Znaki czasu

Znaki czasu

Ludzie dekady tygodnika Wprost

Gdyby ktoś chciał poznać w skrócie najnowszą historię Polski, mógłby poprzestać na zaznajomieniu się z sylwetkami laureatów tytułu Człowieka Roku, przyznawanego przez tygodnik "Wprost". Z perspektywy czasu widać, że stali się oni symbolami pierwszych lat III Rzeczypospolitej.
Jak zauważył na łamach "Wprost" pierwszy z wyróżnionych, Leszek Balcerowicz, "ludzie mają skłonność do utożsamiania programów z nazwiskiem". Właśnie plan Balcerowicza przez wiele lat był głównym punktem odniesienia dla wszystkich polskich polityków. "Okrągły stół" to dobijanie monowładzy PZPR, a powstanie rządu Mazowieckiego może być dniem narodzin III RP i demokracji. Wypracowany po nocach pakiet ustaw gospodarczych, znanych jako plan Balcerowicza, będzie jednak znakiem tego, co zrewolucjonizowało codzienne życie przeciętnego obywatela, który wreszcie zobaczył pełne półki, ale równocześnie poczuł, że pieniądz jest trudniej dostępny. Plan Balcerowicza opierał się w gruncie rzeczy na prostym założeniu, że dwa plus dwa równa się cztery i że bez akceptacji tego rachunku pogrążymy się w totalnej katastrofie. Nawet po przejęciu władzy krytycy wicepremiera nie przedstawiali innego wyniku tego rachunku, mniej czy bardziej udolnie kontynuując plan Balcerowicza bez Balcerowicza.
Leszek Balcerowicz odbierał nagrodę w redakcji "Wprost" w Poznaniu, w obecności około stu gości i pracowników tygodnika, w momencie żegnania się z gmachem Ministerstwa Finansów przy ul. Świętokrzyskiej. "Jeśli natomiast pytacie, panowie, czy odejdę z zamiarem rychłego powrotu, odpowiedź brzmi: "nie". Przyszłość jest jednak nieodgadniona" - mówił dla "Wprost" Człowiek Roku ’91, który znów od trzech lat jako wicepremier i minister finansów wywołuje wściekłe ataki przypominaniem, ile wychodzi z sumowania dwóch dwójek.
"Dlaczego Hanna Suchocka? Myślę, że szersze uzasadnienie jest zbędne - Kopciuszek!" - stwierdzał żartobliwie Andrzej Olechowski, wówczas doradca ekonomiczny prezydenta Wałęsy, głosując za przyznaniem tytułu Człowieka Roku ’92 Hannie Suchockiej. W swych poglądach łączyła ona ogień z wodą, a liberałów z narodowcami i związkowcami. "Dzięki Suchockiej życie polityczne w Polsce znów zaczyna nabierać sensu" - pisał tygodnik "Newsweek". Łączyła, dopóki sejmowi politycy nie ulegli naciskowi populistów. "Kolego Lepper, szykować kosy na tych bandziorów z rządu!" - apelował jeden z działaczy OPZZ. Hanna Suchocka symbolizowała wolę reformowania kraju. Upadek jej rządu był symbolem rosnącej siły lewicy i dezintegracji solidarnościowej centroprawicy. Przedtem jednak już około trzystu znamienitych polityków, przedsiębiorców i ludzi kultury zgromadzonych w sali warszawskiego hotelu Victoria - tam bowiem od 1992 r. wręczane są nagrody Człowieka Roku - mogło podziwiać rzeźbę orła z lodu, pierwsze takie dzieło w historii stolicy, zaś o posadę nadwornego błazna błagał "drogą, drogą nam wszystkim, wspaniałą laureatkę!" - Stanisław Tym. Wkrótce orzeł się roztopił, do władzy doszła lewica, a potem znów centroprawica, w której rządzie właśnie Człowiek Roku ’92 zawiaduje wymiarem sprawiedliwości.
