Zwykła żądza zysku

Zwykła żądza zysku

Czy nie przedwcześnie i zbyt pokornie oddajemy hołd bożkom nowych czasów, takim jak nowoczesne technologie czy globalizacja? Można się nimi zachwycać, ale należy pamiętać, że większość współczesnych wynalazków napędzana jest zwykłą żądzą zysku - przestrzega w tym numerze Lech Falandysz.



Czy nie przedwcześnie i zbyt pokornie oddajemy hołd bożkom nowych czasów, takim jak nowoczesne technologie czy globalizacja? Można się nimi zachwycać, ale należy pamiętać, że większość współczesnych wynalazków napędzana jest zwykłą żądzą zysku - przestrzega w tym numerze Lech Falandysz. Dalej autor "Jakim prawem" ironizuje: "Wyrzućmy na śmietnik starą zasadę suwerenności i archaiczne państwo narodowe (...) i nie obawiajmy się nowości. Trzeba się jeszcze tylko poklonować (...) gorylom i szympansom dać prawa człowieka". Odpowiadam zwięźle panu profesorowi: gdyby nie owa odrażająca "zwykła żądza zysku", będąca, moim skromnym zdaniem, głównym motorem tak zwanego postępu cywilizacyjnego, straciłby rację bytu pański postulat "dać gorylom i szympansom prawa człowieka", bowiem wszyscy do dziś siedzielibyśmy jeszcze na drzewach.
Prof. Falandyszowi oraz wszystkim pesymistom, czarno- widzom, katastrofistom, a może tylko ludziom, których przeraża tempo zmian zachodzących we współczesnym świecie (należy do tej grupy - jak wynika z ostatnich badań Pentora dla naszego tygodnika - prawie 40 proc. obywateli RP; vide: "Przyczółki koalicji"), pozwalam sobie zarekomendować tekst Jana Szomburga "Strategia dla przyszłości". Pisze prezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową: "Polska ma niepowtarzalną szansę prześcignięcia krajów Europy Zachodniej niejako bez ich doganiania, czyli bez wiernego powielania ich drogi. Szansę tę stwarza rewolucja informacyjno-telekomunikacyjna, a równocześnie globalizacja przepływów kapitałowych". I konkluzja: "Możemy się pokusić o zbudowanie w Polsce gospodarczego modelu środkowoatlantyckiego, który byłby czymś pośrednim między modelem kontynentalnym a amerykańskim". Ja nawet, przyznam - zwłaszcza po przeczytaniu artykułu "Eurochoroba" - skłaniałbym się bardziej ku naszemu przystąpieniu do NAFTA niż do UE. Szkoda, że nie da się przeskoczyć oceanu. A skoro o Ameryce mowa, poleciłbym jeszcze prof. Falandyszowi i wspomnianym wyżej 40 proc. rodaków lekturę rozmowy z Januszem Głowackim, pomieszczoną na naszych łamach dwa tygodnie temu. "Sukces jest chorobą, ale i racją istnienia USA. W Polsce kochamy przegranych, niezrozumianych, bo jako naród czujemy się niedowartościowani" - mówi człowiek, który nie ucieka od rzeczywistości, lecz nieustannie się z nią mierzy. I dalej: "Wszystkie europejskie sztuki są w Stanach Zjednoczonych bardzo podejrzliwie czytane. Wydaje się, że są zbyt artystyczne, zupełnie niekomercyjne; określenie ťto jest bardzo europejskieŤ jest wyrokiem skazującym". No i proszę, znów ta ohydna "zwykła żądza zysku". Tyle że bez niej zapewne nie narodziłby się American dream, bez niej Stany Zjednoczone nie mogłyby się dziś pochwalić wskaźnikami makroekonomicznymi, o których najbogatsze państwa eurolandu mogą tylko śnić, bez tej wreszcie obrzydliwej "zwykłej żądzy zysku" Ameryka nie stałaby się, jak w "Rozmowie wprost" mówi prof. Zbigniew Brzeziński, "ostatnim mocarstwem w historii świata". Polska, mimo bardzo optymistycznych wizji roztaczanych przez ekonomistów (vide: "Prognoza 2000"), nie jest skazana na sukces. "Niewidzialna ręka rynku" i determinacja Leszka Balcerowicza nie są w stanie dokonać cudu. Jan Szomburg wyraźnie mówi o szansie na sukces. Powiada: "Nadchodząca dekada nie przyniesie oddechu po trudach dziesięciolecia transformacji. Będzie to dekada nauki, potu i modernizacji". Wszystko zatem zależy od tego, czy większości z nas będzie się chciało chcieć jeszcze bardziej wysilić, wciąż zdobywać wiedzę i - "modernizować", które to słowo nieco szumnie interpretuję: bez lęku stawić czoło wyzwaniom trzeciego tysiąclecia. Na razie cieszy fakt, że warszawską giełdę zdominowali akcjonariusze spółek giełdowych (vide: "Imperatorzy parkietu"), bo to oznacza, że nasza gospodarka podąża we właściwym kierunku. Cieszy, że młodzi twórcy reklamy osiągają wyżyny sztuki (vide: "Młode orły"). Oby tylko dane im było co z wytworów kraju nad Wisłą zareklamować i rozsławić poza jego granicami. Życzę Państwu i sobie tego serdecznie w roku 2000. I tak myślę sobie jeszcze, że "zwykła żądza zysku" - jakże dla niektórych niska i odrażająca, ale jakżeż przy tym inspirująca i twórcza - może się w spełnieniu tego życzenia okazać niezwykle użyteczna.
Okładka tygodnika WPROST: 1/2000
Więcej możesz przeczytać w 1/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0