Efekt uboczny

Efekt uboczny

W Teksasie po raz pierwszy urodziły się żywe ośmioraczki, a właściwie siedmioraczki plus jeden, ponieważ 8 grudnia (12 tygodni przed terminem) w sposób naturalny urodziła się z poważną niedowagą dziewczynka. Dziecko znane jako "A", podobnie jak jego rodzeństwo, nie ma jeszcze imienia.
W Teksasie po raz pierwszy urodziły się żywe ośmioraczki, a właściwie siedmioraczki plus jeden, ponieważ 8 grudnia (12 tygodni przed terminem) w sposób naturalny urodziła się z poważną niedowagą dziewczynka. Dziecko znane jako "A", podobnie jak jego rodzeństwo, nie ma jeszcze imienia.
Ich matka, Nkem Chukwu, przyjmowała leki na bezpłodność. Nie mogła mieć dzieci, a na początku minionego roku poroniła trojaczki. Kiedy po raz kolejny zaszła w ciążę, ginekolodzy nie potrafili ustalić, ile embrionów znajduje się w łonie matki. Kilkanaście dni po przyjściu na świat pierwszej dziewczynki lekarze zdecydowali się na wykonanie cesarskiego cięcia. 20 grudnia położnicy z Episkopalnego Szpitala Świętego Łukasza odebrali pięć dziewczynek i dwóch chłopców. Przy porodzie uczestniczyło 28 osób personelu medycznego. Rodzice ośmioraczków z Houston, 27-letnia Nkem Chukwu i 41-letni Iyke Louis Udobi - terapeuta w jednym ze szpitali w Houston - pochodzą z Nigerii.
Okres przed porodem był dla Nkem Chukwu bardzo ciężki. Prawie przez dwa miesiące spała po dwie godziny dziennie i musiała leżeć z nogami uniesionymi w górę, by jak najbardziej ograniczyć nacisk na płód. Matka ośmioraczków nie przyjmowała normalnych posiłków, by "dzieci miały więcej miejsca w jej łonie". Przy życiu, oprócz pragnienia posiadania dzieci, utrzymywała ją głęboka wiara. "Nkem jest wyjątkową kobietą" - powiedział dr Brian Kirshon kierujący wieloosobowym zespołem położników. Ginekolodzy proponowali matce usunięcie płodów, by zwiększyć szanse na urodzenie kilkorga zdrowych dzieci. Nkem Chukwu i jej mąż odrzucili jednak taką możliwość. Nkem Chukwu dwa dni po powiciu ośmioraczków miała krwotok wewnętrzny i po operacji znajduje się w poważnym stanie, ale - zdaniem lekarzy - jej życie nie jest zagrożone. O przeżycie walczą natomiast dzieci. Najmłodsza dziewczynka waży zaledwie 320 g, a największy noworodek - 810 g. Dzieci reagują na światło i na dźwięk, a jedno z nich trzy dni po porodzie zaczęło samodzielnie oddychać. Ośmioraczki są pod stałą obserwacją. Rodzeństwo z Houston, z wyjątkiem najmłodszej dziewczynki, ma 85 proc. szans na przeżycie i od 75 proc. do 85 proc. szans na normalny rozwój.

Rodzice pierwszych pozostających przy życiu ośmioraczków otrzymali już wiele prezentów świątecznych. Anonimowy darczyńca obiecał zapewnić dostawy pieluszek. Firma z Indiany przez rok będzie dostarczała bezpłatnie odżywki, a sieć supermarketów podarowała rodzicom żywność o wartości ponad 5 tys. USD. Ośmioraczki z Houston mają już swoje dwie witryny w Internecie: www.texaschildrenshospital.org. i www.sleh.com. Komunikaty o ich stanie zdrowia są uaktualniane kilka razy dziennie. "Nasza rodzina jest podniecona i wdzięczna Bogu. Jesteśmy bardzo zobowiązani za pomoc napływającą z całego świata" - napisali rodzice ośmioraczków w pierwszym - i do tej pory jedynym - oświadczeniu przekazanym prasie. Ośmioraczki - jeśli uda im się przeżyć - pozostaną w szpitalu pediatrycznym w Houston przez przynajmniej dwa miesiące. Rodziców i towarzystwo ubezpieczeniowe będzie to kosztowało przynajmniej 2 mln USD. Do tego dochodzą koszty samego porodu, a właściwie porodów, i ponaddwumiesięcznego pobytu matki w szpitalu.
Jest to pierwszy wypadek narodzin żywych ośmioraczków. W "Księdze rekordów Guinessa" odnotowano, że w Sydney w 1971 r. przyszły na świat dziewięcioraczki, jednak troje z nich zmarło podczas porodu bądź tuż po urodzeniu. W listopadzie 1997 r. Bobbi McCaughey, będąca także po kuracji na bezpłodność, powiła w stanie Iowa siedmioraczki, które przeżyły już pierwszy najcięższy rok. W styczniu 1998 r. siedmioraczki urodziły się w Arabii Saudyjskiej. Wypadki takie, zdaniem naukowców, będą coraz częstsze, ponieważ są po prostu skutkami ubocznymi stosowania leków na bezpłodność. Dr Paul Neumann z Wydziału Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Harvarda oświadczył: "Nikt nie uznaje narodzin ośmioraczków za sukces". "Zbiorowe porody są szalenie niebezpieczne dla matek, a niemowlęta są słabe, podatne na choroby i często obarczone wadami genetycznymi" - mówi prof. Arthur Caplan z Ośrodka Bioetyki Uniwersytetu stanu Pensylwania. Lekarze - zdaniem Caplana - mają moralny obowiązek, by chronić kobiety i noworodki przed takim ryzykiem. Oczywiście kobiety, które są gotowe uczynić wszystko, aby mieć dzieci, nie mają takich wątpliwości. Nie jest więc wykluczone, że wkrótce usłyszymy o dziesięcio- czy jedenastoraczkach.

Okładka tygodnika WPROST: 1/1999
Więcej możesz przeczytać w 1/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • Olcia IP
    To cud że 7 żyje żadko sie zdaże że sie rodzi 8-raczki ;))
    • Olcia IP
      To cud że 7 jeszcze żyje żadko sie zdaża urodzić 8-raczki
      ;))