Wprost od czytelników

Wprost od czytelników

Mniej pracy czy miejsc pracy?

Nie zamierzam dyskutować z zawartymi w felietonie Leszka Balcerowicza ("Mniej pracy czy miejsc pracy?", nr 51) tezami, gdyż w pełni się z nimi zgadzam. Zastanowiło mnie jedynie to, że pełne, rzetelne i spójne uzasadnienie negatywnych skutków skrócenia czasu pracy do czterdziestu godzin tygodniowo znalazłam dopiero w artykule profesora. Nie można się spodziewać, że społeczeństwo będzie popierać słuszne (ale na pozór dla niego niekorzystne) decyzje ekonomiczne, jeżeli nie zostaną mu jasno przedstawione wszystkie ich aspekty. Takie informacje powinny trafić do większości obywateli. W Polsce politycy powinni zwracać szczególną uwagę na politykę informacyjną (zwłaszcza w kwestiach ekonomicznych). Jesteśmy młodą demokracją. Większość ludzi nie wyniosła ze szkoły wiedzy niezbędnej do zrozumienia mechanizmów gospodarki rynkowej, młodzież wie już o niej znacznie więcej, lecz z racji wieku bardziej interesuje się innymi sprawami. Duża część społeczeństwa nie będzie popierać polityków pragnących zrobić dla polskiej gospodarki coś dobrego, ale tych, którzy mają przede wszystkim świetnie opanowaną socjotechnikę. A na razie te dwie kategorie się nie pokrywają.

KAMILA ŁEPKOWSKA Szczawno Zdrój


Przykazanie miłości

Zadziwiające, że w społeczeństwie, w którym miłość bliźniego należy do priorytetów, wykonywanie obowiązków zawodowych ogranicza się zwykle do minimum. A bliźnim jest przecież każdy - kierownik, właściciel firmy czy klient korzystający z wytworzonych produktów i usług. Często działacze związkowi, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, łamią przykazanie miłości bliźniego. Targują się głównie o to, aby reprezentowana przez nich grupa pracownicza miała jak najniższe normy pracy przy tej samej, a nawet wyższej płacy. Domagają się przywilejów, nie bacząc na to, że w ten sposób obniża się wydajność pracy, konkurencyjność naszych przedsiębiorstw i PKB. Dążąc do wyższych zarobków "dla siebie", działają na szkodę wielu anonimowych bliźnich. prof.

HENRYK BIENIOK Katowice


Homo Kisiel

Pod wpływem artykułu "Homo Kisiel" (nr 51) przeczytałam wspomnienia laureatów Nagród Kisiela o Stefanie Kisielewskim, zebrane w książce "Kisiel wprost. 10 lat Nagród Kisiela". Jeden z laureatów, Michał Zieliński, wspomina: "Był więc Stefan Kisielewski "pokrzepicielem serc". Nie tylko mojego, ale wielu z nas, którzy trochę przeżyli w tym kraju nad Wisłą. Kisiel krzepił. I krzepi dalej. O czym można się przekonać, widząc młodzież, która historii Peerelu uczy się z książek Stefana Kisielewskiego. I niech się uczy. To wcale nie jest najgorszy podręcznik". Według niektórych wydanych w PRL-u pozycji, jestem jeszcze młodzieżą i bardzo chcę się nadal uczyć, a nawet jeśli młodzieżą już nie jestem, uważam, że na taką naukę nigdy nie jest za późno. Dziękuję.

AGNIESZKA LITWIN Zielona Góra


Skaza

Nie doceniamy własnych sukcesów. Opozycja dyskredytuje działania rządu i składa obietnice bez pokrycia, budząc lekko uśpione przez ostatnie dziesięć lat demony zawiści tylko po to, aby zdobyć przychylność wyborców. Jest to tym łatwiejsze, że Polacy są skażeni socjalistyczną urawniłowką - najgorsza bieda nie doskwiera, byleby nie gryzło bogactwo tych, którzy ośmielili się wybić ponad przeciętność. Zmiana mentalności to proces w wymiarze społeczeństwa bardzo długi, ale możliwy. Polacy muszą się przekonać, że powszechny dobrobyt jest możliwy tylko wtedy, gdy nie zwalcza się jego przejawów na samym początku.

MAREK SERDYŃSKI Elbląg
Okładka tygodnika WPROST: 2/2000
Więcej możesz przeczytać w 2/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0