Scyzoryk Januszajtisa

Scyzoryk Januszajtisa

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Operetkowy zamach stanu sprzed lat osiemdziesięciu nie wystawia dobrego świadectwa prawicowym radykałom
Okrągła, osiemdziesiąta rocznica odzyskania niepodległości sprzyja przypominaniu historii. Najbardziej uroczyście obchodzony był 11 listopada, upamiętniający zakończenie wojny w Europie i rozbrojenie Niemców w Warszawie. Podobną oprawę znalazła ostatnio rocznica powstania wielkopolskiego. To zrozumiałe, że świętuje się wydarzenia heroiczne, przesądzające o odrodzeniu państwa.
Warto też jednak chwilę refleksji poświęcić czarnym kartom tamtego okresu. Z aktami bohaterstwa i poświęcenia przeplatały się bowiem zachowania niemądre, nieraz wręcz głupie, przypominające krojenie scyzorykiem pleców odradzającej się ojczyzny. W rankingu takich przedsięwzięć przoduje próba zamachu stanu, podjęta przez skrajną prawicę w nocy z 4 na 5 stycznia 1919 r.
Spiskowcy, kierowani przez pułkownika Mariana Januszajtisa, zbuntowali niektóre oddziały garnizonu warszawskiego. Aresztowali premiera Moraczewskiego i większość ministrów. Szczególnie przez nich znienawidzonego ministra spraw wewnętrznych Thugutta sterroryzowali strzałami rewolwerów. Na szczęście nikt nie zginął ani nawet nie został ranny. Z wojskowymi poszło zamachowcom gorzej niż z cywilami. Nie powiodła się próba opanowania Belwederu, gdzie urzędował Piłsudski. On też szybko stał się panem sytuacji. Jeszcze przed świtem otumanione przez spiskowców oddziały powróciły do koszar. Przywódcy buntu trafili do Belwederu, ale jako więźniowie. Piłsudski zbeształ ich brutalnie i... zwolnił do domów. Traktując zamachowców jak niesfornych, ale niegroźnych łobuziaków, sprowadził całe przedsięwzięcie do operetkowego wymiaru. Dzięki takiemu scenariuszowi zamach Januszajtisa stał się mało znaczącym incydentem. Łatwo jednak sobie wyobrazić inny jego wariant, spychający kraj w otchłań wojny domowej, bezwzględnie wykorzystanej przez przeciwników odrodzenia Polski. Z dziejowego dystansu widać wyraźnie, jak bardzo zabrakło prawicy politycznej wyobraźni. Partyjny egoizm i nienawiść do lewicy zaślepiły ją do tego stopnia, że gotowa była zaryzykować najbardziej żywotne interesy państwa. Partyjnego zacietrzewienia nie brakowało zresztą i po lewej stronie barykady.
Nie da się ukryć, że operetkowy zamach stanu sprzed lat osiemdziesięciu nie wystawia dobrego świadectwa prawicowym radykałom. Warto jednak o nim pamiętać. Uczyć się należy także na błędach, a w tym wypadku Polska otarła się o tak wielkie głupstwo, że historii wyjątkowo łatwo jest odegrać rolę nauczycielki życia.
Więcej możesz przeczytać w 1/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2