Młodzi starcy

Młodzi starcy

Dodano:   /  Zmieniono: 
W czasie stanu wojennego najstarsi z nich mieli lat dziesięć, najmłodszych jeszcze nie  było na świecie. Dzisiaj mają 20-30 lat. Dla ich rówieśników szczytem zawodowego sukcesu jest dobrze płatna praca w wielkiej międzynarodowej korporacji. Oni wybrali politykę. -
- To jest pokolenie agresywne i nastawione na przyszłość. Ich celem jest zrobienie kariery - uważa Paweł Kuczyński, socjolog. Niektórzy z nich już tworzą własne środowiska i salony, umieją też zdobywać władzę. Rzadko jednak wiedzą, po co; albo chcą władzy dla niej samej, albo dla realizacji wydumanych w ideologicznych, górnolotnych "dysputach" celów. Mało jest takich, którzy szukają odpowiedzi. Ale to oni będą rządzić w XXI w.

Młodzi politycy na ogół wiedzą, że w coraz bardziej profesjonalnym świecie szybkie - i często przypadkowe - kariery, będące fenomenem lat 90., już niedługo przejdą do przeszłości. Uczą się więc języków, zgłębiają tajniki budowy politycznego wizerunku, pracują nad umiejętnością "sprzedawania siebie", a przede wszystkim chłoną wzorce z krajów o wieloletnich tradycjach demokratycznych. - Polityk idealny to polityk profesjonalny - mówi 22-letnia letnia Sylwia Wilkos, działaczka Młodych Demokratów. - Pracowałam przy kampanii Tony ego Blaira, widziałam, jak się porusza, jak mówi, jak gestykuluje. Każdym ruchem i słowem komunikował się z potencjalnymi wyborcami - wspomina Sylwia Pusz, 25-letnia posłanka SLD. Socjologowie i politolodzy coraz częściej kreślą wizję apolitycznego społeczeństwa kierowanego przez doskonałych socjotechników. Zainteresowanie młodych ludzi polityką się zmniejsza. Spośród wszystkich grup wiekowych pytanych przez CBOS o problemy życia publicznego największy procent odpowiedzi "nie wiem", "nie mam zdania", "jest mi to obojętne", "trudno powiedzieć" przypada na młodzież między 18. a 24. rokiem życia. Czy więc młodzi politycy to kandydaci na pozbawionych poglądów techników władzy? - Profesjonalizm, socjotechnika, dostosowanie do rynku to polityczne prawo jazdy. Niedługo wszyscy będziemy je mieli. Zawsze będziemy jednak jeździć innymi samochodami. Pragmatyzm jest dobry na krótką metę. Dalej potrzebne jest ideowe zaplecze - twierdzi Michał Kamiński, 26-letni poseł AWS, działacz ZChN.
Najczęściej ideowe zaplecze to filozoficzno-historyczne debaty. Nie potrafią odrzucić języka i stereotypów zakorzenionych w pokoleniu starszych polityków, zarówno tych wywodzących się z PZPR, jak i KOR, "Solidarności" czy Ruchu Młodej Polski. - Nie zdefiniowali nawet na nowo pojęcia anty- i post- komunisty, które używane przez dwudziestolatków brzmią dziwnie - twierdzi dr Paweł Śpiewak, socjolog. Myślenie kategoriami starszego pokolenia karykaturalne kształty przybiera w takich formacjach jak Liga Republikańska - z jednej strony - i radykalnie lewicowe organizacje - z drugiej. Jaki odsetek młodych ludzi może zmobilizować "republikańskie" hasło walki z komuną, które jeszcze dziesięć lat temu elektryzowało miliony Polaków? Do kogo z kolei odwołuje się jeden z liderów środowiska, które można nazwać "proletariuszami", Filip Ilkowski, 22-letni student z radykalnie lewicowej Pracowniczej Demokracji, mówiący, że władzę mają objąć rady robotnicze? Również Frakcja Młodych SdRP, podobnie jak młodzi z Unii Pracy, widoczna jest głównie przy okazji awantur o zakaz bądź dopuszczalność aborcji, nauczanie wychowania seksualnego i krytykę Kościoła katolickiego.
Młodzi lewicowcy nie istnieją praktycznie w mediach - poza "Trybuną", która pozostaje organem "starej partii". Jeśli nawet wewnętrzna dyskusja o socjaldemokracji rzeczywiście toczy się, jest głęboko ukrywana, a młodzi spod sztandaru SdRP pozostają "paprotkami" na prezydialnym stole starych działaczy. Nie wytworzyli grupy nacisku, nie stworzyli nowego języka, który odróżniałby ich od rządzących partią pokoleń: 50-latków z PZPR i 40-latków z ZSP. - Nie można zapominać, że w socjaldemokracji mamy do czynienia z luką pokoleniową między ludźmi koło czterdziestki i dwudziestolatkami  tłumaczy Sylwia Pusz. Ci, którzy mogliby ją zapełnić, doskonale opanowali jednak koniunkturalną sztukę mimikry. Kolejni kandydaci na młodych liderów są wsysani przez partyjny establishment.

