Kompleks Herostratesa

Kompleks Herostratesa

Najpewniej w wolnej Polsce czują się prawdziwi agenci, tchórze i karierowicze
Herostrates był szewcem. Chcąc zyskać nieśmiertelną sławę, w 356 r. przed naszą erą podpalił jeden z siedmiu cudów świata - świątynię Artemidy w Efezie. Mimo że Herostratesa skazano na śmierć i zabroniono historykom wymieniać jego imię, osiągnął swój cel. Stał się symbolem sławy zdobytej dzięki nikczemności.
Na samym początku lustracji, gdy sędzia Nizieński rozpoczynał misję rzecznika interesu publicznego, poprosiłem go o rozmowę. Powiedziałem Rzecznikowi, że daliśmy mu ustawę, która zakłada jego nieomylność: kiedy informuje, że rozpoczyna procedurę lustracyjną, skazuje już podejrzanego na śmierć cywilną. Paradoksalnie, po dziesięciu minutach rozmowy ktoś, na kogo sędzia Nizieński powoływał się jako na naszego wspólnego znajomego, okazał się osobą, o której nie wiedział rzeczy dalece ją kompromitujących, a publicznie znanych. Skomentowałem to krótko: wystarczy mi własne życie i pamięć, resztę wiem lub mogę się dowiedzieć - teczki nie są mi do tego potrzebne. Na koniec wskazałem Rzecznikowi, że nie działa poza kontekstem politycznym i za przecieki z Sądu Lustracyjnego powinien się czuć współodpowiedzialny.
Szybko doszliśmy do absurdu, którego sędzia Nizieński nie przyjmował i nie przyjmuje do wiadomości. Najpewniej w wolnej Polsce czują się prawdziwi agenci, tchórze i karierowicze. Wczorajsi i dzisiejsi. Sposób lustracji Lecha Wałęsy ma na celu zniszczenie tej legendy "Solidarności", której nawet jego prezydentura nie zdołała zniszczyć. Ponieważ przypadek naszego przywódcy przypomina historię Adama Mickiewicza, wart jest krótkiego komentarza ku pouczeniu analfabetów. Otóż Wałęsa jak młody Mickiewicz pod wpływem obawy czy chwili słabości podpisał podsunięte mu przez policję polityczną papiery. Ale odwaga i determinacja, z jaką później potrafił przewodzić narodowi, po wielekroć już tę młodzieńczą słabość przekreśliła. Nikt nie próbuje wywieść, że dzieło Mickiewicza straciło na wartości na skutek chwili uległości wobec Ochrany. Nie agent stworzył "Dziady" i nie agent przewodził "Solidarności".
Zaciekłość naszych Herostratesów podszyta jest żądzą sławy innej niż w wypadku szewca. Jedni chcieliby "zamieszkać w historii", jak pisał Herbert, ale za słabo się w niej zasłużyli, może i byli niezłomni, lecz tylko w czterech ścianach pokoju i półszeptem. Inni - pampersoidy - urodzili się tak późno, że już nie musieli się niczego obawiać, nie groziło im "zabójstwo na śmietniku".
Spóźnieni na pociąg Historii, mówią teraz za Księciem Poetów: Bądź wierny/Idź. Dokąd? Z kim? W kraju, gdzie miliony przestraszonych głosowały na swoich prześladowców, gdzie ludzie sprzedawali siebie i innych za paszport na Zachód, gdzie szary konformizm dławił każdego, kto chciał wierzyć i wierzył - trzeba, nie bojąc się "chłosty śmiechu", powtarzać za Wałęsą: "Białe jest białe. Czarne jest czarne". Na przekór Herostratesom, którzy uderzają już nie w Wałęsę, lecz w "Solidarność" i Polskę.
Okładka tygodnika WPROST: 32/2000
Więcej możesz przeczytać w 32/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0