Rząd Internetu

Rząd Internetu

Ile rodzajów adresów pojawi się w sieci? Jak będą wyglądały i kto będzie nimi administrował?
Wszystko zależy od Internet Corporation for Assigned Names and Numbers - organizacji sprawującej największy nadzór nad siecią. Niektórzy nazywają ją nawet "rządem Internetu".
ICANN ma dziewiętnastu dyrektorów wspomaganych przez grupy robocze, a w jej skład wchodzą przedstawiciele środowisk sieciowych z całego świata. Członkiem korporacji może zostać każdy po zapisaniu się przez Internet. Nie kosztuje to nic ani do niczego nie zobowiązuje. Dzięki temu ICANN jest instytucją demokratyczną, a na losy sieci mają wpływ użytkownicy z całego świata. Na mocy kontraktu zawartego z rządem amerykańskim korporacja sprawuje czasową kontrolę nad systemem adresów liczbowych i domenowych. W ten sposób zyskała największą władzę nad Internetem.
W połowie lipca tego roku przedstawiciele ICANN spotkali się w Jokohamie. Przez cztery dni zastanawiali się nad tym, ile domen rodzajowych najwyższego stopnia należy stworzyć. Na razie istnieją dwie: krajowe (jest ich niemal 250, na przykład polska .pl., niemiecka .de czy francuska .fr) i rodzajowe. Domen rodzajowych jest siedem. Com, .net i .org mają charakter otwarty, czyli podmioty nie muszą spełniać żadnych kryteriów przy rejestracji adresów, natomiast .int, .edu, .gov, .mil przeznaczone są dla organizacji międzynarodowych, co najmniej czteroletnich szkół wyższych, instytucji rządowych i wojska.
Pomimo pozornie dużej liczby domen coraz trudniej jest zarejestrować interesujące adresy. Najpopularniejsze zakończenie .com wchodzi w skład ponad 20 mln nazw. Firm pragnących mieć własną domenę jest jednak znacznie więcej. Przedsiębiorstwa zamawiały więc adresy niejako na zapas, a wiele osób zajmowało je z zamiarem odsprzedaży. Sytuację skomplikowało dodatkowo funkcjonowanie w różnych krajach firm o tych samych nazwach (najlepszym przykładem może być chociażby amerykański Optimus produkujący telewizory, magnetofony i radioodbiorniki). Tymczasowym rozwiązaniem niedoboru adresów było wykorzystywanie domen krajowych. W Wielkiej Brytanii zarejestrowano dwa miliony, a w Niemczech - dwa i pół miliona. Polski administrator NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa) zaakceptował mniejszą liczbę zgłoszeń. Adresów z .pl jest nieco ponad 50 tys., lecz naszych firm w sieci jest w rzeczywistości znacznie więcej, gdyż część wybiera międzynarodową domenę .com.
Sytuację ma poprawić zwiększenie liczby domen najwyższego rzędu. W Jokohamie debatowano głównie nad ich liczbą i zasadami wprowadzenia. Esther Dyson, przewodnicząca zarządu ICANN, obiecuje, że nowych adresów będzie na tyle dużo, aby zadowolić różne grupy użytkowników Internetu. Nie wiadomo natomiast jeszcze, jakie to będą domeny. Wśród propozycji przeważają .biz, .travel, .union., .museum, .shop i .sex. Zmieniony ma być także sam regulamin ich rejestracji. Osoby i firmy chcące dysponować adresem na przykład z końcówką .museum będą musiały udowodnić związek swojej działalności z charakterem nazwy.
Ważną kwestią będzie uporządkowanie zasad rejestracji adresów. W niektórych krajach odbywa się ona automatycznie, bez zbędnych procedur i ograniczeń. W innych (Polska) trzeba mieć prawo do domeny. W Szwecji na przykład podmiot zgłaszający musi mieszkać w tym państwie lub powinien mieć w nim siedzibę. W Kanadzie zaś obowiązuje limit liczby rejestrowanych nazw. Nowe zasady powinny też zapobiegać naruszeniom praw osób trzecich, w tym praw do znaków towarowych. Richard Francis, współzałożyciel grupy prawnej ISOC (Internet Society), największej organizacji skupiającej użytkowników sieci, twierdzi, że rejestracja powinna się odbywać automatycznie, podobnie jak w Wielkiej Brytanii. W przeciwnym razie procedura sprawdzania zgłoszeń zwiększy koszty firm i wydłuży czas odpowiedzi.
Dyskusja na temat domen przebiegała w bardzo gorącej atmosferze. Najczęściej przywoływanym autorytetem był zmarły niedawno Ion Postel, człowiek legenda, który przed laty przyznał prawo do nadawania domen 250 krajom. Pod koniec życia domagał się otwarcia ich systemu. Na takie rozwiązania trzeba będzie jeszcze zapewne zaczekać co najmniej kilka lat.

Okładka tygodnika WPROST: 32/2000
Więcej możesz przeczytać w 32/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0