Megakryzys?

Megakryzys?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prognoza gospodarcza dla Polski i świata
"Znajdujemy się dzisiaj w środku największej ekonomicznej katastrofy nowoczesnego świata. Widać, że to ostatni, kulminacyjny kryzys kapitalizmu i obecny porządek społeczny go nie przetrwa" - te słowa w 1931 r. wypowiedział John Maynard Keynes. Kapitalizm kryzys ów przetrwał, lecz okupił go tym, że państwa stworzyły narzędzia mitygujące rozpasanie wolnego rynku, co gospodarkom nie zawsze wychodziło na dobre. Obecnie keynesizm, zakładający kontrolowaną ingerencję państwa w procesy gospodarcze, jest dominującą filozofią gospodarki w demokratycznej Europie. Co więcej, następcy Keynesa znowu zapowiadają megakryzys i globalną recesję. Czy rzeczywiście możliwy jest krach równie bolesny, jak wielki kryzys przełomu lat 20. i 30.?

Ekonomiści podkreślają istnienie wyraźnych analogii między zapaścią sprzed siedemdziesięciu lat a obecną sytuacją: spadają ceny towarów, zwłaszcza surowców (ich realny poziom jest najniższy od czasu wielkiego kryzysu), bez uzasadnienia zwyżkują natomiast ceny akcji na największych giełdach. W latach 1993-1997 światowa gospodarka rozwijała się w tempie 3-4 proc. rocznie. W ubiegłym roku - według analityków banku JP Morgan - globalny wzrost wyniósł już tylko 1,5 proc. Prognozy na ten rok przewidują utrzymanie tego trendu. Kryzys dotknął 40 proc. światowej gospodarki. Nie brakuje opinii, że jeżeli w recesję wpadną Stany Zjednoczone, co nie jest niemożliwe, w tym roku produkcja globalna może się zmniejszyć po raz pierwszy od 60 lat.
Bank Światowy opublikował raport, po którego lekturze nasuwa się bardzo pesymistyczny wniosek: recesja może objąć cały świat, jest nieunikniona, a jej koszty najbardziej odczują kraje rozwijające się, także Polska. Autorzy szacują, że w 1998 r. Brazylia, Indonezja i Rosja oraz 33 inne kraje rozwijające się, w tym państwa Europy Środkowej i Wschodniej, łącznie odnotują spadek PKB. Prawdopodobieństwo wystąpienia globalnej recesji będzie znacznie większe niż na początku minionego roku - potwierdzają autorzy opracowania, wywodzący się z dwóch niezależnych brytyjskich instytutów ekonomicznych: London Business School i Oxford Economic Forecasting. Główną przyczyną spowolnienia wzrostu gospodarczego w tym roku będzie znaczne osłabienie popytu wewnętrznego w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Prawdopodobnie gospodarstwa domowe i firmy nie będą się zadłużać, by uzyskać środki na opłacenie wydatków, będą natomiast dążyć do spłacania długów.
Jak ze skutkami globalnego kryzysu radzi sobie polska gospodarka? Początkowo wydawało się, że problemy nas ominą. W październiku 1998 r. produkcja przemysłowa zaczęła jednak spadać. Według danych GUS, w listopadzie była niższa o 6,9 proc. niż w październiku i o 1,4 proc. niższa niż w listopadzie 1997 r. Aż 11 z 29 działów przemysłu odnotowało spadek produkcji sprzedanej. Najgorzej pod tym względem wypada branża skórzana (spadek o 24,4 proc. w porównaniu z listopadem 1997 r.), ucierpieli też producenci sprzętu transportowego (spadek o 23,4 proc.).
Wydawało się, że obniżenie produkcji jest zamierzonym efektem polityki chłodzenia gospodarki. Rząd zapowiedział ją już na początku 1998 r., obawiając się, że zbyt szybkie tempo wzrostu, napędzane głównie przez inwestycje i popyt krajowy, może doprowadzić do napięć, przede wszystkim do rosnącego deficytu w handlu zagranicznym. - Nie ma nic zamierzonego w tym, że zmniejsza się produkcja przemysłowa - potwierdza prof. Stanisław Gomułka, doradca ministra finansów. - Po wybuchu rosyjskiego kryzysu polski eksport został w znacznym stopniu zahamowany. Teraz producenci dostosowują się do mniejszego eksportu. Właśnie dlatego tempo wzrostu produkcji w przemyśle przetwórczym już od września kształtuje się poniżej możliwości wytwórczych.
