Nowa twarz Polski

Nowa twarz Polski

Nigdy w historii najnowszej Polska nie miała tak dobrych jak dziś notowań na świecie
"Opinia o Polakach jest nie do pozazdroszczenia; za granicą być Polakiem nie jest łatwo. Słysząc słowo "Polak", Francuz zbyt często myśli o nielegalnych handlarzach, a Niemiec o robotnikach na czarno, reperujących dach sąsiada. Zła reputacja Polaków jest starsza i znacznie bardziej rozpowszechniona na naszej planecie, niż można by przypuszczać" - napisał Viljem Gogala w listopadowym wydaniu "Rheinischer Merkur".

Polish jokes w USA lat 60., francuskie powiedzenie "pijany jak Polak" czy niemiecka rymowanka o złodziejach samochodów ("Jeszcze dobrze nie skradziony już do Polski dostarczony"), potoczne mniemanie o naszym braku kultury czy antysemityzmie, który - zdaniem Gogali - doprowadził do tego, że wpływowa amerykańska diaspora żydowska większą sympatią darzy Niemcy niż Polskę - to pierwsze z brzegu przykłady stereotypów o Polsce i Polakach. O ile w odległych Stanach Zjednoczonych w latach 80. moda na dowcipy o głupawych Polakach zaczęła zanikać, o tyle w Europie po upadku żelaznej kurtyny wręcz się nasiliła.
Do zmiany wizerunku Polaków w USA przyczyniło się przede wszystkim trzech wielkich współautorów najnowszych przemian społeczno-politycznych na świecie: Zbigniew Brzeziński, prezydencki doradca i wybitny znawca problematyki Wschód-Zachód, Karol Wojtyła jako głowa Stolicy Apostolskiej i Lech Wałęsa, elektryk i działacz związkowy, który zapoczątkował rozpad komunizmu i Układu Warszawskiego. Pokojowe przejęcie władzy przez siły demokratyczne w Polsce i jej konsekwentne reformy uhonorowało w USA poparcie senatorów dla przyjęcia Polski do NATO. Senatorskie "tak" wypowiedziane zostało dokładnie po dziesięciu latach od porozumień "okrągłego stołu" - nowego hasła w polskiej "Encyklopedii powszechnej" i określenia, które na stałe wzbogaciło język niemiecki. "Okrągły stół" jest dziś w Niemczech synonimem gotowości do kompromisu. Dla Jeremy ego Rosnera, specjalnego doradcy prezydenta Clintona, i sekretarz stanu Madeleine Albright lata 1989-1999 stanowiły cezurę decydującą o dzisiejszym stosunku elit politycznych USA do Polski.
"Koniec komunizmu pozostawił wiele narodów w sytuacji równie odległej od normalnej jak dawniej, powodując często staczanie się ich w kłótnie etniczne, autorytaryzm i układy mafijne. Jednak dzisiejsza Polska bardziej niż większość państw byłego bloku wschodniego przypomina Hiszpanię czy Portugalię" - napisał "The New York Times", uznawany przez niektórych naszych rodaków za gazetę "antypolską". W ocenie komentatorów tego dziennika nasz rząd ma dziś takie same problemy jak większość rządów zachodnich. Tytuł tego artykułu - 
"Normalna Polska" - odzwierciedla sposób, w jaki postrzega się nasz kraj w Stanach Zjednoczonych. Liczba tego rodzaju "laurek" w amerykańskiej prasie zwiększyła się szczególnie od chwili, gdy Polacy wyszli obronną ręką z kryzysu, jaki ogarnął Rosję. "Ukraińcy próbują naśladować polski przykład" - zatytułował swą październikową korespondencję "The Washington Post", a " The New York Times" w publikacji o Europie Środkowo-Wschodniej skonstatował: "Rosja nie jest Polską i w tym całe nieszczęście" ("Russia is not Poland and that s too bad").
Przez Amerykanów Polska postrzegana jest jako kraj pozytywnie odróżniający się od państw z byłej socjalistycznej rodziny. Dla mieszkańców zachodniej Europy, w tym przede wszystkim dla bezpośrednio graniczących z nami Niemców, wyzwolenie się naszego kraju z orbity ZSRR miało inny, bardziej prozaiczny wymiar: najpierw "polskiego rynku" w Berlinie, później "polskiej zupy" (narkotyki), "polskich mafii" samochodowych, zalewu polskich robotników pracujących na czarno, polskich prostytutek, nieletnich chłopców w okolicach Berlin-Zoo czy handlarzy papierosów. Zjawiska te szybko wyparły sympatię zdobytą w czasach heroicznej determinacji "ludzi z żelaza". Dziś na zachodzie Europy powoli kształtuje się nowa twarz Polski i Polaków, bynajmniej nie z powodu zaniku naszej przestępczości, lecz głównie dzięki polskim osiągnięciom
