Obrona Świętej Rusi

Obrona Świętej Rusi

Dodano:   /  Zmieniono: 
Cerkiew prawosławna usiłuje być spoiwem zatomizowanego społeczeństwa poradzieckiego
"To Komitet Centralny KPZR kontrolował politykę Cerkwi, to on decydował o polityce kadrowej w rosyjskiej Cerkwi prawosławnej. Szczegółami zajmował się wydział propagandy i agitacji KC, a KGB było posłusznym narzędziem realizowania tej polityki. To byli profesjonalni działacze antyreligijni i to oni w rzeczywistości kierowali polityką i działalnością Cerkwi. Kontrolowali w całości jej wewnętrzne życie" - stwierdził ojciec Gleb Jakunin, duchowny prawosławny, dysydent polityczny z czasów ZSRR. Upadło sowieckie imperium, ale związki Cerkwi z władzą pozostały bardzo silne, choć ich charakter uległ zmianie.

Przed majowym wyjazdem prezydenta Władimira Putina do Rzymu i przed jego spotkaniem z Janem Pawłem II patriarcha moskiewski Aleksiej II, zwierzchnik rosyjskiej Cerkwi prawosławnej, ostrzegł prezydenta, by ten nie zapraszał papieża do Rosji. Putin posłuchał głosu Aleksieja II, a po powrocie z Watykanu doczekał się pochwały z ust patriarchy. Nie jest bowiem tajemnicą, że przywódcy Federacji Rosyjskiej już od dawna bardzo poważnie traktują głosy hierarchów Cerkwi. Dla Borysa Jelcyna byli oni ważnymi partnerami w kreowaniu poczucia rosyjskiej tożsamości i budowaniu ogólnonarodowej jedności. Jednocześnie sam patriarchat zabiegał o względy Kremla. W ten sposób pozostawał wierny tradycji rosyjskiego prawosławia, które przez dziesiątki lat, nie wyłączając okresu władzy radzieckiej, pokornie wsłuchiwało się w nakazy rządzących. W okresie carskim prawosławie było w Rosji religią państwową, a patriarchat podlegał władzy carów, którzy byli najwyższymi zwierzchnikami Cerkwi.
Totalitarne państwo sowieckie, realizujące politykę przymusowej ateizacji, nie chciało już tolerować rozbudowanej i silnej organizacji religijnej, jaką była Cerkiew prawosławna. Zniszczono tysiące świątyń, zlikwidowano struktury życia religijnego, represjom poddano tysiące duchownych i wiernych. Zachowano jednak patriarchat. Miał być dowodem na istnienie swobody religijnej w Rosji; miał być także instrumentem w polityce wewnętrznej, a przede wszystkim zagranicznej, realizowanej przez władzę radziecką. Dostojnicy prawosławnej Cerkwi godzili się na takie instrumentalne wykorzystanie instytucji patriarchatu.
Na początku lat 90., kiedy na fali demokratycznych przemian w Rosji otwarto część archiwów KGB, stało się jasne, na jaką skalę komunistyczna władza ingerowała w życie Cerkwi i jak znaczna część duchownych współpracowała z totalitarnym reżimem. Oleg Kaługin, były generał, nie wahał się stwierdzić w 1991 r.: "Niemal cały synod prawosławnej Cerkwi to ludzie współpracujący niegdyś z organami bezpieczeństwa".
Wraz ze zmianą sytuacji politycznej w byłym Związku Radzieckim zaczęły się rozlegać głosy o potrzebie rozliczenia tamtego mrocznego okresu w dziejach rosyjskiego prawosławia. Rozległo się wołanie o pokajanie tych, którzy zgodzili się na współpracę z radzieckimi strukturami bezpieczeństwa. Wyrazicielem takich głosów był między innymi cytowany na początku ojciec Gleb Jakunin, a także nieliczna grupa duchownych i świeckich skupionych niegdyś wokół zamordowanego w nie wyjaśnionych okolicznościach ojca Aleksandra Mienia. Głosy te nigdy nie zostały wysłuchane. Raczej odwrotnie - ludzie ci znaleźli się na marginesie życia cerkiewnego. Mechanizm tej niechęci do rozrachunku z przeszłością wyjaśniają słowa gen. Kaługina: "Niemal całe społeczeństwo padło ofiarą tego systemu. Ludzie zupełnie nie związani z Cerkwią także byli agentami KGB. Ci ludzie uważają, że jeżeli człowiek chciał jakoś żyć w totalitarnym państwie, to musiał żyć zgodnie z normami obowiązującymi w tym państwie. Współpraca z organami bezpieczeństwa była taką normą".
Cerkiew i jej hierarchowie nadal cieszą się dużym szacunkiem wśród Rosjan. To z kolei powoduje, że od początku budowania nowego systemu życia publicznego w Rosji patriarchat jest dla władzy interesującym partnerem. Po upadku reżimu radzieckiego i jego ideologii zaczęło w Rosji brakować spoiwa umożliwiającego budowanie poczucia jedności. Cerkiew - ze swoją odradzającą się po okresie radzieckim strukturą - okazała się tym elementem, który może pomóc w odnalezieniu odpowiedzi na pytanie o narodową tożsamość. Może być spoiwem zatomizowanego społeczeństwa poradzieckiego.
