Śmiertelny chłód

Śmiertelny chłód

Dodano:   /  Zmieniono: 1
W Polsce zamarza przeciętnie 100-200 osób rocznie. Podczas tej zimy wskutek wychłodzenia organizmu zmarło już ponad sto osób
Podobną liczbę ofiar zimna odnotowywano w czasach PRL (w połowie lat 80. nawet większą), lecz informacjom na ten temat nadawano klauzulę tajności, a w sprawozdaniach pisano, że zmarły one na przykład z powodu zawału, udaru mózgu lub wyczerpania. Paradoksalnie, ludzie zamarzali na ulicach nawet w stanie wojennym, gdy liczba patroli była większa. Zamiast pomagać naszym bezdomnym, rząd Wojciecha Jaruzelskiego wysłał wówczas do USA śpiwory dla osób żyjących na ulicach Nowego Jorku.

W Rosji nawet dziś fałszowane są statystyki: z zimna umiera tam ponad 20 tys. osób rocznie, choć oficjalnie - cztery, pięć razy mniej. Chłód bywa przyczyną śmierci w Nowym Jorku, Paryżu, Berlinie, a nawet w Tajlandii (mimo że temperatura spadła w tym kraju tylko do 12oC). Większości ofiar zimna w Polsce nie można pomóc, nie są nimi bowiem bezdomni (tylko 10-15 proc.), lecz osoby nadużywające alkoholu.
Tymczasem "Trybuna" od momentu przejęcia władzy przez koalicję AWS-UW niemal codziennie publikuje informacje o osobach zamarzniętych, a winą za ich śmierć obarcza rząd, który - zdaniem gazety - "produkuje" bezdomnych. Pretekst do ataku na obecną koalicję nadarzył się już w połowie października 1999 r., gdy temperatury były jeszcze dodatnie, a mimo to jedna osoba zmarła wskutek wychłodzenia ciała. Według informacji policji, mężczyzna ten nie był bezdomny. Przed świętami Bożego Narodzenia "Trybuna" donosiła: "Szóstą ofiarą zimy na Podkarpaciu był 44-letni mieszkaniec Sanoka, który zamarzł na ławce na peronie przed stacją kolejową Sanok-Miasto. Mężczyzna zamarzł, bo miesiąc temu, gdy zaczęły się chłody, w PKP zdecydowano, by stacja Sanok-Miasto od godziny 18.00 była zamykana, bo nieczynna jest już kasa biletowa". Później okazało się, że Kazimierz D. był na stałe zameldowany w Sanoku i korzystał z zasiłków Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Co więcej, przed świętami pracownicy tej organizacji oraz Schroniska im. Brata Alberta przetransportowali z dworca wszystkich bezdomnych. "Trybuna" zapomniała też dodać, że ofiara była alkoholikiem, a poczekalnia - mimo zamkniętych kas - była otwarta całą dobę. - Uważam, że robimy wszystko, by ludzie nie umierali z zimna. Nawet gdyby się zdarzyło, że jakiś dworzec jest zamknięty, zawsze można znaleźć jedną z 60 tys. ulotek, jakie rozmieściliśmy w całej Polsce. Są na nich adresy wszystkich lokalnych schronisk i noclegowni - mówi Ewa Kuruliszwili, sekretarz generalny Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. Co ciekawe, bezdomni - choć notorycznie nadużywają alkoholu - przeważnie wiedzą, jak sobie radzić podczas mrozów.
Najczęściej zamarzają mężczyźni w wieku 40-60 lat. Połowa osób umiera we wsiach, na polach i w lasach. W większości zasypiają, wracając do domów po alkoholowych libacjach. - Skali tego zjawiska przed 1989 r., gdy w Polsce panował ustrój "sprawiedliwości społecznej", nie znamy. Jako przyczynę zgonu nie można było przecież wpisać wychłodzenia organizmu, tamte statystyki są więc nieprzydatne. Przypuszczam jednak, że liczba zgonów zawsze była podobna - mówi dr Branimir Augustin z Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA). - Ponadto w Polsce nie prowadzi się - jak to dzieje się na Zachodzie - szeroko zakrojonych badań epidemiologicznych. Nie ma statystyki badań naczyniowych i nie wiemy, jaka grupa jest potencjalnie zagrożona śmiercią z powodu wychłodzenia po spożyciu alkoholu. Można się jednak domyślać, że jest to stały odsetek, skoro mimo różnych zimowych temperatur co roku zamarza podobna liczba osób - dodaje Maciej Świtoński, lekarz z Kliniki Chirurgii Ogólnej Szpitala Wojewódzkiego w Bydgoszczy. Liczba ta byłaby oczywiście mniejsza, gdyby policja, samorządy oraz przechodnie interweniowali, kiedy spostrzegą osoby śpiące na mrozie po spożyciu alkoholu lub nieruchomo leżące. W lutym ubiegłego roku 34-letnia mieszkanka Krynicy Halina I. zmarła z wychłodzenia zaledwie kilka metrów od głównej ulicy miasta. Przez dziewiętnaście godzin leżała na śniegu. Pośliznęła się, schodząc ze skarpy w kierunku domu oddalonego o 300 m. Kiedy jeszcze miała siły, wołała o pomoc, lecz nikt nie zareagował. Nikt nie zainteresował się też 82-letnim mężczyzną, który zamarzł w kościele ewangelickim w Pszczółkach w województwie pomorskim.
