Czego nie potrafimy

Czego nie potrafimy

Nie umiemy korzystać z Internetu, nadawać SMS
Nie rozumiemy prostych komunikatów i instrukcji obsługi sprzętu domowego. Cechuje nas słaba muzykalność, na ogół fatalna kondycja fizyczna i nieznajomość podstaw ekonomii. - Pielęgnujemy obraz nieudaczników, bo to wygodne. Tym się usprawiedliwiamy, tłumaczymy niechęć do uczenia się i wysiłku - ocenia prof. Roch Sulima, antropolog kultury. Nie bez wpływu na to jest również mentalna spuścizna czterdziestu pięciu lat PRL, której nie da się usunąć w ciągu dekady.

Zadziwiają wyniki najnowszego sondażu OBOP. Do czynności zbyt trudnych dla połowy lub więcej rodaków należy obsługa sprzętu informatycznego, rozmowa w języku obcym bądź gra w szachy. Inne statystyki wykazują natomiast, że mamy już aż pięć milionów internautów, a w ciągu ostatnich pięciu lat same korporacje kupiły do użytku firmowego pięć milionów komputerów. - Oceniając własne umiejętności, jesteśmy często bardzo krytyczni - komentuje Urszula Krassowska, szefowa działu badań OBOP. - To prawda, że większość z nas nie radzi sobie z Internetem czy nie posługuje doskonale komputerem, ale jego obsługa dla jednego oznacza umiejętność korzystania z edytora tekstów, dla drugiego zaś - pisanie programów.
Nie zmienia to jednak faktu, że jesteśmy wtórnymi analfabetami. Z najnowszego raportu OECD o analfabetyzmie funkcjonalnym (m.in. umiejętności rozumienia tekstu i przetwarzania prostych informacji) wynika, że zajmujemy jedno z ostatnich miejsc pod względem wykorzystywania danych zawartych w tabelach i wykresach, dokonywania prostych obliczeń (na przykład oprocentowania lokaty bankowej), czytania instrukcji obsługi czy ulotek dołączanych do lekarstw. Na dziesięć badanych nacji gorzej od nas zaprezentowali się tylko Portugalczycy i Chilijczycy. Autorzy raportu twierdzą, że kraje, których obywatele wypadli lepiej, mają większe możliwości rozwoju gospodarczego i łatwiej akceptują nowoczesne technologie. Prof. Ireneusz Białecki, pod którego kierunkiem prowadzono badania w Polsce, uważa, iż przyczyną słabych wyników może być to, że przez lata nie mieliśmy do czynienia z elementami gospodarki rynkowej, m.in. reklamą i obiegiem pieniądza. - Nie byliśmy przyzwyczajeni na przykład do liczenia kalorii w posiłkach, a w pracy nie musieliśmy korzystać ze skomplikowanych urządzeń tak często, jak ludzie na Zachodzie - uważa prof. Białecki. Mamy już wprawdzie prawie półtora miliona studentów, niemniej jednak - jak podkreśla prof. Józef Kozielecki, psycholog - problemem pozostaje jakość kształcenia. Nauczanie encyklopedyczne nadal często dominuje nad nauczaniem umiejętności rozumienia i innowacyjnego myślenia.
- Brak umiejętności radzenia sobie z podstawami ekonomii jest spadkiem po socjalistycznej edukacji i pseudo-opiekuńczości dawnego systemu. Ekonomii trzeba się uczyć w praktyce - uważa Janusz Lewandowski z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. - Nie sądzę, żeby to mocno pogarszało nasze szanse w rywalizacji ze społeczeństwami zachodnioeuropejskimi. Szybko się uczymy, gdy sytuacja nas do tego zmusi, i robimy to lepiej niż inni. Prawdziwą naszą słabością jest natomiast kiepska znajomość języków obcych.
- Obwiniamy się niepotrzebnie, nie jesteśmy wcale mniej muzykalni od innych narodów, jesteśmy jedynie zaniedbani muzycznie - analizuje wyniki badań OBOP Krzesimir Dębski, kompozytor. - W szkole muzyka jest tylko niechcianym dodatkiem do programu, a powinna być podstawowym elementem kształcenia, gdyż uczy abstrakcyjnego myślenia. W Niemczech czy USA muzykuje się powszechnie, kultywuje się tradycje domowych koncertów. Przy każdej uczelni działa chór, orkiestry, zespoły jazzowe, rockowe. U nas nie ma o tym mowy, nic też dziwnego, że pod względem uczęszczania do filharmonii zajmujemy ostatnie miejsce w Europie.
Badania prowadzone przez GUS pokazują, że przeciętny rodak jest w miarę aktywny fizycznie, gdy ma lat "naście". Później najchętniej wolny czas spędza przed telewizorem. Najsłabiej, dodaje OBOP, wychodzi nam jazda konna, na nartach i gra w tenisa ziemnego. Sportów tych nie umie uprawiać ponad 50 proc. ankietowanych. Dlaczego? Bo ich nauka wymaga więcej czasu i wysiłku niż jazda na rowerze czy sankach. No i, rzecz jasna, więcej pieniędzy. Jak podaje CBOS, średnie miesięczne wydatki rodziców na kursy sportowe, naukę języków obcych, zajęcia artystyczne czy kursy komputerowe dla pociech w wieku szkolnym wyniosły w 1999 r. jedynie 194 zł.
