia kalendarzowe, pomylił się w nich o 4-5 lat. Wiemy bowiem, że Chrystus przyszedł na świat, kiedy w Judei królował Herod. O Herodzie wiemy zaś, że zmarł na pewno przed rokiem, który uważamy za rok 1. Poza tym jeżeli chcemy naprawdę liczyć naszą erę od urodzenia Chrystusa, to powinniśmy początek trzeciego jej tysiąclecia obchodzić 25 grudnia 2000 roku... A jeszcze poza tym, data 25 grudnia też dalece nie jest pewna. Jak przypomina m.in. Mark Kidger w niedawno wydanej książce "Gwiazda betlejemska", narodzenie Chrystusa miało nastąpić w okresie, kiedy pasterze strzegli swych trzód nocą - a to czynili oni w okresie narodzin jagniąt, czyli w marcu i kwietniu. Ponadto św. Mateusz podkreśla, że oberże były wówczas przepełnione, co - zdaniem Kidgera - mogło się wiązać z Paschą, przypadającą również na wiosnę. W kwestii początku naszej ery i naszego kalendarza wszystko się zatem pięknie zgadza oprócz jednego drobnego szczegółu: daty. W tej sytuacji jest właściwie zupełnie obojętne, kiedy postanowimy rzucić się w wir milenijnego szaleństwa. Niektórzy nie lubią czekać i wolą szybko - więc zrobią to pospiesznie, argumentując, że przy wyliczaniu stuleci nienaukowo zachowywali się także znacznie mądrzejsi od nich, na przykład Juliusz Słowacki i Victor Hugo. Inni wolą rozsądnie, więc zrobią to wtedy, kiedy wyda im się, że wszelkie racjonalne przesłanki wskazują na to, że są możliwie najbliżej naukowo uzasadnionej chwili przełomu.
Dla uspokojenia ducha warto zaś sięgnąć znowu do refleksji tych, którzy już przez to przeszli, czyli do prasy sprzed stu lat. W "Le Petit Journal" z 9 stycznia 1900 r. czytamy, że znaczenie całego problemu jest bardzo względne, bo "stulecia i lata, które mijają, i tak niczego nie zmieniają w naturalnym porządku rzeczy tego świata". Istotnie, zarówno 1 stycznia 2000 r., jak 1 stycznia 2001 r. słońce wzejdzie dokładnie tak samo jak dzień wcześniej.
Więcej możesz przeczytać w 1/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0