Prezydencki poker

Prezydencki poker

Uważam, że start w obecnych wyborach jest błędem Wałęsy, gdyż może się okazać, że dawny mistrz nadaje się już tylko do trzeciej ligi
Jakoś nie mam serca do tegorocznych wyborów prezydenckich. Nie wiem tylko, czy dlatego że ich wynik wydaje się przesądzony, czy też z tego powodu, że nie jest szczególnie ważne, kto zostanie prezydentem, bo władza głowy państwa jest słaba. Dostrzegam więc tylko niektóre elementy rozpoczynającej się kampanii i to w dodatku tak, jakbym je widział w krzywym zwierciadle.

Martwi mnie coraz bardziej mój były szef i prezydent Lech Wałęsa. Ma wprawdzie w kraju swoich zagorzałych fanów, ale ich liczba nie gwarantuje przyzwoitego wyniku wyborczego. I w dodatku nawet przy najlepszych chęciach trudno jest uznać początki kampanii Lecha Wałęsy za udane. Oto pojawił się w kilku miejscach w Warszawie smutny billboard z mało udanym zdjęciem kandydata oraz napisem: "Czarne jest czarne, białe jest białe". Zażenowani warszawiacy, chyba przez szacunek dla byłej głowy państwa, nie recenzowali tego dzieła zbyt złośliwie. Najcelniej trafił je mój przyjaciel, do niedawna wierny żołnierz Lecha Wałęsy: "Pójdę i powiem prezydentowi, że z takim plakatem to powinien startować na gubernatora Alabamy". Przykro mi również stwierdzić, że dziwaczne wypowiedzi byłego prezydenta o udziale obecnego w pielgrzymce do Watykanu mogą mieć poważniejsze skutki, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje. Jeżeli Lech Wałęsa da sobie przykleić etykietkę antysemity, to może mieć niezadługo kłopoty z zaproszeniami na wykłady w Stanach Zjednoczonych, a przecież tylko tam płacą przyzwoite honoraria.
Nie wiem, jak z tego wszystkiego wybrnie mój były szef. Pewnie jakoś sobie poradzi, bo jest zręczny i twardy. Cały czas uważam, że start w obecnych wyborach jest błędem Lecha Wałęsy. Poprzednia przegrana z Aleksandrem Kwaśniewskim była przypadkiem, który może się zdarzyć nawet największemu mistrzowi. Teraz może się okazać, że dawny mistrz nadaje się już tylko do trzeciej ligi. Czy to właściwe miejsce dla jednego z trzech największych Polaków mijającego stulecia?
Prawdziwą niewiadomą obecnych wyborów oraz szansą na ich urozmaicenie jest kandydatura Andrzeja Olechowskiego. Tylko on na razie zaburza w istotny sposób dwubiegunowy schemat rywalizacji Kwaśniewski - Krzaklewski, uosabiający walkę postkomuny z wolną Polską. Olechowski wyraźnie rozrywa ten podział, a obydwaj panowie K. okazują mu na razie dość łagodne lekceważenie. Lekceważenie przeciwnika w sporcie bywa często źródłem przykrych niespodzianek. Wiedzą o tym chyba główni zawodnicy, bo są jeszcze młodzi i trochę uprawiają sport. Myślę więc, że taktyka bagatelizowania Olechowskiego ustąpi niedługo miejsca ostrzejszym akcjom.
Sporo zależy od postawy samego pana Andrzeja i jego zdolności neutralizowania przeciwników. Jednakże na ostateczny wynik najbardziej wpłyną media. Jeżeli dadzą Andrzejowi Olechowskiemu szansę, to wszystko jeszcze może się zdarzyć. Może się mylę, ale odnoszę wrażenie, że telewizja publiczna ignoruje lub wręcz bojkotuje kandydata Olechowskiego. Nie wiem, czy to jakaś zaplanowana taktyka, ale trudno jej odmówić swoistej logiki. W końcu wybory mają być dwubiegunowe. A tymczasem rywalizująca z telewizją publiczną coraz bardziej popularna TVN stara się bogato wypełniać luki informacyjne i gra po swojemu. Obszernie relacjonowała pobyt Andrzeja Olechowskiego na wybrzeżu i przy okazji wbiła szpileczkę Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Otóż ten ostatni postanowił, że zamiast spotkać się z wyborcami, obejrzy na żywo finał turnieju tenisowego Prokom Polish Open. Do wyborców pojechał Ryszard Kalisz, tłumacząc, że prezydent nie mógł. Wyborcy przyjęli to do wiadomości, ale z całą pewnością część z nich już na Aleksandra Kwaśniewskiego nie zagłosuje. Może niektórzy postanowią poprzeć Olechowskiego, bo ten stara się pracować, ludzi traktuje poważnie i nie okazuje elektoratowi demonstracyjnego lekceważenia.
Bardzo profesjonalna sztuczka telewizyjna o konkretnych, choć trudnych do uchwycenia następstwach. Do końca kampanii będzie jeszcze kilka setek takich zagrań. Kto wygra tę partię pokera? Mistrz blefu czy ten, co chowa asy w rękawie, czy też ten, który używa znaczonych kart i dobrze rozdaje, a może wreszcie ten, który gra uczciwie? Czy taka osoba w ogóle ma szanse?
Okładka tygodnika WPROST: 32/2000
Więcej możesz przeczytać w 32/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0