- W tym, czego nie potrafimy, a potrafią inni, kryje się pewien rys polskiej mentalności, często opisywany jako narodowe wady - zauważa prof. Sulima. - Mówienie o tym, że się czegoś nie umie, ma sens tylko wtedy, gdy wiemy, co potrafią inni. Wówczas może działać to stymulująco. Ale my najczęściej nie zaprzątamy sobie tym głowy. Hasło "Polak potrafi", które zdobiło bramę Huty Katowice, uświadamiało nam, że jesteśmy nieudacznikami i przyszła pora to zmienić. Czegoś podobnego doświadczamy dzisiaj. Hasło to wciąż przynależy do retoryki transformacji, ale wyraża się najczęściej w zwrocie "kupił polskie towary" albo "teraz Polska". Zdaniem prof. Sulimy, nie potrafimy myśleć w kategoriach finału i celu. Ciągle ważny jest początek, a nie punkt dojścia. Dlatego finisze wyznaczają nam inni i dlatego tak często potykamy się tuż przed metą. Profesor Kozielecki określił to zjawisko "polskotą". Jej konstytutywną cechą jest krótka motywacja, czyli słomiany ogień. Brak nam wytrwałości, uporu.
Psycholog Geoffrey Miller powiada, że człowiek jest istotą leniwą. Ale w krajach rozwiniętych oddziałują na niego bodźce zachęcające do wytrwałej pracy.
- Tymczasem u nas często tworzy się antybodźce. Do nich należy bezinteresowna zawiść. Ludzi sukcesu trzeba wdeptać w ziemię, aby doznać satysfakcji. Ilu szkół nie dokończono, ilu wynalazków nie wykorzystano, ilu powieści nie wydano? - pyta prof. Kozielecki i dodaje: - O ile maszynę można naprawić w ciągu jednego dnia, o tyle zmiany w psychice dokonują się powoli, czasem przez dziesięciolecia. Świadczy o tym historia innych krajów przodujących w wyścigu cywilizacyjnym. - Mamy za sobą pół wieku komunizmu i prawie 150 lat niewoli. Przesiąknęliśmy w tym czasie syndromem ofiary - dodaje Krzysztof Zanussi, reżyser. - Czy powinniśmy się wstydzić naszych nieumiejętności? To zależy od tego, czy wstyd stanie się motorem działania, czy przyczyną popadania w letarg.
Naszą piętą achillesową jest brak umiaru. Biadolenie, podkreślają psychologowie, to nadal jedna z naszych narodowych skłonności. - Rozpamiętywanie krzywd było przed 1989 r. ulubioną osnową hurrapatriotycznych uroczystości, mających zintegrować naród i legitymizować władzę. Nadal tak bywa. Rozpamiętywanie często jest podstawą codziennych rozmów Polaków - uważa prof. Bogdan Wojciszke, psycholog społeczny. - Biadoliliśmy w wiekach XVI-XVIII, w czasach złotej wolności. Ledwo odzyskaliśmy niepodległość, a zaraz zatęskniliśmy za zaborcami - wylicza prof. Jerzy Holzer, historyk. - Jesteśmy społeczeństwem wiecznie nie spełnionych możliwości. Na polskiej skali wartości do dziś odciska się rycerskie próżniactwo. Walka, świętowanie, zabawa liczą się bardziej niż praca. Czyny bohaterskie więcej znaczą niż osiągnięte dzięki nim wyniki. Lecz równocześnie brak nam odwagi cywilnej. Tak właśnie każdą zaletę potrafimy zepsuć nieodległą wadą. Odwaga i warcholstwo. Szczodrość i rozrzutne mnożenie oznak prestiżu - uważa socjolog Edmund Lewandowski.
- Brakowało i brakuje nam praktycznych wzorców. Ludzie nie umieją spontanicznie współpracować, dochodzić do kompromisów, gdyż wcześniej działanie zawsze kontrolowała władza - twierdzi prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. - Koniec biadolenia! - zachęca Czesław Bielecki, szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. - Dla nas szklanka jest zawsze w połowie pusta, a powinna być w połowie pełna. Szukanie u siebie cech negatywnych powoduje zatrucie umysłu i ciała, a to prowadzi do autodestrukcji. Martwi mnie, że rodacy nie są zdolni do pracy zespołowej. Niszczymy w zarodku ciekawe pomysły, jeśli tylko nie są nasze. Dlatego powinniśmy grać na indywidualności, stawiać na silne przywództwo wielkich osobowości.
- To, czego nie potrafimy, nie do końca jest takie złe. Nie potrafimy myśleć strategiami, modelami przyszłej rzeczywistości, lecz raczej metaforami. Nasza nieumiejętność może być nie lada kapitałem dla przyszłości, w której wszystko będzie ogarnięte poznawczo, wyskalowane, zabezpieczone przed działaniem przypadku - konkluduje prof. Sulima.

Okładka tygodnika WPROST: 32/2000
Więcej możesz przeczytać w 32/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0