Nobel wątpliwości

Nobel wątpliwości

Dodano:   /  Zmieniono: 
Co decyduje o przyznaniu najbardziej prestiżowego wyróżnienia na świecie?
Fundacja Nobla finansuje nagrody pokojowe z funduszy pochodzących z handlu bronią. W dodatku broń ta sprzedawana jest do krajów, w których łamane są prawa człowieka. Sensacyjna wiadomość podana przez brytyjski "The Observer" po raz kolejny wywołała dyskusję na temat najbardziej prestiżowej nagrody na świecie. Komitetowi noblowskiemu już wcześniej zarzucano tolerowanie niejasnych operacji finansowych. Historia lubi paradoksy, bowiem nagrodę ustanowił wynalazca trotylu Alfred Nobel. Nie po to jednak, by uciszyć sumienie. Przeciwnie - był dumny ze swego wynalazku i uważał, że będzie on służyć ludzkości, gdyż wierzył, iż państwa posiadające zapasy trotylu nie zechcą z sobą walczyć, wiedząc, jakie straty i zniszczenia przyniesie wojna. Fundacja inwestuje na giełdach w Nowym Jorku i Londynie. Przy wyborze firm nie kieruje się względami etycznymi, lecz jedynie kryterium zysku.

W "koszyku inwestycyjnym" znalazł się na przykład koncern British Aerospace, dostarczający do Indonezji myśliwce Hawk, których używano do tłumienia zbrojnego oporu w okupowanym Timorze Wschodnim. Wymienia się także firmę GKN, sprzedającą rządowi w Dżakarcie armatki wodne. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że trzy lata temu Pokojową Nagrodę Nobla przyznano dwóm Timorczykom: biskupowi Carlosowi Belo i emigracyjnemu politykowi Jose Ramosowi Horta - obu nagrodzono za walkę z reżimem indonezyjskim, prześladującym ludność Timoru.
Już wcześniej pojawiały się oskarżenia, że Fundacja Nobla gromadziła fundusze dzięki firmom prowadzącym interesy w Birmie. W 1991 r. nagrodę otrzymała Aung San Suu Kyi, przywódczyni demokratycznej opozycji. Laureatka wielokrotnie apelowała do zachodnich firm o bojkotowanie reżimu. Jody Williams z Międzynarodowej Kampanii na rzecz Zakazu Używania Min Przeciwpiechotnych, którą uhonorowano Nagrodą Nobla dwa lata temu, stwierdziła że jest "zszokowana". Zaapelowała do fundacji o zaprzestanie lokowania pieniędzy w firmach zbrojeniowych.
Kontrowersyjne bywały także same nagrody. Amerykański antropolog David Stoll kwestionuje wartość faktograficzną autobiograficznej książki, dzięki której Rigoberta Menchu - opisując prześladowanie ludności indiańskiej Quiche w czasie wojny domowej w Gwatemali - stała się rzeczniczką praw człowieka i otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla w 1992 r. Geir Lundestad, sekretarz Norweskiego Komitetu Nobla, ripostował, że choć fakty dotyczące rodziny Menchu nie są bez znaczenia, "nie są one decydujące" i nie ma mowy o odebraniu nagrody.
Notę protestacyjną wysłały do Oslo władze PRL w 1983 r., gdy laureatem Pokojowej Nagrody Nobla został Lech Wałęsa. Wtedy jednak nikt nie przejął się insynuacjami komunistycznego rządu. Jedenaście lat później, podczas uroczystości wręczania nagrody premierowi Izraela Icchakowi Rabinowi, szefowi dyplomacji Szymonowi Peresowi i przywódcy Palestyńczyków Jasirowi Arafatowi, Oslo przypominało oblężone miasto: krążące helikoptery, zablokowane ulice, tłumy policjantów i komandosów. Syn Menachema Begina (nagrodzonego za zawarcie porozumienia z Egiptem) odmówił towarzyszenia Rabinowi w podróży do Oslo. Żydowscy fanatycy przeciwni porozumieniu pokojowemu okrzyknęli Rabina "zdrajcą", paląc jego kukły. Mówiono o "nagrodzie dla terroru, a nie dla pokoju". Z kolei ekstremiści palestyńscy okrzyknęli zdrajcą Arafata. W proteście przeciw przyznaniu mu nagrody z komitetu noblowskiego ustąpił Kare Christiansen.