Przyzwyczajona do współpracy ze strukturami państwowymi i akceptująca zwierzchność władzy świeckiej Cerkiew szybko odnalazła się w nowej rzeczywistości. Zdając sobie sprawę z możliwości wykorzystania swojej narastającej siły w budowaniu rosyjskiego społeczeństwa, patriarchat nawiązał intensywne kontakty z poradzieckimi elitami władzy. Cerkiew zyskała charakter państwowy. Nową rolę przejęła wszakże wraz ze starymi obyczajami, dawnymi uprzedzeniami oraz wyniesionymi z czasów radzieckich sposobami działania.
Jednym z największych uprzedzeń prawosławnej hierarchii i wiernych w Rosji jest niechęć do katolicyzmu. Przyczyny tej niechęci trafnie określa ojciec Wiaczesław Połosin, duchowny prawosławny, na początku lat 90. przewodniczący Komitetu ds. Wolności Wyznaniowej przy ówczesnej Radzie Najwyższej FR: "Niechęć, a nawet wrogość wobec katolicyzmu wiąże się z głęboką identyfikacją prawosławia z rosyjskim poczuciem narodowym. Zgodnie z takim przekonaniem tylko prawosławie jest harmonijnie włączone w życie narodu rosyjskiego. Każde inne wyznanie, także wyznanie katolickie, jest zagrożeniem dla rosyjskości, dla świadomości narodowej Rosjan". Ale jest i inny powód niechęci do katolicyzmu. Połosin charakteryzuje go następująco: "Wśród ludzi prostych istnieje przekonanie o magicznym charakterze religii. Takie rozumienie religii prowadzi do wniosku, że aktu zbawczego nie dokonuje Bóg, ale rytuał, obrzęd. Z tego wynika wrogość do katolicyzmu, który ma inne obrzędy i inne rytuały".
Tak więc niechęć wobec katolicyzmu ma w Rosji dwa źródła. Jedno z nich ma podłoże narodowe, drugie - religijne. Efektem obu jest wrogość wobec wszelkiej działalności ewangelizacyjnej prowadzonej na ziemiach federacji przez duchowieństwo katolickie.
Rosja jest schrystianizowana - powiadają rosyjscy krytycy działań Kościoła katolickiego po wschodniej stronie Bugu. W sensie formalnym mają rację. Gorzej jest ze świadomością tej chrystianizacji wśród tysięcy ludzi przyznających się do chrześcijaństwa, do tradycji prawosławnej. Jeżeli w moskiewskich cerkwiach z okazjiz świąt liturgicznych modli się ok. 100 tys. osób, to jakiż to odsetek mieszkańców tej wielomilionowej metropolii? Zresztą także duchowni prawosławni mają świadomość, że współczesna Rosja po doświadczeniu komunizmu potrzebuje chrystianizacji i ewangelizacji. Mimo rzeczywistej siły Cerkwi, obawy przed ekspansją katolicyzmu są w Rosji ciągle żywe, a niechęć manifestowana przez prawosławną hierarchię wobec katolików łatwa do zauważenia. Wydaje się, że jej korzenie sięgają poza sferę religijną i że sam dialog między wyznaniami problemu nie rozwiąże.
Niechętny stosunek do katolicyzmu jest elementem znacznie szerszego zjawiska, które można określić mianem rosyjskiego antyokcydentalizmu. Cywilizacja i kultura Zachodu z jednej strony Rosjan pociąga, a nawet fascynuje, z drugiej zaś wzbudza niechęć, a czasami obawy przeradzające się we wrogość. Katolicyzm staje się dla Rosjan częścią świata, który może zagrozić ich tożsamości i jedności narodowej. Pozostające w społecznym i gospodarczym kryzysie społeczeństwo poradzieckie jest szczególnie wrażliwe na tego typu zagrożenia - bez względu na to, czy są realne czy wyimaginowane.
Władimir Putin posłuchał wskazań patriarchy, bo mimo że często deklaruje swoją otwartość na świat, rosyjska scena wewnętrzna jest dla niego znacznie ważniejsza aniżeli gesty w polityce zagranicznej. Aleksiej II, podpowiadając Putinowi, by nie zapraszał papieża do Rosji, znakomicie wyczuł uprzedzenia, które Cerkiew prawosławna skrzętnie kultywuje wśród swoich wiernych. Aby się o tym przekonać, wystarczy zajrzeć do pierwszej z brzegu budki z publikacjami cerkiewnymi, sprzedawanymi choćby na terenie słynnego kompleksu świątynnego w Siergiejew Posadzie. Od broszur na temat zachodniego i katolickiego spisku skierowanego przeciw Świętej Rusi aż się tam roi.
Więcej możesz przeczytać w 32/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0