gospodarczym.
Wzrost gospodarczy w Polsce - ponadtrzykrotnie wyższy niż w Niemczech - spowodował, że obraźliwe określenie polnische Wirtschaft wyszło już z powszechnego obiegu. "Inwestycje z silną tendencją wzwyż - polski magnes dla 
kapitału zagranicznego w Europie Wschodniej" ("Nachrichten für Aussenhandel"), "Dalszy wzrost koniunktury w Polsce" ("Handelsblatt"), "Zbyt szybki wzrost polskiej gospodarki" ("Kölner Stadt-Anzeiger"), "Dobre perspektywy o gorzkim posmaku" ("Süddeutsche Zeitung"), "Polski kurs sukcesu" ("Die Welt") - to tylko nieliczne przykłady dobrej prasy, jaką mamy w RFN. W Niemczech pisze się o Polsce często, wyczerpująco i niemal na każdy temat. Z kolei we Francji relacjonowanie polskiej metamorfozy da się ująć sloganem: "Brak wiadomości jest dobrą wiadomością". Oznacza to, że Polskę traktuje się jako "normalny kraj", bez wydarzeń kwalifikujących nas na pierwsze strony gazet, gdzie pisze się o polityce wielkich mocarstw, wielkim nieszczęściu i wyjątkowym braku rozsądku.
W 1998 r. Polski nie nawiedziły żadne kataklizmy. O licznych ofiarach ostatnich mrozów wspomniano we Francji w kontekście fali zimna w całej Europie. W Niemczech informacje te opatrywano niekiedy komentarzami o pejoratywnym wydźwięku. W niektórych mediach RFN ciągle jeszcze trwa moda na "egzotykę" wschodniego sąsiada. Na tej zasadzie tygodnik "Der Spiegel" poświęca całą kolumnę Radiu Maryja czy "księdzu Robin Hoodowi" z podtytułem: "Ks. Eugeniusz Woś ściągał auta z Zachodu, sprzedawał, a pieniądze rozdawał ludziom biednym, za co stoi przed sądem". Co prawda Polenwitz z grudniowego występu Rudi Carrella, jednego z ulubieńców niemieckich telewidzów (notabene Holendra), o tym, jak to szef bońskiego MSZ Joschka Fischer podczas pobytu w Warszawie nerwowo zapinał marynarkę, by mu nie skradziono portfela z wewnętrznej kieszeni, wywołał salwy śmiechu, ale szydzenie z Polski na ekranie i wymyślone "sensacje" wyraźnie ustępują miejsca rzeczowym doniesieniom.
Przegląd prasy europejskiej pozwala stwierdzić, że Niemcy zaczynają być coraz lepiej informowani o wszystkich przejawach naszej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Nie szczędzi się nam pochwał za "wzorowe" stosunki zarówno z RFN, jak i z Litwą i Ukrainą. Berliński dziennik "Der Tagesspiegel" zwrócił uwagę na nie wykorzystane dotychczas szanse przywódczej roli trójkąta niemiecko-francusko-polskiego w Europie, co w podtekście oznacza traktowanie nas jako partnerów godnych zaufania. We Francji wiadomości z Polski można najczęściej znaleźć w gazetach i rubrykach ekonomicznych. Przedmiotem zainteresowania jest zwłaszcza wpływ decyzji politycznych na stabilność naszego kraju i jego znaczenie jako przyszłego partnera w NATO i UE. Komentarze są na ogół przychylne, a postaciami szczególnie cenionymi przez Francuzów są Leszek Balcerowicz, twórca polskiego "cudu gospodarczego", i Bronisław Geremek, cieszący się szacunkiem nie z powodu biegłej znajomości francuskiego, lecz aktywności w roli przewodniczącego OBWE.
Opinie pozytywne wyrażają o nas z reguły ludzie dobrze wykształceni oraz wywodzący się z kręgów polityki i gospodarki. W rozmowach z przeciętnymi Francuzami, Niemcami czy Włochami nadal słyszy się wyobrażenia o Polsce sprzed dziesięciu lat, zmuszające do wyjaśnień, że nie znajdujemy się już bynajmniej na granicy gospodarczej zapaści. Warszawskie zawirowania polityczne amerykańscy i europejscy politycy odbierają jako "odpryski" normalnie funkcjonującej demokracji, ale szeroko relacjonowane incydenty na tle oświęcimskich krzyży negatywnie odbiły się na podejmowanych przez wielu ludzi staraniach o zlikwidowanie stereotypu Polaka fanatyka i antysemity. O ile zatem elity szybko zmieniają swój stosunek do nas i postrzegają nas coraz lepiej, o tyle zmiana potocznych sądów o Polakach przebiega znacznie wolniej. Widać to wyraźnie na przykładzie Włoch, gdzie jedni nas podziwiają, a inni ciągle oceniają przez pryzmat meldunków policji.