Kiedy w lutym 1991 r. Aleksander Kwaśniewski ujawniał swe przeświadczenie, że lewica "będzie jednym z głównych czynników organizujących scenę polityczną w przyszłości", akurat przymierzano się do wodowania masowców "Solidarność" i "Armia Krajowa". W 1993 r. SLD utworzył największy klub parlamentarny i sięgnął po władzę w państwie. Jak przeprowadza się lewicę przez Morze Czerwone? "Twój głos na listę SLD to wyraz protestu wobec niszczenia przemysłu państwowego, korupcyjnej prywatyzacji i grabieży mienia narodowego" - głosił sojusz w czasie wyborów 1991 r. I kiedy część wyborców zaczęła protestować przeciwko planowi Balcerowicza, czyli niszczeniu jakże przebogatej spuścizny po PRL, Kwaśniewski mógł przekonywać przedsiębiorców i międzynarodową finansjerę, że tylko SLD powstrzyma gniew ludu. W momencie, gdy rozpromieniony Kwaśniewski dziękował w Victorii za nagrodę, stojący w tłumie pięciuset gości świeżo mianowany premier Waldemar Pawlak był przygniatany do ściany przez mało uważnych uczestników. Dlatego w następnych miesiącach Pawlak systematycznie usiłował pokazywać liderowi sojuszu, komu należy się miejsce w światłach jupiterów. A Kwaśniewski? W 1993 r. mógł sobie pozwolić - jak wówczas zauważył na łamach "Wprost" Jerzy Sławomir Mac - na wypoczynek tylko w Cetniewie, nie krył też irytacji z powodu prasowych przymiarek do najwyższych urzędów w państwie, choć "jeśli Bóg tak zdarzy, przyjmie to z pokorą". No i przyjął. Gwiazda Pawlaka zgasła, za to Człowiek Roku "Wprost" piastuje teraz urząd prezydenta RP.
Na osiemnaście sondaży dotyczących zaufania do polityków, przeprowadzonych przez Pentor na zlecenie "Wprost" od lipca 1991 r. do października 1994 r., w czternastu pierwsze miejsce przypadało Jackowi Kuroniowi. Mimo że po wyborach prezydenckich Kuroń praktycznie wycofał się z pierwszej linii życia politycznego, nadal zajmuje w rankingach wysokie lokaty. "Nigdy nie jechałem po pijanemu, nie mam prokuratora na karku, nie uczestniczę w żadnej lewej spółce, nie pobiłem fotoreportera, więc może jest to już wystarczającym powodem do przyznania mi nagrody" - żartował laureat w sali bankietowej Victorii, która tym razem musiała pomieścić już około tysiąca osób. Przyznania tytułu Kuroniowi nikt nie kwestionował, gdyż to on był przez lata jedną z głównych zapór przeciwko falom populizmu. Były działacz opozycji demokratycznej w państwie totalitarnym w 1994 r. ukazał, że nie należy uprawiać totalnej opozycji w państwie demokratycznym. Kiedy w grudniu 1994 r. Kuroń odbierał tytuł Człowieka Roku, prezydent Lech Wałęsa nie zmieścił się na liście dwudziestu najpoważniejszych polityków rankingu "Wprost". W październiku 1995 r. był w rankingu już drugi. W grudniu 1995 r. badaniach CBOS respondenci orzekli, że tytuł Człowieka Roku powinien przypaść Wałęsie, który zdobywał poparcie, wytyczając rytm życia politycznego w kraju. Wałęsa pracował na swoją popularność przez całe życie, ciężko nią płacąc za chronienie reform podczas pięcioletniej kadencji prezydenckiej. Używając wielu polityków jako "zderzaków", sam stał się jednym z taranów rozbijających mentalność i struktury PRL. Pozbawiony własnego zaplecza i popularności, z Aleksandrem Kwaśniewskim przegrał o włos. Dziś znów słychać komentarze, że Lech Wałęsa z powodu małego poparcia