Rok euro

Rok euro

Choć złotówka nie zostanie na razie wyparta przez euro, polskie przedsiębiorstwa wejdą do nowego systemu walutowego, poczynając od 1 stycznia 1999 r.
"Cieńdź mani, cieńdź mani"
Ludowe, popularne jeszcze parę lat temu, dziś zapomniane


Dziesiąty rok III Rzeczypospolitej wbija ostatni gwóźdź do trumny intratnego zawodu, który dziś nazwalibyśmy zapewne private banking, a który - tępiony, lecz niezniszczalny - z wielkim pożytkiem dla sprzedających i kupujących nielegalnie "walutę", przez lata funkcjonował w krajach realnego socjalizmu. Nie mam już siły wyjaśniać młodzieży szczegółów tej branży gospodarki nieuspołecznionej, niech sama szuka w starych słownikach słowa "cinkciarz" albo niech spyta rodziców. Oto efekt upływu czasu: niedawna rzeczywistość niepostrzeżenie zamienia się w fantazje sklerotyków, fakty uznawane są za fikcję, a dzisiejszość staje się tak odwieczna, jakby to od niej zaczynał się świat - nie zaś od tego, co było wczoraj, przedwczoraj i choćby dziesięć lat temu.
Boże Narodzenie skłania bardziej do oddawania się sprawom ducha. Mówimy o radości, pogodzie, błogosławieństwie Bożych Narodzin, ale już po tygodniu zderzamy się z materializmem. Nasze myśli kierują się bowiem ku temu, jaki będzie następny rok i w nieunikniony sposób życzymy sobie i bliźnim, żebyśmy zdrowi byli i... żeby nam się lepiej powodziło. I tak zaczynamy mówić o pieniądzach, nawet w najlepszych towarzystwach. Przestaje to być wstydliwym i niesalonowym zajęciem, za jakie uchodziło jeszcze jakiś czas temu. Najmądrzejsi i najlepiej wychowani byli wtedy często najbiedniejsi - trudno więc, by w domu powieszonego mówiono o sznurku. Dziś wykształcenie i pozycja społeczna zaczynają częściej iść w parze z lepszą sytuacją finansową i to sprawia, że pieniądze przestają być tematem tabu. A w każdym razie nie jest w złym tonie rozmawianie o sytuacji na światowych rynkach finansowych, o stopach procentowych, o decyzjach różnych banków, rad i funduszy. Zatem - także nowocześni Polacy coraz częściej oddają się salonowym rozważaniom o losie jedenastu walut europejskich, które właśnie dożywają swych dni.

Panuje u nas rozpowszechnione mniemanie, wsparte wysokim autorytetem samego Leszka Balcerowicza, że Polska dołączy do Eurolandu ok. 2006 r. Dość często lojalnie zgadzam się z moim przewodniczącym i wicepremierem, w tej sprawie wszakże odnotowałem znaczące rozbieżności. Wzrosły one po niedawnej lekturze którejś z europejskich gazet finansowych, gdzie relacjonowano gorączkę szykującą się w londyńskim City. Jak wiadomo, synowie Albionu postanowili poczekać i sprawdzić na innych działanie nowego wynalazku, czyli euro. Mimo to całe City - a więc serce gospodarki Zjednoczonego Królestwa - postawione zostało na ostatnie dni starego roku i trzy pierwsze nowego w stan najwyższej gotowości. Odwołano urlopy i bale, zewsząd ściągnięto posiłki, zamówiono w fast foodach improwizowane dania sylwestrowe i nakazano pozostać na stanowiskach pracy. Na przekór nadal miłościwie panującemu funtowi szterlingowi, pracownicy będą przeliczać w tych dniach stany kont, uaktualniać zapisy w transakcjach i w ogóle dostosowywać brytyjski system bankowy do zmian wymuszonych wprowadzeniem euro.
A my musimy sobie uświadomić, że choć polska złotówka nie zostanie w 1999 r. wyparta - podobnie jak angielski funt - przez euro, w gruncie rzeczy polskie przedsiębiorstwa wejdą do nowego systemu walutowego, poczynając od 1 stycznia 1999 r. Wynika to z postępu naszej integracji z obszarem gospodarczym Unii Europejskiej, z którym wiąże się niemal dwie trzecie obrotów polskiego handlu zagranicznego. Będzie więc tak jak z City: również Polska stanie się mimowolnym uczestnikiem Eurolandu. Do Siego Roku euro!
Okładka tygodnika WPROST: 1/1999
Więcej możesz przeczytać w 1/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0