W USA władze lokalne prowadzą statystyki osób, które zmarły po spożyciu alkoholu. Dr David E. Smith, ekspert w dziedzinie uzależnień od środków odurzających, podaje, że z powodu nadużywania alkoholu w Stanach Zjednoczonych umiera ponad 100 tys. osób rocznie. Co najmniej kilka tysięcy z nich zamarza. W Polsce policja odnajduje codziennie 15-20 zmarłych z różnych przyczyn (w tych wypadkach nie stwierdza się popełnienia przestępstwa). Prawdziwy powód śmierci może być poznany dopiero po sekcji zwłok, lecz o jej wynikach policja nie jest informowana. Praktycznie nie wiadomo zatem, ile osób spośród 225 zamarzniętych na przełomie lat 1998 i 1999 rzeczywiście zmarło z powodu zimna. - Wiemy jednak, że ponad połowa ofiar chłodu spożywa przed śmiercią alkohol, a tylko 10-15 proc. stanowią wśród nich bezdomni. Policja robi zresztą, co może. Według naszej wiedzy, 100-200 osób odwożonych jest codziennie do izb wytrzeźwień - mówi Marcin Szyndler z Komendy Głównej Policji. W połowie listopada 1998 r. komendant główny poli- cji zalecił wszystkim służbom patrolowym zwrócenie szczególnej uwagi na osoby zagrożone zamarznięciem. W 1999 r. rząd przeznaczył 3,5 mln zł dla organizacji społecznych wspomagających bezdomnych. Liczba ofiar mrozów nie zależy jednak od wielkości tej pomocy. - Najwyższy czas, aby przekształcić naszą opiekę społeczną. Konieczne jest ograniczenie rozdawnictwa pieniędzy. Trzeba zaś z myślą o potrzebujących i bezdomnych stworzyć patrole społeczne. W Mysłowicach rozpoczęto już taki eksperyment.
Wolontariusze obchodzą swoje rewiry i informują policję oraz pomoc społeczną o osobach potrzebujących wsparcia. Inicjatywa ta wymaga jednak przełamania stereotypów myślenia o działaniach społecznych - mówi dr Krzysztof Czekaj z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Socjologowie podkreślają, że źródłem wielu stereotypów tego rodzaju jest niechęć do działań społecznych wyniesiona z czasów PRL, gdy na każdym kroku manipulowano inicjatywami obywatelskimi. Po wojnie jedyną organizacją społeczną zajmującą się potrzebującymi była Caritas. Komunistyczne władze - monopolizując pomoc społeczną, a zarazem ograniczając inicjatywę obywatelską - zlikwidowały w 1950 r. organizacje kościelne. Jednocześnie pojawiły się zapisy cenzury na informowanie o bezdomności czy śmierci z powodu wychłodzenia. Bezdomni lub pijani, których zauważano, aresztowano za włóczęgostwo i zamykano w ciepłych aresztach. Dzięki temu wielu z nich przeżyło. Takich praktyk nie można jednak stosować w demokratycznym państwie. Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła niedawno, że samorządy i ośrodki pomocy społecznej należycie wywiązują się z obowiązku opieki nad bezdomnymi. W Krakowie Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej przygotował dla nich 550 miejsc, czyli więcej, niż potrzeba. Mimo to ludzie umierają, gdyż nie sposób wiedzieć o każdym, kto nadużył alkoholu (często jest to denaturat) i zapadł w drzemkę. - Niedawno poinformowano, że przy ul. Mistrzejowickiej znaleziono zamarzniętego bezdomnego. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było zatrucie denaturatem - mówi Witold Kramarz, kierownik działu pomocy bezdomnym krakowskiego MOPS. - Należy też przypomnieć, że w czasie zimy mamy ustawowy obowiązek przyjęcia do noclegowni każdego bezdomnego, nawet pijanego. W praktyce trzeba taką osobę odnaleźć, gdyż większość nie szuka miejsca w schroniskach. We Wrocławiu zamarzła pijana bezdomna kobieta. Po wypiciu alkoholu zmarł na własnym podwórku 63-letni Jan G. z gminy Kłoczew w województwie lubelskim. W Kupinie koło Olsztyna w odległości stu metrów od zabudowań znaleziono ciało 35-letniego Henryka Ł. - on też pił wcześniej alkohol. Inny mężczyzna zamarzł po wypiciu alkoholu w opuszczonym domu w Puławach. - Spożywanie tego typu trunków w ogóle obarczone jest dużym ryzykiem. Osoba zdrowa, dorosła i dojrzała może sobie pozwolić na wypijanie tygodniowo około sześciu standardowych porcji alkoholu, czyli dwudziestopięciogramowych kieliszków wódki lub stugramowych lampek wina - mówi dr Branimir Augustin. Ofiary zimy wypijają wielokrotnie więcej i to jednorazowo. - Oceniamy, że w Polsce jest 500-700 tys. alkoholików i prawie trzy miliony osób stale nadużywających alkoholu. PARPA zaapelowała nawet do klubów AA, by powołały patrole penetrujące parki i zakamarki znane osobom uzależnionym. Cią- gle brakuje jednak spraw- nych systemów informacyjnych - mówi Bogusław Prajsner, wicedyrektor Państwo- wej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. - Każda z tych osób jest potencjalnie zagrożona. Alkohol rozszerza bowiem naczynia krwionośne i zakłóca metabolizm w wątrobie. Efektem tego jest zwężenie naczyń krwionośnych i wolniejszy przepływ krwi. Ostatecznym skutkiem jest ustanie czynności serca. Znieczulony alkoholem człowiek nie odczuwa fizjologicznych zmian, jakie zachodzą w jego organizmie - konkluduje dr Branimir Augustin.

Więcej możesz przeczytać w 2/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 1