nie ma szans na zdobycie urzędu prezydenta. Historia nie wszystkich uczy. "Adam Michnik dostrzegł w tonie liryków Wisławy Szymborskiej odtrutkę na zgiełk polskiej powszedniości. Najbogatszy polski przedsiębiorca Marek Profus zgłosił do tytułu Szymborską z wdzięczności za stworzenie okazji do przeniesienia się myślą ze świata kont i giełdy w rejony zadumy nad własnym istnieniem. Andrzej Olechowski zwrócił uwagę, iż światowy sukces poetki stał się zachętą do podejmowania przez Polaków rywalizacji w ramach jednoczącej się Europy" - precyzyjnie wyliczał na łamach "Wprost" Wiesław Kot. Respondenci Pentora również wskazali zdecydowanie na laureatkę Nagrody Nobla jako na osobę najbardziej zasługującą na tytuł Człowieka Roku ’96 - roku rządów targanej konfliktami socjalistycznej koalicji, rozbicia prawicy, hamowania reform, erozji autorytetu Polski. Przyznanie po raz pierwszy tytułu Człowieka Roku osobie nie będącej politykiem zostało przyjęte z pełną akceptacją jako - wedle określenia Jana Nowaka-Jeziorańskiego - "dopełnienie formalności". Toteż zgromadzonym w Victorii gościom nie przeszkadzała nawet nieobecność noblistki, która przysłała list z gorącym podziękowaniem.
Plakat autorstwa Ryszarda Horowitza, rozdawany podczas uroczystości wręczenia tytułu Człowieka Roku ’97 Marianowi Krzaklewskiemu, przedstawiał orła wznoszącego się nad skałami, przybierającymi kształt Polski. Za wyróżnieniem przywódcy obozu polskiej prawicy opowiedział się nawet Marek Borowski, wicemarszałek Sejmu z rekomendacji SLD. Jeśli Kwaśniewski "wyszlifował beton" SLD i przeprowadził lewicę przez Morze Czerwone, to Krzaklewski popłynął w kierunku Victorii szalupą ratunkową "Solidarności", zabierając do niej rozproszkowane partie prawicy. RTR i ROP, RdR i AP, PC i PC-II, ZChN i SKL, PChD i KPN... Krzaklewski posłużył się tym politycznym abecadłem do zredukowania pojęcia prawicy do trzech liter: AWS. I przejął władzę.
"Dopiero rok, w którym reformy zaczną wchodzić w życie, zadecyduje o ostatecznym sukcesie lub porażce premiera, rządu i koalicji. Ale rok 1998 należał do Jerzego Buzka" - tak tygodnik "Wprost" uzasadniał przyznanie tytułu głównemu autorowi reformy terytorialnej, samorządowej, ubezpieczeń społecznych, służby zdrowia, oświaty, a także wymiaru sprawiedliwości, struktur wojskowych, restrukturyzacji górnictwa i przemysłu ciężkiego. "W 2000 r. obudzimy się w nowej rzeczywistości" - zapowiadał premier, a dziś, gdy notowania koalicji, rządu i premiera są niskie, zdanie to opozycja przypomina jako szyderstwo. Zsynchronizowane ataki SLD, PSL, prezydenta i skrajnej prawicy, konflikty wewnątrz koalicji AWS-UW, a w dodatku konieczność borykania się do niedawna z kiepską koniunkturą gospodarczą na świecie spowodowały, że pierwsze pozytywne skutki reform nie są jeszcze zauważalne. "Reformy uderzyły w interesy wielkich, niekiedy od dziesięcioleci funkcjonujących grup interesów - zawodowych, biznesowych, administracyjnych, regionalnych, lokalnych, partyjnych (...) Sukcesem Jerzego Buzka pozostanie samo doprowadzenie do decydującego starcia z przestarzałymi strukturami państwa - czyli dopiero stworzenie szansy na sukces" - napisaliśmy rok temu. Szansa jest coraz większa.

Więcej możesz przeczytać w 2/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0