Prof. Gomułka nie wyklucza, że na tę sytuację mogło mieć też wpływ zmniejszenie zapotrzebowania na rynku krajowym, na którym towary z importu "wypychają" artykuły polskie. Jego zdaniem, produkcja znowu zacznie wzrastać, gdy unormuje się sytuacja w handlu zagranicznym i zostanie zahamowany spadek eksportu. Prognozy nie są jednak optymistyczne. Zdaniem Mirosława Gronickiego z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, mocny złoty i przewidywane pogorszenie w 1999 r. koniunktury gospodarczej w krajach Unii Europejskiej spowodują obniżenie tempa wzrostu wartości eksportu - z prawie 14 proc. w 1998 r. do 8 proc. w 1999 r. Jednocześnie mocny złoty może się przyczynić do przyspieszenia wzrostu wartości importu - z 13,8 proc. w 1998 r. do ponad 14 proc. w 1999 r. Deficyt bilansu płatniczego, który może sięgnąć 8 mld USD (ok. 5 proc. PKB), zrekompensowany będzie napływem inwestycji zagranicznych do Polski i powiększeniem oficjalnych rezerw dewizowych - do 33 mld USD.
Prognozy różnych niezależnych ośrodków analityczno-badawczych są zgodne - będzie trudniej. Obserwujemy kumulację niekorzystnych zjawisk w gospodarce - w przeważającej mierze niezależnych od działań rządu. Ekspertów niepokoi zwłaszcza spadek sprzedaży w przemyśle, obniżenie się rentowności produkcji, niska stopa oszczędności i zbyt mała konkurencyjność eksporterów na rynkach zagranicznych, dotacje dla przedsiębiorstw, a także zastój w prywatyzacji i restrukturyzacji gospodarki. W tej sytuacji na przykład eksperci Centrum im. A. Smitha zalecają przyjęcie w 1999 r. niższego wskaźnika wzrostu PKB (ok. 5 proc.), obniżenie deficytu budżetowego i stóp podatkowych oraz przyspieszenie prywatyzacji. Ostrzegają też przed kompensowaniem ubytków w eksporcie poprzez powiększanie popytu krajowego. Z kolei według ekonomistów z Centrum Analiz Społecznych CASE, wzrost PKB w 1999 r. wyniesie ok. 4 proc., deficyt budżetowy - ok. 1 proc. PKB, a wzrost płac realnych nie przekroczy 3 proc. Eksperci Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych NOBE zalecają utrzymanie bezpiecznego deficytu obrotów bieżących, a więc ostrożną politykę makroekonomiczną, zwłaszcza fiskalną. Dzięki temu wzrost PKB wyniósłby 5-5,5 proc., inflacja spadła poniżej 8,5 proc., a stopa bezrobocia - poniżej 9 proc. Pracownicy Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN zwracają natomiast uwagę na złe prognozy koniunktury w Niemczech i Unii Europejskiej. Proponują w związku z tym, by zadbać o zdrowie finansów publicznych, obniżyć stopy procentowe, przyspieszyć prywatyzację. Pozwoliłoby to na utrzymanie pięcioipółprocentowego tempa wzrostu, a więc trzykrotnie większego od "średniej" światowej.
Zdaniem wicepremiera Leszka Balcerowicza, w 1999 r. nie zmienią się strategiczne cele polityki gospodarczej. Rząd zapowiedział przyspieszenie prywatyzacji, odpowiedzialną politykę fiskalną i kontynuację reform. - Polska przyciągnęła w 1998 r. więcej kapitału zagranicznego niż w poprzednim - mówi Balcerowicz. - Mamy programy restrukturyzacji m.in. dla górnictwa i hutnictwa. Od tego zależy możliwie szybki i zrównoważony wzrost. Chodzi też o utrzymanie zaufania krajowych i międzynarodowych inwestorów do gospodarki oraz o jej ochronę przed destabilizacją.