W świecie włoskiej polityki i gospodarki Polska chyba nigdy w najnowszej historii nie cieszyła się tak dobrą opinią jak teraz. Zarówno włoska prawica, jak i lewica widzą w niej "tygrysa" zdolnego przyciągnąć zagraniczne inwestycje, szybko zmierzającego do UE i NATO. Rządy SLD potraktowane zostały jako epizod, a obecne problemy koalicji rządzącej nikogo już nie obchodzą. O uznaniu dla naszych przemian świadczą spotkania w ambasadzie RP w Rzymie. Niegdyś odwiedzali ją wyłącznie "zawodowcy" (specjaliści wywiadu i nieliczni przedstawiciele państwowych koncernów), a dziś tłoczno tam od ludzi biznesu i reprezentantów najwyższych władz. Przeciętnym Włochom nadal jednak kojarzymy się z przestępcami z Polski, którzy pierwsi wykorzystali możliwość bezwizowych wyjazdów na Zachód. W wyniku ich działalności pasażerowie samochodów z czarnymi tablicami rejestracyjnymi postrzegani byli często jako potencjalni kryminaliści i kombinatorzy, a w serialach telewizyjnych przedstawiano nas zazwyczaj jako osoby o niechlujnym i podejrzanym wyglądzie. Tę opinię będziemy korygować jeszcze przez lata.
Co prawda we włoskich statystykach przestępczość naszych rodaków maleje, ale ciągle polacchi dostarczają pracy kwesturom i komisariatom. W lasku w Castelfusano, na przedmieściach podrzymskiego kąpieliska, prawie 400 Polaków pracujących na czarno u okolicznych farmerów koczuje w namiotach i barakach z esek i blachy. Ich liczba jest dziś kilkakrotnie mniejsza niż kiedyś, lecz częste łamanie prawa przez tę wspólnotę nadal szkodzi naszemu wizerunkowi. Z włoskich statystyk wynika też, że jesteśmy po Rumunach drugą grupą narodowościową korzystającą z darmowych posiłków dla bezdomnych. Polacy często przyjeżdżają do jadłodajni mercedesami i BMW... Nasi rodacy dominują w stołówce Sióstr Miłosierdzia Matki Teresy z Kalkuty, znajdującej się 200 metrów od Bazyliki św. Piotra w Rzymie, i zmuszają pozostałych cudzoziemców - nierzadko agresyw- nie - by stołowali się gdzie indziej. We Włoszech Polacy "zasłynęli" też dzięki rabunkom używanej odzieży z placówek Caritasu i myciu aut na miejskich skrzyżowaniach. Wprawdzie dziś nie spotyka się ich już na ulicach, ale wielu Włochom nadal kojarzą się z tym "zawodem", który doczekał się nawet filmowej opowieści, zaprezentowanej przed trzema miesiącami na festiwalu w Wenecji.
Wzrost poziomu życia Polaków pierwsi dostrzegli hotelarze. Polscy narciarze są podstawą bytu niejednego górala w Adydze i Trentino, coraz więcej naszych rodaków plażuje nad włoskimi morzami, a uczestnicy licznych
pielgrzymek, sypiający w podrzędnych schroniskach, spowodowali, że w taniej turystyce zdobyliśmy niemal wyłączność. Poza tym dla przeciętnych Włochów Polska jest przede wszystkim krajem aż do znudzenia katolickim. W latach 80. wszystkie migawki telewizyjne z naszego kraju pokazywały wnętrza wypełnionych kościołów i las rąk z palcami ułożonymi w literę "V". Także obecnie relacje z Polski najczęściej mają kontekst religijny, przedstawiając wizyty papieża albo wizyty u papieża. W Niemczech wzgardliwe określenie Pole-Kathole pamięta dziś niewielu, a powtarzany niedawno serial o policjancie Schimanskym, który odwiódł Polaka od morderstwa, powołując się na piąte przykazanie: "Nie zabijaj!", może już tylko budzić śmiech.