Laur dla Arafata był manifestacją przekonania, że w pewnych okolicznościach możliwe jest nagrodzenie osoby nie legitymującej się świetlaną przeszłością. Podobny był kazus Gorbaczowa. Choć wydał decyzje o użyciu broni przeciw demonstrantom w Wilnie, Baku i Tbilisi, został nagrodzony za rozpoczęcie procesu przemian o pozytywnych skutkach dla całego świata. Motywującą rolę odegrała Nagroda Nobla dla Nelsona Mandeli i prezydenta Frederika de Klerka. RPA nie zeszła z kursu pokojowych przemian, trwa proces pojednania białych i czarnych obywateli. Można mówić nawet o swoistym zobowiązaniu moralnym niektórych laureatów. Nagroda narzuca dalszą drogę postępowania: noblesse oblige. Na wyrost przyznano w 1973 r. Pokojową Nagrodę Nobla Henry’emu Kissingerowi i Le Duc Tho za zainicjowanie rozmów pokojowych w Wietnamie - wojna trwała bowiem jeszcze kilka lat. Na szczęście nie doszło do całkowitego blamażu, który raz na zawsze skompromitowałby nagrodę - w 1938 r. wśród nominowanych znalazł się... Adolf Hitler. Gdy cztery lata temu laureatem został Joseph Rotblat z zapomnianego ruchu pokojowego Pugwash, przeważało zaskoczenie. Nie brakło głosów oburzenia. Wielu prawicowych polityków uznało, że to prowokacja. Uważano, że ZSRR manipulował ruchem.
Komitetowi trudno uniknąć zarzutów o polityczne motywacje swoich decyzji. Dlaczego w 1995 r. Nobla dostał Rotblat, a nie Siergiej Kowaliow, który rzucił na szalę cały swój osobisty autorytet, występując samotnie przeciwko wszystkim, by zakończyć wojnę w Czeczenii? Dlaczego nie nagrodzono chińskiego obrońcy praw człowieka, dysydenta Wei Jinshenga, choć uhonorowano Timorczyków i Birmankę? Czy dlatego, że komitet nie chce wchodzić w konflikt z wielkimi mocarstwami? A jednak tezie tej przeczy inny fakt - duchowy przywódca Tybetańczyków, Dalajlama, został laureatem Nagrody Nobla wbrew protestom Chin.
Lista zawiedzionych jest długa. Komitet nie zdążył przyznać nagrody Gandhiemu. W 1978 r. nie otrzymał jej Jimmy Carter - główny architekt arabsko-izraelskiego porozumienia z Camp David (uhonorowani zostali dwaj inni bohaterowie wydarzenia, przywódcy Egiptu i Izraela - Anwar Sadat i Menachem Begin). Historycy będą się zastanawiać, dlaczego w tym roku pominięto Billa Clintona (doprowadził do porozumienia w Irlandii Północnej), choć nagrodzono liderów skonfliktowanych społeczności irlandzkich: protestanckiej i katolickiej - Davida Trimble i Johna Hume. Czy wpływ na to miał skandal wokół romansu prezydenta z Moniką Lewinsky? Do komitetu napływają tysiące listów protestacyjnych, w tym żądania odebrania nagrody. Nawet nagrodzenie Matki Teresy wywołało protesty. Zasługi albańskiej zakonnicy w pomaganiu bezradnym i ubogim nie są tak oczywiste - twierdzili krytycy. Ich zdaniem, poglądy Matki Teresy na kontrolę urodzin pogarszały sytuację - rodzą się kolejne zastępy biedaków, którymi trzeba się zajmować.
Polityczne emocje budzą nie tylko Pokojowe Nagrody Nobla. Choć Czesław Miłosz został laureatem w dziedzinie literatury, dominowało przekonanie, że względy polityczne szły w parze z podziwem dla jego twórczości. Watykan oprotestował dwie ostatnie literackie Nagrody Nobla dla "ideologicznych weteranów komunizmu" - włoskiego szydercy Dario Fo i oskarżonego o bluźnierstwa Portugalczyka Jose Saramago. Ten ostatni jest znany ze swego poparcia dla Castro i sprzeciwu wobec amerykańskiego interwencjonizmu. Zwolennicy liberalizmu w ekonomii skrytykowali ubiegłorocznego laureata w tej dziedzinie, Amartya Sena, zwolennika "majstrowania przy gospodarce" w interesie biednych i pokrzywdzonych. Sen zajmuje się bowiem problemami ubóstwa, podziału żywności i dochodów.
Wszystkie wątpliwości, głosy krytyki, a nawet skandale nie zdołały do tej pory podważyć prestiżu nagrody. Ogłoszenie nazwisk laureatów poprzedza co roku fala spekulacji i domysłów. Nawet Oscary nie budzą takich emocji.
Więcej możesz przeczytać w 1/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0