Tyle możemy zrobić sami, nie możemy natomiast zapobiec recesji w skali globalnej, która zależy od kondycji gospodarek USA, Japonii i krajów Unii Europejskiej. Tymczasem analitycy banków inwestycyjnych spodziewają się w 1999 r. znacznego spowolnienia tempa wzrostu gospodarki amerykańskiej - z 3,7 proc. do 1,7-2 proc. Będzie się to wiązało przede wszystkim ze zmniejszeniem eksportu i z ograniczeniem konsumpcji. Eksperci z Merrill Lynch oczekują też spadku PKB w Japonii (w 1997 r. wyniósł on 2,6 proc., a w zeszłym roku - 1,6 proc.), spowolnienia gospodarek Ameryki Łacińskiej (wzrost poniżej 1 proc.) oraz euro- pejskiej piętnastki (wzrost nie przekroczy 2 proc.).
Wiele mówiło się przez ostatnie miesiące o globalnych skutkach kryzysu w Rosji. Tymczasem rosyjska gospodarka wytwarza zaledwie 2 proc. światowego PKB, więc jej bezpośredni wpływ na wymianę handlową i produkcję jest niewielki. Ważniejsze są skutki pośrednie, przede wszystkim zaufanie inwestorów do wszystkich emerging markets. Z Azji dochodzą w tym kontekście mieszane sygnały. Pozytywne jest to, że zaczął się zwiększać tamtejszy eksport, ustabilizowały się kursy walut, zahamowano spadek produkcji. W Korei Południowej główne stopy procentowe spadły z 25 proc. (w grudniu 1997 r.) do 10 proc. (w grudniu 1998 r.). Pozytywne tendencje nie muszą być jednak trwałe. Niepokoi przede wszystkim deficyt budżetowy Japonii, który w 1997 r. wyniósł ok. 6 proc., a w roku 1998 wzrósł do 8 proc. Zdaniem ekonomistów, poważnym błędem były łamiące reguły wolnego rynku antykryzysowe działania rządów. Na przykład w Hongkongu władze gwałtownie interweniowały, by utrzymać ceny akcji. Grożono nawet karami dla graczy giełdowych spekulujących akcjami. Podobnie postąpił rząd Malezji, który we wrześniu 1998 r. wprowadził ścisłą kontrolę obrotu kapitałem.
Autorzy raportu "On the Edge", zamieszczonego w tygodniku "The Economist", podkreślają, że decyzje ograniczające swobodę gospodarczą nie tylko zniechęcą do inwestowania w emerging markets, ale wręcz przyspieszą ucieczkę kapitału z tych rynków. Szacuje się, że wschodzące rynki stracą z tego powodu dziesiątki miliardów dolarów. Do krajów tych w 1999 r. napłyną inwestycje w wysokości "tylko" 119 mld USD, podczas gdy w 1997 r. ulokowano w nich 186 mld USD, a rok wcześniej - 247 mld USD. Zahamowanie napływu kapitału na taką skalę zniszczy efekty długotrwałego rozwoju. Zapomina się też, że daleko idąca ingerencja państwa jest o wiele mniej skuteczna w długofalowym zwalczaniu kryzysu niż dyscyplina rynkowa. Wydaje się, że największe niebezpieczeństwo nie polega na tym, iż nastąpi długoletnia światowa recesja, lecz na tym, że będziemy mieli do czynienia z trwałym odejściem od wolnorynkowych reguł życia gospodarczego.
Ofensywa etatyzmu niepokoi tym bardziej, że obecnie fundamenty światowej gospodarki są znacznie solidniejsze niż przed wojną. Po pierwsze: kursy walut nie są już ściśle związane z zapasami złota. Ich powiązanie z ceną kruszcu ograniczało wszak szanse prowadzenia elastycznej polityki kursowej. Szczególnie uwidoczniło się to po krachu na Wall Street w 1929 r. Po drugie: współczesne rządy nie prowadzą tak rygorystycznej polityki pieniężnej jak w latach 30. Kiedy wymaga tego sytuacja, potrafią poluzować finansowy gorset. Ponadto, gdy wydatki publiczne stanowią nieporównywalnie większy odsetek PKB, możliwość oddziaływania rządów na gospodarkę jest znacznie większa niż kiedyś. Po trzecie: przed II wojną światową nie istniała żadna międzynarodowa organizacja, która śledziłaby i wspierałaby rozwój gospodarczy. Teraz mamy choćby Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy czy grupę G 7. Miliardy dolarów pomocy - w postaci kredytów przyznawanych na komercyjnych zasadach - pozwalają zatem zmniejszyć wahania cykli koniunkturalnych.