"Pampersi", "paprotki", "republikanie", "proletariusze", "neonarodowcy", "młodoliberałowie" szykują się do  przejęcia władzy

- Zdecydowanie lepiej przedstawia się sytuacja po prawej stronie sceny politycznej. Zapoczątkowana przez "pampersów" Walendziaka i liberałów z KLD emancypacja młodych zaczyna dawać rezultaty. W centrum i po prawej stronie powstają grupy zasługujące na miano formacji politycznych i kulturowych - broni młodych poseł Paweł Piskorski z Unii Wolności. Jednak najbardziej znane i już umocowane w ogniwach realnej władzy środowisko młodych polityków, czyli grupa "pampersów", zjednoczonych wokół Wiesława Walendziaka i konserwatywnego czasopisma "Fronda", ze swym atakiem na postmodernizm i liberalizm oraz próbą powrotu do etosowego konserwatyzmu również pogrąża się w świecie umarłych. Wzorując się na amerykańskiej Nowej Prawicy, która apogeum wpływów osiągnęła w połowie lat 70., "pampersi" rozpoczęli ekspansję w mediach, a po ostatnich wyborach parlamentarnych sięgnęli po władzę i zaistnieli w strukturach gospodarki. Nie stanął im na drodze polski Ronald Reagan, który powstrzymał triumfalny marsz amerykańskiej Nowej Prawicy, przekonując do tradycyjnego liberalizmu gospodarczego średnie mieszczaństwo. Paradoksalnie jednak zagrożeniem dla "pampersów" jest ich polityczny sukces, gdyż nadal nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, które rok temu sformułował Wiesław Walendziak na łamach "Frondy" - "Po co władza?" - i robią to, czego obawiał się ich lider, czyli uciekają w sferę szczegółowych rozwiązań i techniki rządzenia.
Jeszcze bardziej zideologizowana i radykalna prawicowa formacja powstaje wśród młodych narodowców ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Nie ukrywający fascynacji lefebryzmem, podpierający się demagogią Radia Maryja i przesłaniem Dmowskiego, "neonarodowcy" o kompromisach słyszeć nie chcą i nie dają się "pacyfikować" rządowymi stanowiskami. Za swego nieformalnego lidera uznali Ryszarda Czarneckiego, który zasłynął krótkim, acz burzliwym, piastowaniem stanowiska szefa Komitetu Integracji Europejskiej. Negujące sens integracji z Unią Europejską publikacje Artura Zawiszy, zresztą szefa gabinetu politycznego Wiesława Walendziaka, nie pozostawiają złudzeń, że "młode wilki z ZChN" rozpoczęły już ideologiczną ofensywę przeciw zachodniej zgniliźnie i rozkładającemu moralne wartości konsumpcjonizmowi. "Oblężona polska twierdza", "obrona polskiego interesu narodowego", "zagrożenie kosmopolityzmem" - wszystkie te powtarzane od stuleci hasła w nowej sytuacji politycznej i w połączeniu z lękami przed integracją nabierają na nowo rumieńców. Co jednak zaproponują młodzi radykałowie, gdy proces integracji się zakończy i mimo ich niechęci znajdziemy się w Europie? Co zaproponują swym rówieśnikom - menedżerom, bankowcom, przedsiębiorcom - którym przyjdzie walczyć z zagranicznymi konkurentami? Rozważania o postmodernizmie?
Przeciwwagę dla radykalnych narodowców mogą stanowić "młodoliberałowie", którzy po klęsce Kongresu Liberalno-Demokratycznego od lat próbują powrócić na polityczną scenę. - KLD był postrzegany jako formacja ekonomiczna. Tymczasem liberalizm, jak pisze profesor Szacki, to odejście od dogmatyzmu, a nie odejście od idei. Udowadnia to teraz młodzież unijna - twierdzi Paweł Piskorski, 30-letni poseł UW, dawniej KLD, grupujący wokół siebie młodych unitów. Walcząc, nie zawsze skutecznie, o pozycję w partii, jako jedyne środowisko młodych polityków unikają epatowania pustosłowiem o "wrażliwości społecznej" czy "zagrożeniu konsumpcją". Dotychczas nie potrafili jednak zaproponować nic ponad to, co prezentowali "dorośli liberałowie" z KLD. Na europejskiej scenie politycznej w ostatnich latach nastąpiła wymiana pokoleniowa. Pokolenie Helmuta Kohla i Margaret Thatcher zostało wypchnięte przez pokolenie Blaira i Fischera, generację budującą swą tożsamość w permanentnej i manifestowanej opozycji ideowej wobec tradycyjnych wartości. Polskę także czeka pokoleniowa wymiana. W ciągu najbliższych lat pokolenia skażone doświadczeniem realnego socjalizmu zostaną zastąpione przez pierwszą generację wolności. Wymiana ta może się jednak okazać awansem uczniów, którzy najlepiej odrobili lekcje, tyle że z przestarzałych podręczników.

Więcej możesz przeczytać w 1/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0