Choć Londyn oddalony jest od Polski o dwie godziny lotu samolotem, w świadomości przeciętnych Brytyjczyków jesteśmy krajem leżącym gdzieś w okolicach koła podbiegunowego, na zachód od Uralu. Być może jest to wina relatywnie słabej znajomości geografii wśród wyspiarzy, być może skojarzeń językowych. Po angielsku Pole (Polak) oznacza też "biegun". Robotnikom nasz kraj kojarzy się z "wojną z Hitlerem", na którą Brytyjczycy "poszli z powodu Polski". Poza tym Polacy traktowani są "po angielsku", to znaczy jak każdy inny naród, bez specjalnej namiętności. O najważniejszych wydarzeniach nad Wisłą najczęściej informuje "The Economist", a "Financial Times" poświęcił nam ostatnio dwa dodatki specjalne. W prasie brytyjskiej nie brak akcentów z przeszłości. Niedawno sporo miejsca zajęła sprawa Heleny Wolińskiej, prokurator w czasach stalinowskich, która wydała nakaz aresztowania gen. Fieldorfa. O dokonującej się zmianie naszego wizerunku świadczy tytuł jednego z artykułów "Financial Times": "Już nie ofiara". Jego tematem był wzrost poczucia własnej wartości i pewności siebie wśród Polaków. W publikacjach gospodarczych zwracano uwagę na przerost sektora rolnego i powolne tempo prywatyzacji telekomunikacji, ale też chwalono Polskę jako "najatrakcyjniejsze miejsce w Europie Środkowej dla inwestorów przemysłu motoryzacyjnego" i podkreślano korzyści płynące z mariażu LOT z British Airways. Zdaniem brytyjskich komentatorów, Polakom udało się osiągnąć stabilność i sukces bez względu na kryzys w Rosji.
W Rosji rozbieżności w opiniach o Polakach wśród politycznego establishmentu i obywateli przedstawiają się odwrotnie niż na Zachodzie. Polskie osiągnięcia społeczno-gospodarcze nie są dostrzegane przez moskiewskich decydentów i prasę. O Polsce i Polakach mówi się mało. Niedawno rzecznik Borysa Jelcyna tłumaczył tylko, dlaczego prezydent nie pojechał w grudniu do Warszawy, jak to ustalono podczas lipcowego spotkania z Aleksandrem Kwaśniewskim na Kremlu. Dimitrij Jakuszyn wyjaśnił, że taka wizyta musi być najpierw dobrze przygotowana przez premierów, a tak w ogóle to nie była planowana w rozkładzie zajęć prezydenta... Kiedy natomiast Polska wprowadziła obowiązek posiadania przez cudzoziemców 30 dolarów na każdy dzień pobytu w naszym kraju, moskiewska prasa rozpisywała się o naszym "finansowym odgradzaniu się od Rosji". W gazetach pojawiamy się też w związku z działalnością rosyjsko-polskich mafii i pobieraniem haraczu od Rosjan przewożących przez Polskę samochody z Niemiec. W wypowiedziach polityków wymieniani jesteśmy rzadko i głównie jako "odszczepieńcy", co wyjaśnia pamiętne zdanie Jewgienija Primakowa. "Rozumiemy, że wasze członkostwo w NATO jest sprawą przesądzoną i nic już na to nie możemy poradzić, ale nie każcie się nam z tego cieszyć" - powiedział były szef rosyjskiej dyplomacji do Bronisława Geremka.
Krajem stabilnym pod względem politycznym i gospodarczym, stawianym na równi z państwami Zachodu, jesteśmy jedynie w opiniach obiegowych. Zamożniejsi Rosjanie rozważają możliwość kupna w Polsce nieruchomości, by przenieść się tam w razie zagrożenia w ich ojczyźnie. Chcą też lokować swe oszczędności w polskich bankach. Biedniejsze i mniej wykształcone warstwy społeczne uznają nas za "zdrajców". "Pomagaliśmy wam przez dziesięciolecia, a wy teraz się od nas odcinacie" - mówią uczestnicy postkomunistycznych manifestacji. W rozmowach prywatnych większość Rosjan postrzega Polskę jako kraj względnie dostatni, odnosząc się do nas z sympatią. Do dziś wielką popularnością cieszą się tu ekranowe "hity" z minionej epoki, a wśród nich seriale o kapitanie Klossie oraz o czterech pancernych i psie.
Na szczęście ocena państw zachodniej Europy w coraz mniejszym stopniu nawiązuje do "osiągnięć PRL". "W ciągu bez mała dziesięciu lat Polska udowodniła, że dojrzała do Europy" - napisano w "Rheinischer Merkur". Jeśli nawet jeszcze nie wszyscy są o tym przekonani, Polacy zaczynają mieć podstawy, by dumniej nosić głowy.