Biorąc pod uwagę wielość skutecznych środków zaradczych, można formułować mniej pesymistyczne prognozy na przyszłość. Zdaniem ekspertów Banku Światowego, już wkrótce, nawet w 2001 r., kraje cierpiące z powodu głębokiej recesji mają szansę powrotu do szybkiego wzrostu gospodarczego, a nawet rekordowych wskaźników, podobnych do tych z lat 1991-1997. Aby tak się stało, konieczne jest jednak wdrożenie strategii zapobiegającej globalnej recesji oraz wzmocnienie finansów krajów rozwijających się. Odbudowa gospodarcza będzie możliwa nie tylko dzięki wprowadzeniu większej dyscypliny finansowej tam, gdzie kryzys wystąpił, ale również dzięki przedsięwzięciom podjętym przez najbogatsze kraje świata: obniżeniu stóp procentowych, wyrażeniu zgody na dofinansowanie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz zatwierdzeniu pakietu stabilizacyjnego dla Brazylii.
Ten optymistyczny scenariusz może się jednak nie sprawdzić, jeżeli finansowa epidemia będzie się rozszerzać, pogłębi się recesja w Japonii, Stany Zjednoczone nie obudzą się z błogiego snu o wiecznym dobrobycie i dojdzie do spektakularnych spadków notowań akcji na największych giełdach świata. "To nie jest zwykły kryzys związany z deficytem budżetowym, który z upływem lat dobrze poznaliśmy i wiemy, jak sobie z nim poradzić" - mówi Uri Dadush, ekspert Banku Światowego. Jego zdaniem, tym razem jednym z najważniejszych problemów jest restrukturyzacja przedsiębiorstw. Odmienna od dotychczasowej powinna też być rola polityki fiskalnej i pieniężnej. Tam, gdzie jest to tylko możliwe, należy wspierać popyt. Konieczne jest również rozszerzenie zabezpieczeń społecznych oraz dokapitalizowanie instytucji finansowych.
Obecnie wyraźnie widać, jak daleko postąpiła globalizacja światowej gospodarki i finansów. Globalnemu kryzysowi mogą więc zaradzić tylko globalne przedsięwzięcia sanacyjne. Od poszczególnych rządów nie wymaga się więc eksperymentowania, lecz trzymania się sprawdzonych rozwiązań. Wyznawcom "trzeciej drogi" nikt nie pospieszy z pomocą - będą osamotnieni jak Białoruś Łukaszenki. Powinni o tym pamiętać nasi posłowie, przyjmując budżet na rok 1999.


Jerzy Kropiwnicki szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych

Mamy bardzo poważne oznaki recesji. Dotyczy to przede wszystkim produkcji przemysłowej: listopad 1998 r. był drugim z kolei miesiącem spadku produkcji. Załamanie w listopadzie (-1,4 proc.) było większe niż w październiku (-1,1 proc.), przy tym dotyczyło nie tylko górnictwa i kopalnictwa, ale również przemysłu przetwórczego. Pogłębia się różnica między dynamiką eksportu i importu. W rezultacie szybko narasta ujemne saldo płatności towarowych i deficyt na rachunku bieżącym bilansu płatniczego. Po jedenastu miesiącach ubiegłego roku wzrósł on do 12 mld USD i był o 19 proc. wyższy niż w tym samym okresie 1997 r. Niepokojącym tendencjom można zaradzić. Po  pierwsze: należy zdecydowanie obniżyć stopy procentowe aż do  poziomu porównywalnego z oferowanymi przez bank centralny Niemiec. Zmniejszenie stóp spowoduje, że zniknie presja na krajową
walutę. Idący za tym napływ kapitału wywołałby popyt na złotego i  podaż na waluty obce. Po drugie: trzeba zmniejszyć stopy rezerw obowiązkowych. To obniży koszt kredytu dla banków komercyjnych.
Jeżeli tego nie zrobimy, nie tylko w pierwszym kwartale 1999 r. będziemy obserwowali pogarszające się wskaźniki gospodarcze, ale  wpadniemy w recesję, z której wyjść będzie bardzo trudno. Staniemy się kolejnym tygrysem, o którym się mówi, że można go wypchać trocinami. Będę jednak najszczęśliwszym człowiekiem w Polsce, jeśli moje obawy się nie sprawdzą.
Więcej możesz przeczytać w 1/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0