ROLAND FREUDENSTEIN, dyrektor
Biura Fundacji Adenauera w Polsce

Mam wrażenie, że Polska i Polacy powoli poprawiają swój wizerunek na Zachodzie. Jeszcze kilka lat temu Polacy kojarzyli się przede wszystkim z pracą na czarno, kradzieżą samochodów i prostytucją. Albo po prostu w ogóle się nie kojarzyli się z niczym. Ostatnio coraz częściej mówi się o Polsce w kontekście szalonej dynamiki i  nieoczekiwanego wzrostu gospodarczego. U niektórych budzi to  wręcz obawy przed konkurencją. Inni uznają Polaków za partnerów, zaś Polskę za kraj szansy, a nie biednego sąsiada zagrażającego ich bogactwu. Polacy muszą jednak sami dbać o swój wizerunek, na  przykład politycy powinni pokazywać, że potrafią działać z myślą o  Europie, a nie tylko o polskiej polityce. Wtedy pojawi się prawdziwy partnerski dialog, tym razem już na wszystkich szczeblach społecznych.

JAŚ GAWROŃSKI, senator Forza Italia,
były rzecznik prasowy Silvio Berlusconiego

Polska w ciągu ostatnich dziesięciu latach bez wątpienia zmieniła się na lepsze, tylko szaleniec mógłby temu zaprzeczyć. Ja, niestety, czuję w sobie pewną dozę tego szaleństwa, bo nie mogę uniknąć myśli, że  dla mnie jako dziennikarza i człowieka, który przybywa "z Zachodu", Polska była lepsza już znacznie wcześniej. Do Polski jechało się z  entuzjazmem jako do kraju "egzotycznego", wyjątkowego, tak odmiennego od Włoch. Wszystko było inne i dużo lepsze: zainteresowania głębsze, rozmowy intensywne i ciekawe, w  rodzinach i kościołach odczuwało się niezwykłą atmosferę solidarności i przyjaźni... W dzisiejszej, "lepszej" Polsce nic mnie właściwie już nie pociąga. Tematy rozmów są takie same jak we  Włoszech: polityka, pieniądze, piłka nożna i kobiety. Tyle że  przynajmniej na razie we Włoszech polityka jest bardziej pasjonująca, pieniędzy jest więcej, piłkarze są najlepsi na świecie... I  aż wstyd powiedzieć, że do Polski jeździ się dlatego, że kobiety są tam ładniejsze...

Prof. STANISŁAW SZUSZKIEWICZ,
były przewodniczący Rady Najwyższej Białorusi

Niejednokrotnie w naszym parlamencie występowali ludzie, którzy chcieli dowieść, że w białoruskiej historii wszelkie zło pochodziło z  Polski, a dobro z Rosji. Teraz na szczęście takich wystąpień już nie  ma. Ta zmiana nastąpiła dzięki temu, że przez ostatnie osiem, dziewięć lat dociera do nas więcej informacji. Dzisiaj Polska jest przykładem rozwiniętego, demokratycznego państwa, któremu jest czego zazdrościć. Teraz więc na Białorusi trudno mówić źle o Polsce. Czasami ocenia tak Polaków jedynie prezydent Łukaszenka - jego zdaniem, Polak to jednocześnie anty-Białorusin i anty-Rosjanin. Inni ludzie rozumieją jednak, że na zachód od Białorusi leży kraj, który dzięki pracy swych obywateli i działalności wybitnych polityków zmierza do zamożnego życia, do krainy praworządności i demokracji.


Okładka tygodnika WPROST: 1/1999
Więcej możesz przeczytać w 1/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0